Wszyscy Święci, znicze i dynia

52
0

Nieskuteczna krucjata? W atmosferze upiornych zabaw związanych ze zwyczajem "Halloween", teologowie i duszpasterze, katolickie media i katecheci, corocznie na początku listopada toczą krucjatę o tożsamość uroczystości Wszystkich Świętych.

Wydawać się może, że nieskuteczną, bo zamiast świętować „wielkie chrześcijańskie imieniny”, także wierni katolicy idą na cmentarz zapalać znicze. Czy jest to zwycięstwo idei „Halloween” i kultu zmarłych? Odpowiedź nie jest prosta, tak jak nie jest prosta sprawa z tymi świętami. Ale spróbujmy ją odnaleźć, sięgając najpierw do historii.

Wielkanocna aura świętości

Gdy idzie o kult świętych, to najpierw otaczano nim tylko męczenników. Zwyczaj
obchodzenia zbiorowego święta wszystkich męczenników istniał już w IV w. Choć w
kalendarzach Kościołów starożytnych nie miało ono swojego jednakowego miejsca, to
jednak zawsze obchodzono je niedaleko Wielkanocy. Tylko przecież w świetle
zmartwychwstania Jezusa ich śmierć była zwycięstwem. A więc kult męczenników był
wyrazem wiary w ostateczne zwycięstwo: zmartwychwstanie. W Rzymie był to dzień 13
maja, na pamiątkę przeniesienia z katakumb w 608 r. relikwii znacznych świętych do
Panteonu, w celu ochrony przed barbarzyńcami.

Skąd więc 1 listopada?

W VIII w. święto męczenników rozszerzyło swój zasięg na świętych wyznawców, stając
się dniem "Wszystkich Świętych". Związane było to ze wzniesieniem w 741 r. przez papieża Grzegorza III kaplicy ku czci wszystkich Świętych w bazylice św. Piotra w
Rzymie. Papież ten wybrał datę 1 listopada jako rocznicę jej poświęcenia i odtąd Kościół
Rzymski uroczyście obchodził to święto właśnie 1 listopada, tworząc nowy zwyczaj.
Istnieje przypuszczenie, że przeniesienie święta z dotychczasowego 13 maja na okres po
żniwach było po części spowodowane niesłychanie wielkim obciążeniem miasta przez
pielgrzymów, co przed zbiorami kończyło się problemami z wyżywieniem, ale tak
naprawdę nie znamy motywu papieża Grzegorza III. Tymczasem sto lat później, w 835 r.
król Franków Ludwik Pobożny, na wezwanie papieża Grzegorza IV, zarządził obchody
tego święta zgodnie z normą rzymską w całym cesarstwie, w tym w jego części
celtyckiej.

Starcie kultur

Nowe święto chrześcijańskie w cesarstwie od razu zostało skonfrontowane z istniejącą
tradycją pogańską. Otóż dzień 1 listopada uważano powszechnie za początek zimy czyli
tzw. okresu "ciemnego". Tego dnia w kulturze celtyckiej obchodzono święto zwane „samhain”, związane z kultem zmarłych. Wierzono, że duchy ludzi zmarłych w ciągu ostatniego roku wracają wtedy na ziemię i próbują zamieszkać w domach i ciałach osób żyjących. Stosowano więc specjalną druidyczną obrzędowość, mającą odstraszać duchy. Nie wiemy, czy cesarz Ludwik i papież Grzegorz IV chcieli zgasić kult pogański poprzez starcie tych dwóch świąt, ale tak czy inaczej święto Wszystkich Świętych przez kolejne wieki musiało się mocować z pogańskim kultem zmarłych. Można powiedzieć, że walka ta trwa do dzisiaj. Jednakże – wbrew pozorom – nie na cmentarzach, lecz w świetle
rozjarzonych dyń neopogańskiego święta "Halloween", obcego chrześcijaństwu (chociaż gwoli sprawiedliwości nazwa "halloween" bierze się z angielskiego "All Hallows' Eve": Wigilia Wszystkich Świętych).

Niewygodne sąsiedztwo?

Czy nasycony emocjami Dzień Zaduszny nie przeszkadza świętowaniu głęboko
teologicznej uroczystości ku czci Świętych? Potężne sąsiedztwo wydaje się zacierać
tożsamość uroczystości Wszystkich Świętych, a cmentarze zdają się wygrywać z
kościołami. Czy nie lepiej było trzymać te święta daleko od siebie, może 13 maja był
szczęśliwszy dla Wszystkich Świętych? Otóż okazuje się, że nie: święta te od zawsze
lubiły iść w parze. Wspomnienie wiernych zmarłych już w VII w. obchodzono w dzień po
święcie wszystkich męczenników, a na początku XI w. św. Odon z Cluny, zarządził, aby
wspomnienie zmarłych było obchodzone właśnie 2 listopada, zaraz po uroczystości
Wszystkich Świętych. Opactwo kluniackie było centrum teologii i liturgii w owym czasie,
dlatego decyzja wielkiego opata stała się wskazówką przyjętą przez wszystkich i
rozpowszechnioną w całym Kościele zachodnim. Św. Odon pragnął, aby blask
uroczystości Wszystkich Świętych ogarniał także następnego dnia te wszystkie dusze,
które potrzebują jeszcze wstawiennictwa Oblubienicy Chrystusa w swojej czyśćcowej
drodze ku pełni odkupienia. Sąsiedztwo tych dwóch świąt sobie nie przeszkadza.

A co z dynią?

W Roku Wiary uroczystość Wszystkich Świętych może być pytaniem: czy wierzysz w
zbawienie, czy wierzysz w zmartwychwstanie, czy wierzysz, że to wszystko ma sens?
Bez tej wiary znicze 2 listopada są tragiczne, fiolet beznadziejny, zaś rozjarzona cyniczna
dynia trafnym streszczeniem bezsensownej „zabawy w życie”. Ale w paschalnym blasku
1 listopada znicze są znakiem żywej pamięci, modlitwy i więzi, krzyż – zwycięstwa,
obecność na cmentarzu – tęsknoty. Tęsknoty, która już się spełnia w Chrystusie
paschalnym. A dynia..? W tej perspektywie Halloween i związana z nim ideologia już
dawno przegrały.

ks. dr hab Dominik Ostrowski

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here