Śladami kardynała Wyszyńskiego – Prudnik

322
0

Dzięki niezłomnej postawie Prymasa kardynała Stefana Wyszyńskiego, wynikającej z jego siły, charakteru i życiowego doświadczenia, represje stalinizmu skierowane na Kościół w latach 50. nie powiodły się. Głównym celem władz komunistycznych tego okresu było rozbicie Kościoła, zorganizowanie kościoła schizmatyckiego i usunięcie hierarchii kościelnej na czele której stał Prymas Stefan Wyszyński.

Misja Kościoła – modlić się i jednoczyć

Prymas liczył się z tym, że następne podjęte kroki władzy wobec niego będą to kroki fizycznej eliminacji. Ideą internowania miało być złamanie Prymasa. Mimo wszystko wykonuje posługę prymasowską, głosi Słowo Boże, dużo mówi o patriotyzmie i społecznym nauczaniu Kościoła które było mu tak bliskie i które chciał realizować. Zdawał sobie sprawę, że kluczem była nauka z ambony i spotkania z ludźmi. Prymas „zszedł w dół” odwiedzając setki parafii, prowadząc niezliczoną ilość korespondencji. Wykonywał pracę wręcz nieprawdopodobną dla jednego człowieka. Ostatecznie lud stanął po stronie Kościoła, to wielka zasługa dryfowania ks. Prymasa w latach 1950 – 1953, zakończonych – na pozór – tragicznie we wrześniu 1953 roku aresztowaniem.

Prudnik – Tu nas nikt nie znajdzie

Ksiądz kardynał Stefan Wyszyński więziony był w Prudniku od 6 października 1954 roku do 27 października 1955 roku. Było to trzecie miejsce internowania Prymasa. Położony półtora kilometra od granicy z ówczesną Czechosłowacją, według władz PRL zapewniał maksymalną izolację ks. kard. Wyszyńskiego. Prymasa przewieziono do Prudnika w tajemnicy, pod osłoną nocy do klasztoru Zakonu Braci Mniejszych znajdującego się w lesie Prudnickim w Górach Opawskich. Inwigilacja trwała nadal; w dalszym ciągu było to głęboko skrywaną tajemnicą. Zakazano ludziom zbliżać się do tego miejsca. Wojsko pełniło warty, aby nie dopuścić by ktokolwiek zbliżył się do klasztoru.
Teren ogrodu został otoczony parkanami i zabezpieczony siecią drutów kolczastych, zasadzono szpaler świerków. Pomimo lepszych warunków bytowych w porównaniu z poprzednimi miejscami pobytu Stefana Wyszyńskiego w dalszym ciągu nikt nie mógł go odwiedzać, jego listy docierały ocenzurowane, cięte na paseczki i nie dostarczane w całości; podobnie paczki docierały z opóźnieniem. nie pozwolono mu także na spotkanie z ciężko chorym ojcem. To właśnie w Prudniku miało miejsce spotkanie z przedstawicielami władz, które powiadomiły go o wszystkim i wyjaśniły zaistniałą sytuację. Na to spotkanie czekał aż dwa lata, do sierpnia 1955 roku. Jednak w „Zapiskach więziennych” zanotował, że czuje się w tym miejscu lepiej niż w Stoczku, z całą pewnością przyczyniło się do tego świeższe powietrze i bliskość lasu; władza poszła także na ustępstwa w kwestii zdrowia – Prymasa poddano badaniom lekarskim w szpitalu milicyjnym w Opolu. W dalszym ciągu funkcjonował, razem ze współtowarzyszami – ks. Skorodeckim i s. Leonią Graczyk z Rodziny Maryi – wg ułożonego planu dnia. Każdy dzień wypełniony był modlitwą, pracą a także nauką. Jak opowiada nam, pochodzący z Kłodzka o. Antoni Kazimierz Dudek, franciszkanin z prudnickiego klasztoru, Prymas pracował w tym okresie bardzo intensywnie. Wg historyków zapisał tysiące kartek , były to m.in.: „List do moich kapłanów”, rekolekcje dla kapłanów, notatki związane z rozwojem wewnętrznym, „Szkice na Rok Liturgiczny” i czteroczęściowy „List do Neoprezbiterów”, a także „Zapiski więzienne”. Niewątpliwie było to miejsce szczególne. – Może to tak jest w odosobnieniu, podobnie jak św. Paweł, który najpiękniejsze listy, najważniejsze listy – podsumowania pisał z więzienia – ripostuje ojciec Antoni.
Usunięty ze sceny Prymas nie utracił swojej siły, niezłomności, przeciwnie, stał się silniejszy, z wizją przyszłości Kościoła i narodu. Rozkwitł duchowo. Po oddaniu się w macierzyńską niewolę Matce Bożej, które miało miejsce w Stoczku Warmińskim wiedział, że Kościół potrzebuje programu na kolejne lata, na kolejne 1000 lat. Już wtedy dojrzał do myśli, że katolicyzm w Polsce można uratować tylko przez masową akcję ewangelizacyjną. Siebie uznał za środek przekazu. Nie miał nic do stracenia.

Dojrzałość duchowa – cierpliwość i pokora

To właśnie w Prudniku nastąpił największy duchowy rozkwit Prymasa. To tutaj powstała idea Ślubów Jasnogórskich Narodu Polskiego rozpoczynająca przygotowanie do Millenium Chrztu Polski. Prymas był bardzo dobrze wykształcony, wiele w życiu przeżył, znał się na katolickiej nauce społecznej, był wykładowcą. Był także biskupem i miał świadomość tego, że jest odpowiedzialny za losy ludzi i albo swoim życiem zyska przyjaciół albo swoim życiem zyska przeciwników – ta świadomość była w nim, bardzo, bardzo rozbudowana. Miał świadomość odpowiedzialności za Kościół i ludzi. – Prosił o przysłanie książek. Wśród
nich był „Potop” Henryka Sienkiewicza. Łączył w swojej osobie dane mu od Boga,
niezwykłą inteligencję, dar obserwacji świata i wydarzeń które się dzieją, przyrody z
historią i w nawiązaniu do jubileuszu królewskich ślubów Jana Kazimierza złożonych
Matce Bożej w katedrze lwowskiej w 1655 roku, Prymas postanowił odnowić akt
oddania Polski Pani Jasnogórskiej, dostosowując przyrzeczenia do współczesnych
czasów – mówi o. Antoni. W „Zapiskach więziennych” Wyszyński napisał: – Czytając
„Potop” Sienkiewicza, uświadomiłem sobie właśnie w Prudniku, że trzeba pomyśleć o tej
wielkiej dacie. Byłem przecież więziony tak blisko miejsca, gdzie król Jan Kazimierz i
prymas Leszczyński radzili, jak ratować Polskę z odmętów. I dodawał: – Warto myśleć o
„obronie Jasnej Góry” roku 1955. – Jest to obrona duszy, rodziny, Narodu, Kościoła –
przed zalewem nowych „czarów”. Ksiądz Kardynał Stefan Wyszyński w wydarzeniu
narodowym ślubów jasnogórskich widział program odnowy społecznej i moralnej
Polaków. Połączył te dwa wydarzenia – i w 1955 roku w Prudniku zrodziła się myśl
odnowy Kościoła i obrony Jasnej Góry.

Genialne połączenie – ducha i ciała

Ojciec Antoni spotkał Prymasa na Jasnej Górze dwa może trzy razy . Prymas zawsze mu
imponował. Mimo, że pochodził z biednej, wielodzietnej rodziny, jednak w jego postawie
było coś zachwycającego. Zawsze się nosił tak prosto, to był arystokrata ducha i ciała. Do
tego ciepły uśmiech i spojrzenie czyste i pogodne. To było tak genialnie połączone. Jak
uważa zakonnik, kardynał Wyszyński wszystko wymodlił na kolanach. Wiedział czego chce i co robi. Myślę, że Prymas wziął na poważnie słowa z ewangelii: – Kiedy Jezus zobaczył swoją Matkę, a obok niej ucznia, którego miłował, powiedział do Matki: „Niewiasto, oto syn Twój! A potem rzekł do ucznia: „Oto Matka twoja! Potem jest tajemnicze zdanie – Tej godziny uczeń wziął ją do siebie (J 19, 25-27). Nie Ona jego – Jana. – Myślę, że Prymas te słowa nosił głęboko w sercu i tym się przejął – kończy franciszkanin.

29 października 1955 r., o godz. 6.00 Prymas opuścił Prudnik i przewieziony został do
Komańczy.

Inka Zembrzuska

fot. – zdjęcie pokoju – silesiatourism.com,  zdjęcie pomnika – prudnik.franciszkanie.com

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here