Papież Franciszek. Każdy z nas powinien być stróżem wspólnego domu

20
0

Każdy z nas może i musi stać się «stróżem wspólnego domu», zdolnym do chwalenia Boga za Jego stworzenia, do ich kontemplacji i ochrony – powiedział Ojciec Święty podczas dzisiejszej audiencji ogólnej w Watykanie.

Drodzy bracia i siostry, dzień dobry!

Aby wydostać się z pandemii trzeba się leczyć i troszczyć się o siebie nawzajem. Trzeba też wspierać tych, którzy opiekują się najsłabszymi, chorymi i osobami starszymi. Istnieje taki nawyk odstawiania na bok osób starszych, zostawiania ich samymi. To okropne. Ludzie ci – dobrze zdefiniowani hiszpańskim terminem „cuidadores” – troszczący się o chorych – odgrywają istotną rolę we współczesnym społeczeństwie, chociaż często nie zyskują uznania i płacy, na jakie zasługują. Troska jest złotą zasadą naszego człowieczeństwa i niesie ze sobą zdrowie i nadzieję (por. Enc. Laudato si’ [LS], 70). Zatroszczenie się o chorych i starszych, potrzebujących, opuszczonych jest bogactwem ludzkim a także chrześcijańskim.

Tę troskę musimy także skierować ku naszemu wspólnemu domowi: ku ziemi i ku każdemu stworzeniu. Wszystkie formy życia są ze sobą powiązane (por. tamże, 137-138), zaś nasze zdrowie zależy od zdrowia ekosystemów, które stworzył Bóg, a troskę o które powierzył nam (por. Rdz 2, 15). Z drugiej strony ich niszczenie jest poważnym grzechem, który szkodzi i powoduje chorobę (por. LS, 8; 66). Najlepszym antidotum na to niewłaściwe używanie naszego wspólnego domu jest kontemplacja (por. tamże, 85; 214). Jakże to, czyżby nie było na to szczepionki? Jakie jest antidotum na troskę o wspólny dom, by nie zostawiać nikogo na boku? – to kontemplacja. „Jeśli się nie uczymy zatrzymywania się, aby podziwiać i docenić piękno, to nic dziwnego, że wszystko staje się przedmiotem wyzysku bez skrupułów” (tamże, 215), także przedmiotem którego się używa, a następnie wyrzuca. Jednak nasz wspólny dom, stworzenie, nie jest jedynie „zasobem”. Stworzenia mają wartość samą w sobie i „odzwierciedlają, każde na swój sposób, jakiś promień nieskończonej mądrości i dobroci Boga” (Katechizm Kościoła Katolickiego, 339). Tę wartość i ten promień boskiego światła trzeba odkryć, a żeby go odkryć, potrzebujemy pogrążenia się w milczeniu, potrzebujemy słuchania i kontemplacji. Także kontemplacja leczy duszę.

Bez kontemplacji łatwo popaść w nieokiełznany i zarozumiały antropocentryzm, który przecenia naszą rolę jako ludzi, stawiając umieszczając nas jako absolutnych władców wobec wszystkich innych stworzeń. Do tego błędnego spojrzenia przyczyniła się wypaczona interpretacja tekstów biblijnych o stworzeniu, która prowadzi do eksploatowania ziemi aż do jej zdławienia. Wyzyskiwanie świata stworzonego to grzech. Sądzimy, że znajdujemy się w centrum, domagając się zajęcia miejsca Boga. W ten sposób niszczymy harmonię stworzenia, niszczymy harmonię planu Boga. Stajemy się hienami, zapominając, że jesteśmy powołani do obrony życia. Oczywiście, możemy i musimy pracować na ziemi, aby żyć i się rozwijać. Ale praca nie jest równoznaczna z wyzyskiem i zawsze towarzyszy jej troska: orać i chronić, pracować i strzec… To jest nasza misja (por. Rdz 2, 15). Nie możemy domagać się dalszego rozwoju na poziomie materialnym, bez troski o wspólny dom, który nas gości. Nasi najubożsi bracia i siostry oraz nasza matka ziemia jęczą z powodu wyrządzonych przez nas szkód i niesprawiedliwości, domagając się zmiany kursu. Domagają się od nas nawrócenia, zmiany drogi: zatroszczenia się także o ziemię, o stworzenie.

Dlatego ważne jest, by podejmować wymiar kontemplacyjny, to znaczy, postrzegania ziemi, stworzenia jako daru, a nie jako coś, co można wykorzystać dla zysku. Kiedy kontemplujemy, odkrywamy w innych ludziach i w przyrodzie coś znacznie większego niż ich użyteczność. Oto sedno problemu: kontemplować to wyjść poza użyteczność danej rzeczy. Kontemplowanie piękna nie oznacza wyzyskiwania go: kontemplowanie to bezinteresowność. Odkrywamy wewnętrzną wartość rzeczy udzieloną im przez Boga. Jak nauczało wielu mistrzów duchowych, niebo, ziemia, morze, każde stworzenie posiada tę charakterystyczną lub mistyczną zdolność skierowywania nas na nowo ku Stwórcy i do komunii ze stworzeniem. Na przykład, św. Ignacy z Loyoli, na zakończenie swoich Ćwiczeń Duchowych, zaprasza nas do „Kontemplacji, dla uzyskania miłości”, to znaczy do zastanowienia się, jak Bóg patrzy na swoje stworzenia i radowania się z nimi; do odkrycia obecności Boga w swoich stworzeniach i umiłowania ich, z wolnością i łaską oraz zatroszczenia się o nie.

Kontemplacja, która prowadzi nas do postawy troski, nie jest spoglądaniem na naturę z zewnątrz, jakbyśmy nie byli w niej zanurzeni. Ależ jesteśmy w obrębie przyrody, stanowimy część przyrody. Podejmuje się ją raczej poczynając od wnętrza, uznając siebie za część stworzenia, stając się czynnymi uczestnikami, a nie jedynie widzami bezkształtnej rzeczywistości, która byłaby jedynie wyzyskiwania. Osoby kontemplujące w ten sposób doświadczają zadziwienia nie tylko z powodu tego, co widzą, ale także dlatego, że czują się integralną częścią tego piękna; czują się też powołane, by je chronić, aby je strzec. I jest pewna rzecz, o której nie wolno nam zapominać: kto nie potrafi kontemplować przyrody i stworzenia, nie potrafi kontemplować ludzi w ich bogactwie. A ci, kto żyje, by wyzyskiwać przyrodę, w końcu będzie wyzyskiwał ludzi i potraktuje ich jak niewolników. Jest to prawo uniwersalne: jeśli nie potrafisz kontemplować przyrody, to bardzo trudno będzie ci kontemplować ludzi, piękno ludzi, twojego brata, twojej siostry.

Osoby umiejące kontemplować tym łatwiej zabiorą się do dzieła, by zmienić to, co powoduje degradację i szkody dla zdrowia. Zaangażują się w edukowanie i promowanie nowych nawyków produkcji i konsumpcji, przyczynią się do nowego modelu rozwoju gospodarczego, który zapewni poszanowanie dla wspólnego domu i poszanowanie dla osób. Człowiek kontemplacji w działaniu stara się stawać na straży środowiska: i to jest piękne, próbując łączyć wiedzę przodków liczących tysiące lat kultur, z nowymi zdobyczami wiedzy technicznej, aby nasz styl życia był zrównoważony.

Wreszcie kontemplowanie i troszczenie się: to dwie postawy, które ukazują drogę, aby poprawić i przywrócić równowagę w naszych relacjach ludzi ze stworzeniem. Bardzo często nasza relacja ze stworzeniem zdaje się być relacją nieprzyjaciół: zniszczyć stworzenie z korzyścią dla mnie. Nie zapominajmy, że za to płaci się wysoką cenę; nie zapominajmy o hiszpańskim powiedzeniu: „Bóg przebacza zawsze; my przebaczamy niekiedy; natura nigdy nie przebacza”. Dzisiaj przeczytałem w gazecie o dwóch wielkich lodowcach na Antarktydzie, w pobliżu Morza Amundsena: zaraz się roztopią. To będzie straszne, ponieważ podniesie się poziom morza, a to przyniesie bardzo trudności i nieszczęść. A to dlaczego? Z powodu globalnego ocieplenia, z powodu braku troski o środowisko, braku troski o wspólny dom. Natomiast, gdy będziemy mieli tę relację – że tak powiem – „braterską” w sensie przenośnym ze stworzeniem, staniemy się opiekunami wspólnego domu, opiekunami życia i opiekunami nadziei, będziemy strzegli dziedzictwa, które powierzył nam Bóg, aby mogły się nim cieszyć przyszłe pokolenia. Ktoś może jednak powiedzieć: „ja sobie w tej sytuacji radzę”. Problem nie polega na tym, jak sobie dzisiaj radzisz, jak mówił wybitny niemiecki teolog ewangelicki Dietrich Bonhoeffer. Problem nie polega na tym, jak sobie dzisiaj radzisz, ale problem polega na tym jakie dziedzictwo pozostawisz po sobie, jakie będzie życie przyszłych pokoleń. Pomyślmy o dzieciach o wnukach, co im pozostawimy? Jeśli wyeksploatujemy stworzenie? Mam na myśli w szczególny sposób ludność rodzimą, której wszyscy jesteśmy winni dług wdzięczności, a także skruchy, by wynagrodzić zło, jakie im wyrządziliśmy. Ale myślę też o tych ruchach, stowarzyszeniach, grupach ludowych, które angażują się w ochronę swojego terytorium z jego wartościami przyrodniczymi i kulturowymi. Te instytucje społeczne nie zawsze są doceniane, czasami nawet napotykają przeszkody, ponieważ nie wytwarzają pieniędzy, ale w istocie przyczyniają się do pokojowej rewolucji, „rewolucji troskliwości”. Możemy ją nazwać „rewolucją leczenia”, kontemplować, by uleczyć, kontemplować, aby strzec nas i świat stworzony, nasze dzieci, nasze wnuki, strzec przyszłości. kontemplować, by uleczyć i strzec, i pozostawić dziedzictwo dla przyszłych pokoleń.

Nie trzeba jednak zlecać tego innym. Jest to zadanie każdego człowieka. Każdy z nas może i musi stać się „stróżem wspólnego domu”, zdolnym do chwalenia Boga za Jego stworzenia, do ich kontemplacji i ochrony. Dziękuję.

źródło – wiara.pl

zdj. – dzieje.pl

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here