Zmartwychwstanie u prawosławnego Greka i Polki-katoliczki, których połączyła prawdziwa miłość

47
0

W tym roku mija 55. rocznica zaślubin Haralambosa Chrisidisa, z pochodzenia Greka, rdzennego Pontyjczyka, i Izabeli Chrisidu, z domu Burlewicz, czystej krwi Polki spod Lublina. On prawosławny, ona katoliczka. Spójrzmy na przykładzie tego małżeństwa, jak wielką miłość Bóg daje ludziom, na pozór tak różnym.

Pascha, czy Πάσχα? Polak, czy Πολωνος? Έλληνας, czy Grek? W momencie pojednania, całkowitego połączenia w jedności poprzez piękny i niepodważalny most – most miłości – słowa nie mają znaczenia. Znaczenia nabiera nie język, a więź, jaką ludzie ze sobą nawiązują. Nie pochodzenie, polityka, narodowość, kolor skóry, wyznanie, czy religia. W oczach miłości wszystko staje się jednym. Poprzez integrację w jedną, niepodważalną całość możliwe jest ponowne zespolenie i pojednanie – tak zwaśnionych jak i nieznajomych. Dzięki prawdziwej sile miłości możliwe jest połączenie, tworzenie relacji tak silnej i stabilnej, że nikt i nic tego nie rozłączy – ani tu na Ziemi, ani tam, w niebie.

Miłość od pierwszego wejrzenia

W tym roku mija 55. rocznica zaślubin moich dziadków – Haralambosa Chrisidisa, z pochodzenia Greka, rdzennego Pontyjczyka i Izabeli Chrisidu, z domu Burlewicz, czystej krwi Polki spod Lublina. On Grek, Ona Polka. On prawosławny, Ona katoliczka. Trzy śluby: cywilny, kościelny w obrządku katolickim i prawosławny w domu rodziców dziadka – Konstandynosa i Despiny Chrisidisów, w obecności całej rodziny ze strony greckiej.

Poznali się na studiach w Lublinie. – Pierwszy raz zobaczyłam go w autobusie. Podszedł do mnie i do Marysi, mojej koleżanki. Jak się okazało, również jego koleżanki. Powiedział „Marysiu, przedstawiam ci moją żonę”. Uciekłam w popłochu, wysiadając na najbliższym przystanku. Przestraszyłam się. Byłam raczej wstydliwa i powściągliwa. Pomylił mnie z kimś innym, szukał Elżbiety, nie Izabeli. Mimo to chodził za mną przez pół roku. I wychodził -mówi dzisiaj Izabela Chrisidu. Hambo, jak mówi do dziadka babcia, był przystojny, wysportowany, szarmancki. Umiał zagadać, miał szeroki wachlarz zainteresowań. Zaangażowany w politykę i kwestie społeczno – obywatelskie, oczytany, pracowity, student medycyny. Znał biegle język polski i grecki. Prawosławny Grek. Uchodźca polityczny z 1948 roku. Można z nim było porozmawiać na wiele różnych tematów. – Ujął mnie czymś, co miał w swoich oczach. Czułam, że będę przy nim bezpieczna. Nie myliłam się – dodaje Izabela.

Była i jest pobożną i wierną katoliczką, chodzącą bardzo często do kościoła jako dziecko, śpiewającą, wierzącą, grzeczną, posłuszną, ugodową, delikatną. Lekko fruwającą ponad ziemią. Wierzącą w ideały, oczytaną. Żałowała, że nie poszła na studia humanistyczne. Sama nauczyła się języka greckiego po pięćdziesiątym roku życia – czytając książki. Lubi grać w karty. Myśląca o innych, altruistyczna, bardzo wrażliwa i delikatna. Drobna, niewysoka, bo zaledwie 154 cm wzrostu, wręcz filigranowa, o pięknych, błękitnych i często zamyślonych oczach. Trochę rozmarzona. – Podobała mi się. Zachwycałem się nią. Czułem, że to właściwa kobieta. Dla niej wybrałem inną specjalizację. Chciałem zostać pediatrą, a że Iza mówiła o tej dziedzinie, ja zdecydowałem się na radiologię, później także na internę. Ona została pediatrą – opowiada dziś Haralambos Chrisidis.

Pokonali przeciwności – zawsze razem

Małżeństwo po zakończeniu studiów przeprowadziło się do Wałbrzycha. Tam wcześniej mieszkał Haralambos z rodzicami, również greckimi uchodźcami politycznymi. – Rodzice nie chcieli, bym żenił się z Polką. Miałem zgodnie z tradycją wziąć za żonę Greczynkę, Pontyjkę. I moja mama i mój tato stamtąd pochodzą. Z terenów dzisiejszej Turcji, pasma Gór Pontyjskich położonych blisko Morza Czarnego. Chcieli, bym zachował ciągłość rodu. Byli przeciwni mieszanemu małżeństwu – wspomina „Hambo. Jego żona potwierdza, że to nie było łatwe. Zaraz po studiach wróciła do domu. Czekałm rok na Hambosa. Przyjechał po nią. Oświadczył się wbrew woli rodziców. Wbrew tradycji i historii. – Wybrał mnie. Wybrał nas. Wybrał miłość – komentuje szczęśliwa żona, matka i babcia.

Tak oto dwoje ludzi, kobietę i mężczyznę – tak różnych pod każdym względem – połączyła Miłość. W wierze w Jezusa Chrystusa, wspólnym mianowniku – chrześcijaństwie – znaleźli siłę i moc do stawiania czoła przeciwnościom losu.

Pracując w szpitalu dziecięcym na Gaju, w Wałbrzychu, babcia miała dużo zajęć. Była mamą. Urodziła dwoje dzieci – Agnieszkę i o rok młodszego Andrzeja. Była żoną i lekarzem z powołania. Specjalizowała się w chorobach nerek. Pełniła funkcję zastępcy ordynatora oddziału, a później została ordynatorem. Osoby, które spotykam, a które pamiętają babcię, bardzo dobrze o niej mówią i ją wspominają. – Oddana swojej pracy, ludziom, zawsze rozsądna, pogodna, otwarta i pomocna. Sama zajmowała się pacjentem. Nie czekała aż zrobi to personel. Zawsze czułam się bezpiecznie jak doktor Iza była na dyżurzemówi jedna z pielęgniarek pracująca na oddziale pediatrycznym w Specjalistycznym Szpitalu im. Dr Alfreda Sokołowskiego w Wałbrzychu. Zachowała typowo polskie tradycje. Po narodzeniu się dzieci postawiła jasny i czytelny warunek: dzieci będą wychowane  w obrządku katolickim. On też dominował w ich domu. – W domu mówiliśmy po polsku. Ja uczyłem dzieci greckiego. Chodziły też do specjalnych greckich szkółek, gdzie poznawały język, historię, kulturę i geografię Grecji – mówi mąż, ojciec i dziadek. – Dużo pracowałem. Szpital, pogotowie, przychodnie. Ważne było dla mnie bezpieczeństwo finansowe rodziny. Zawsze o to dbałem i dbam nadal.

Dziadek nauczył języka greckiego także mnie, często mówił do mnie po grecku i zabierał do dzieci, bym tam w naturalnym środowisku praktykowała język nawiązując realne znajomości. Wyjechał do Grecji w 1976 roku, po zdjęciu kary śmierci dla uchodźców politycznych. Postąpił tak, jak chcieli jego rodzice, którzy nie dożyli momentu powrotu do ojczyzny. Dziadek Powrócił w rodzinne strony, na północ. Zamieszkał w miasteczku Aridaia (Αριδαία), podjął praktykę lekarską prywatnie. Dużo pracował, kupił działkę, wspierał rodzinę w Polsce, odkładał i w 1984, w ciągu roku, wybudował dom – dla całej rodziny. Dom piękny, piętrowy, z tarasami na górze i na dole, z kominkiem, marmurowymi podłogami z ogrzewaniem podłogowym, pokojami dla gości, dla siebie i żony, dla dzieci. Z basenem, ogrodem, sadem, baterią słoneczną na dachu (na tamten czas było to coś!). Opowiadał, że pierwsze, co zrobił, to przygotował dół do zamieszkania, tak, by już mogli przyjechać i mieszkać – babcia, tato i ciocia. Nie przyjechali. Dzieci zostały w Polsce, tutaj założyły rodziny. Babcia pojechała na stałe do dziadka w 1992 roku i tam mieszka razem ze swym mężem do dziś.

Polsko – grecka Wielkanoc – jak wygląda?

– Święta wielkanocne obchodziliśmy różnie. Zależnie od tego, gdzie je spędzaliśmy. Modliliśmy się w języku polskim. Mówiliśmy po polsku. Tu chodziliśmy do kościoła. Hambos wolał cerkiew i jak tylko mógł, to brał udział w nabożeństwach. Łączyliśmy tradycje polskie i greckie. Jadaliśmy raczej po polsku. Hambos uwielbia żurek, barszcz biały i kiełbasę, a ze słodkości makowiec – opowiada Izabela Chrisidu. Te potrawy zawsze muszą stać na wielkanocnym stole. Jej za to wystarczy chleb. Tak kocha polski chleb. I pączki. Przy stole najważniejsze są relacje, nie potrawy i tradycja. Te przywodzą na myśl wspomnienia, budzą emocje, ulubione smaki wywołują uśmiech. A przy polsko – greckim wielkanocnym stole zawsze na pierwszym miejscu była i jest rozmowa, bycie ze sobą, w relacji. W Bogu, w Jezusie Chrystusie (gr. Ιησούς Χριστός).

W Grecji Pascha wygląda inaczej niż w Polsce. Grecki kościół prawosławny stosuje kalendarz juliański, w związku z czym Pascha wypada w dni inne, niż w kościele rzymsko – katolickim. Πάσχα przypada zawsze w pierwszą niedzielę po pełni księżyca, po obchodach Paschy Żydowskiej. W tym roku termin ten przypada na 2 maja. Przed wprowadzeniem reformy kalendarza, Paschę obchodzono w tym samym terminie.

Już w Wielki Piątek i Wielką Sobotę czuć radość z nadchodzącej niedzieli – Niedzieli Wielkiej Nocy, Zmartwychwstania Jezusa Chrystusa. Jest to najważniejsze święto w Grecji, zarówno dla prawosławnych jak i dla obrządku rzymsko – katolickiego. Wiara w Zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa daje początek znalezienia wspólnego mianownika między podziałami ludzkimi, które trwają od 1054 roku (Wielka schizma wschodnia). Zaczyna się robić gwarno, pogodnie, głośno. Trwają kulinarne przygotowania. Jedzenie i jego przygotowanie jest bardzo ważnym elementem tradycji wielkanocnej. Gotuje się tradycyjną zupę Magierica (gr. Μαγιάριτσα), którą spożywa się po powrocie z najważniejszej w roku Mszy świętej – tzw. Anastasi (gr. Ανάσταση). Zupa ta powstaje z wątroby, płucek, nerek, serca i jelit jagnięcych, z dodatkiem soku cytryny, cebuli i koperku. Wspólnie piecze się ciasteczka koulourakia (gr. κουλουράκια) i podobne do naszej chałki – tsoureki (gr. τσουρέκι) z zapieczonym czerwonym jajkiem. Wszystkie jajka musza być czerwone.

Już w Wielki Czwartek dla upamiętnienia Ostatniej Wieczerzy barwi się je na czerwono. Czerwień symbolizuje krew Chrystusa oraz odrodzenie, radość i siłę nowego życia. Jajko symbolizuje nadzieję na życie wieczne, zarówno w prawosławiu jak i obrządku rzymsko – katolickim. Tradycją jest tłuczenie czerwonych jajek – temu, kogo skorupka zostanie do końca w całości, będzie się szczęścić przez cały rok.

Alithos Anesti – zaiste powstał!

W telewizji zawsze transmitowana jest uroczystość przywiezienia wojskowym samolotem z Jerozolimy do Grecji świętego ognia, który następnie rozprowadzany jest do wielu zakątków kraju i dalej do wszystkich świątyń. Tuż przed północą wierni całymi rodzinami ze świecami wychodzą do kościołów na Anastasi. Każdy Grek, nawet jak na co dzień nie chodzi na Mszę Świętą, przynajmniej raz w roku uczestniczy w tej najważniejszej. Każdy Grek, znając historię masowych mordów na tle religijnym i przesiedleń ludności chrześcijańskiej z Turcji do Grecji (1923-1924) i mając świadomość wpływu na naród, społeczeństwo i obecny stan państwa greckiego wcześniejszej okupacji tureckiej (1461-1823), aktywnie bierze udział w życiu politycznym, społecznym i religijnym. Znając symbolikę flagi greckiej z motywem krzyża nawiązującym bezpośrednio do chrześcijaństwa, kolorem białym symbolizującym morską pianę, z której urodziła się Afrodyta – bogini miłości oraz niebieskim symbolizującym niebo – wolne, piękne, niebieskie niebo, zgromadzeni na tej najważniejszej Mszy Świętej, nie mieszcząc się w małych wiejskich kościółkach, słuchają Popa na przykościelnym placu z głośników.

Stając razem, w rodzinnym gronie, wśród chrześcijańskich braci i sióstr, dumnie podnosząc głowę, prostując plecy i modląc się. Wspólnie. W radości. W kulminacyjnym momencie rozlega się okrzyk: „Christos Anesti!” (gr. Χρήστος Ανέστη), co oznacza „Chrystus zmartwychwstał!”. Odpowiada się na to pozdrowienie „Alithos Anesti!” (gr. Άλιθος Ανέστη), co znaczy „Zaiste powstał!”.

Po tym najważniejszym wydarzeniu zasiada się w rodzinnym gronie do bardzo późnej kolacji, na której to spożywa się wspomnianą zupę Magiericę, tsureki oraz stuka się czerwonymi pisankami. W niedzielny poranek piecze się barana na ruszcie, przyprawiając go odpowiednio. To jest najważniejszy element wspólnego biesiadowania – pieczenie i spożywanie baranka na świeżym powietrzu, w gronie rodzinnym, wśród znajomych i sąsiadów – czy to na podwórzu, czy w górach, czy w ogrodzie przy domu, czy w tawernach. Tworzy to atmosferę wspólnotowości i jedności, jednoznacznie nawiązując do symboliki Baranka Bożego, ofiary Jezusa na krzyżu, którą złożył dla odkupienia ludzkości (Iz 53, 7).

Pascha Chrystusowa, czyli Zmartwychwstanie Pańskie to najważniejsze Święto dla chrześcijan. Zarówno tych ze Wschodu jak i tych z Zachodu. Niezależnie od podziałów ludzkich, schizmy, obrządków, różnych kalendarzy – wszystkich chrześcijan jednoczy wiara w Zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa.

Jako ciekawostkę dodam, że na wyspie Korfu w Wielką Sobotę wyrzuca się z okien, balkonów, czy tarasów gliniane i ceramiczne naczynia z wodą – ku tradycji, symbolizuje to odejście złego, a nadejście dobrego czasu.

Każda Pascha to zmiana, która dokonuje się dzięki Bogu. Bogu Miłości. Miłości do Boga i bliźniego. W relacji z bliźnim w Zmartwychwstałym Jezusie Chrystusie. A co oznacza słowo pascha? W dosłownym tłumaczeniu z języka hebrajskiego to „przejście”. Transformacja. Zmiana. Zmiana w nas samych i w relacjach z bliźnimi.

Marta Chrisidu (gr. Μάρτα Χρυσίδου)

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here