Była jak dar z nieba

Hiacynta nie umiała pisać, ani czytać. Umarła w samotności w Lizbonie, ale nie bała się niczego, bo Najświętsza Panna obiecała po nią „przyjść i zabrać do nieba”.

Sto lat temu, czyli 20 lutego 1920 roku, umarła mała Hiacynta. Jak jej przepowiedziała Maryja w jednej z wizji:

„Matka Boża powiedziała nam, że przyjdzie niedługo po Franciszka, by go zabrać do nieba. Co do mnie, poprosiła, czy nie chciałabym jeszcze nawrócić więcej grzeszników. Odpowiedziałam, że tak” – opowiadała później ich kuzynka Łucja. Nie po to, by ją uzdrowić, ale by więcej cierpieć „jako zadośćuczynienie za grzechy przeciw Niepokalanemu Sercu Maryi”. 10 letnie dziecko przyjmuje świadomie cierpienia z miłości do Pana Boga i dla nawrócenia biednych grzeszników, może i takich, którzy się uważają za ludzi mądrych i wykształconych.

Nieustannie nuciła: „Słodkie Serce Maryi, bądź moim zbawieniem! Niepokalane Serce Maryi, nawróć grzeszników, ocal dusze od piekła”.

W setną rocznicę objawień Matki Bożej papież przejechał do Fatimy i kanonizował dwoje z trójki dzieci, które widziały Najświętszą Maryję Pannę: Franciszka i Hiacyntę Marto. Franciszek, którego powołaniem była modlitwa oraz zadośćuczynienie Chrystusowi i Matce Bożej za grzechy ludzi i Hiacynta, jego młodszej siostry, której jedynym pragnieniem było nawrócenie grzeszników i uchronienie dusz przed piekłem.

Hiacynta była najmłodsza z rodzeństwa Marto, urodziła się dwa lata po swoim bracie Franciszku. W 1917 roku, podobnie jak jej brat, nie umiała czytać i nie była jeszcze u Pierwszej Komunii Świętej. Według słów Łucji była dziewczynką żywą i wesołą, z sercem na dłoni. Bardzo wrażliwa, trochę nadąsana i łatwo było ją wyprowadzić z równowagi. Ale jak Franciszek, miała ten duchowy spokój, który zawdzięczała głębokiej wierze wyniesionej z domu rodzinnego.

W tym co robiła widać było obecność Boga i Maryi. W górach, z dala od spojrzeń ludzkich, sprawiało jej przyjemność powtarzanie wraz z bratem ich imion. Zdarzało jej się recytować całe „Ave Maria” tak, by echo po każdym słowie było doskonale słyszalne. I to Hiacyntę, jak przyznała później Łucja, Matka Boża obdarowała „większą obfitością łask” i „lepszą znajomością Boga i cnoty”.

Łucja opisała kuzynkę jako osobę „czystego serca”. Jej oczy mówiły o Bogu i była nienasycona w kwestii „ofiar i umartwiania się” dla biednych grzeszników.

Podobnie jak Franciszek, dobrze wyryła sobie w sercu polecenie, jakie dała im Maryja w czwartym objawieniu: „Módlcie się, módlcie się dużo i czyńcie ofiary dla grzeszników, poświęcajcie się za grzeszników. Bo wiele dusz idzie do piekła, gdyż nie mają nikogo, kto ofiarowałby się i modlił za nich”.

Od początku objawień oddawała swoje jedzenie biednym, a sama posilała się korzonkami i dzikimi owocami. „Może dzięki temu nawróci się więcej grzeszników” – mówiła za każdym razem, kiedy odmawiała sobie picia albo jedzenia, albo gdy spotykały ją kpiny czy złe traktowanie. I zawsze powtarzała: „Tak bardzo kocham Pana i Najświętszą Maryję Pannę, że nie przestanę im mówić, że ich kocham”. Tak jak u Franciszka i Łucji, obietnica Najświętszej Maryi Panny wciąż w niej się rozwijała: „Będziecie musieli wiele wycierpieć, ale łaska Boga będzie dla was zadośćuczynieniem”.

Trumna małej wizjonerki trafiła do kościoła w Anges. I dziwny fakt, trzy dni po śmierci jej ciało wydawało zapach różnych kwiatów. To absolutnie zaskakujące, zważywszy, że było wystawione na działanie powietrza i po długiej chorobie. Nikt nie umiał tego wyjaśnić. Wargi i policzki Hiacynta miała pięknie zaróżowione, jakby ciągle żyła.

12 września 1935 roku jej trumna została przetransportowana z Vila Nova w Ourém do Fatimy. Kiedy ją otwarto, stwierdzono, że twarz wizjonerki pozostała nietknięta. Podobnie podczas ostatniej ekshumacji w Bazylice Matki Bożej Różańcowej, 1 maja 1951 roku.

Zdjęcie twarzy Hiacynty zostało wysłane Łucji, która przekazała je z kolei biskupowi Leirii, José Alvesowi Correia, wspominając, że chciałaby, by pewnego dnia Pan zechciał dać jej „Aureolę świętych, dla największej chwały Najświętszej Panny”. Tak Pan wynagradza tych, którzy służą Mu z miłością.

Dziś (tj. 20 lutego), w naszym Sanktuarium M. B. Fatimskiej poświęciliśmy „ołtarzyk” Dzieci Fatimskich i wraz z Ich relikwiami „posłaliśmy” do domów naszych parafian, aby przygotować wiernych do Misji św. w naszej parafii w czerwcu. Moim pragnieniem jest, aby Święte Dzieci Fatimskie nauczyły nasze, współcześnie żyjące dzieci, modlitwy różańcowej i miłości Maryi. Dzieci Fatimskie wychowały się w rodzinach chrześcijańskich, w których panowała dyscyplina i odpowiedzialność. Już jako małe dzieci miały swoje obowiązki, nie mogły kłamać i miały kochać Boga i ludzi. Pragnieniem moim jest, aby Te szczególne dzieci przypominały naszym rodzicom o odpowiedzialnym rodzicielstwie, czyli wychowaniu (nie rozpieszczaniu) swoich dzieci, które im dał Bóg.

Moim wielkim pragnieniem jest, aby zostały „przyjęte” z miłością w naszych rodzinach i przemieniły nasze serca, tak jak Ich serca zostały „przemienione” przez Maryję.

Na koniec podaję piękną modlitwę, którą warto odmawiać:

Panie Boże tak jak niegdyś w Betlejem wybrałeś sobie prostych pastuszków świętych Hiacyntę i Franciszka na powierników tajemnic Nieba. Dopomóż nam, abyśmy za ich przykładem i orędownictwem wzrastali w łasce i świętości w szkole Twojej Matki. Niech i nasze serca przymknięte Twoim światłem staną się wrażliwe na najmniejsze zło i spragnione prawdziwego dobra, tego dobra, które nie zna ceny cierpień, wyrzeczeń i modlitwy, które trzeba zdobywać dla siebie i dla innych. Dopomóż nam byśmy w czasie, o którym Ty zdecydujesz mogli się cieszyć pełnią szczęścia w niebie w towarzystwie Świętych Dzieci z Fatimy. Przez Chrystusa Pana naszego. Amen

 o. Zdzisław Świniarski SSCC (Sercanin Biały)

www.sanktuarium-fatimskie.pl 

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here