Krzysztof Kotowicz: „Twój wszechświat nie ma dla nich żadnego znaczenia. Nie będą próbowali zrozumieć. Będą zmęczeni, będą zimni, rozpalą ogień z twoich pięknych dębowych drzwi.” To cytat. Sygnalizuje egzystencjalnie ważny temat.
Krzysztof Kotowicz: Czas na nowe „non possumus”?
Krzysztof Kotowicz: Spójrzmy nie na przypuszczenia o przyszłości, lecz na obraz teraźniejszości
Do początkowego cytatu wrócimy na końcu. Teraz spójrzmy nie na przypuszczenia o przyszłości, lecz na obraz teraźniejszości. Obraz widziany okiem zwykłego człowieka. Człowieka, któremu zależy na tym, by życie toczyło się w ramach konwencji przyjętych w naszej cywilizacji, a zmiany zachodziły w wyniku konsensusu społecznego i zmieniały jakość codzienności na korzyść człowieka i tworzonych przez niego wspólnot z rodziną na czele.
Człowiek ten – nasz umowny „punkt widzenia” – niezależnie od wieku czy statusu społecznego prowadzi raczej unormowany tryb życia. Jest w nim pierwszeństwo czasu dla rodziny, absorbująca praca zawodowa, ale też osobiste zainteresowania, którymi mogą być zarówno turystyka, aktywność fizyczna, jak i czytanie książek lub bywanie na koncertach.
Człowiek – reprezentujący nas w tym rozważaniu – ma usposobienie konserwatywne i jest katolikiem (a jak katolikiem, to praktykującym nie tylko od święta). Ma więc w sobie dużą dozę szacunku dla różnorodności poglądów, bo ceni wolność także dla siebie. Jednocześnie nie zamierza dostosowywać się do świata tylko dla tego, że jest jakaś moda czy trend w polityce albo kulturze masowej. Jest przekonany, że rodzina, własność prywatna i naród to kwestie ważne w życiu jego i jego najbliższych. Chroni więc swoje dzieci, swój dom i swoje środowisko przed tym, co zaburza tę harmonię, w jakiej sam się wychował. Jest nawet gotów występować w obronie wartości, jakie uznaje za egzystencjalnie ważne dla bezpieczeństwa świata, który dzieli z innnymi, i o którym myśli dla swoich potomków.
Argentyna dołącza do światowej koalicji pro-life. Polska była wśród pierwszych sygnatariuszy, dziś już jej nie ma
Krzysztof Kotowicz: Czas na nowe „non possumus”?
Krzysztof Kotowicz: Normy życiowe (np. piękno, dobro, prawda, szczęście, miłość) uznawane dotąd za jednoznaczne nabierają wieloznaczności
Obserwując i analizując zmiany zachodzące w wyniku procesów politycznych, ekonomicznych, a przede wszystkim kulturowych, dostrzega przesączanie się przez tamy prawa, przeciekanie przez filtry moralności i estetyki oraz rurociągi i sieci innowacji, zmian, co do których pożyteczności nie ma pewności lub wręcz jest pewien, że są nie sprzyjają jego wizji świata. Doświadcza, że rzeczywistość przestaje być stabilna, a staje się labilna. Okazuje się bowiem, że normy życiowe (np. piękno, dobro, prawda, szczęście, miłość) uznawane dotąd za jednoznaczne nabierają wieloznaczności. Są zgniatane pod wpływem coraz to nowszych interpretacji. Stają się eksponatami w skansenie przeszłości, bo aktualnie rynek międzyludzkich relacji staje się bardziej areną starcia indywidualizmów, subiektywizmów, partykularyzmów i relatywizmów.
Po nieco teoretycznym, może nawet abstrakcyjnym, wstępie przejdźmy do kwestii – które dla każdego, kto choć w pewnym stopniu utożsamia się z wyżej wymienionymi cechami zwykłego człowieka – muszą powodować wyostrzenie uwagi. Zaznaczę, że problemów, o jakich można byłoby rozmawiać / pisać jest znacznie więcej. Podejmijmy jednak sprawę kluczową z punktu widzenia przyszłości naszego społeczeństwa, naszego narodu i naszej wspólnoty duchowej.
Po raz pierwszy po II wojnie światowej katechezę i katechetów ze szkół rządzący usunęli w 1961 r. Był to oczywisty przejaw ideologicznej walki ówczesnej władzy z Kościołem. Powrót nauczania religii do szkół nastąpił w 1990 r. Stało się tak na fali demokratyzacji w Polsce zapoczątkowanej przez masowy ruch solidarności. Władza o proweniencji lewicowo-liberalnej od 2024 r. znów ruguje katechezę ze szkół publicznych.
Obecnie rządzący doskonale zdają sobie sprawę z faktu nielegalności swoich decyzji, bo rozstrzygnięcia Trybunału Konstytucyjnego w kwestii określonych rozporządzeń ministerstwa edukacji narodowej są jednoznacznie negatywne. Co więcej, rządzący rękoma samorządów będących organami prowadzącymi szkoły podstawowe i średnie czy zawodowe, bezpodstawnie zsuwają jedyną godzinę katechezy, na jaką „pozwala” władza centralna na pierwsze lub ostatnie pozycje w planie lekcji. Jednocześnie w przestrzeni medialnej przez ośrodki opiniotwórcze sprzyjające rządzącym mnożone są sugestywne przekazy mające na celu zniechęcenie, zdemotywowanie dzieci i młodzieży zdecydowanych uczestniczyć w lekcjach religii oraz rodziców chcących, aby ich córki i synowie brali udział w lekcjach religii. Ściąganie oceny z religii/etyki ze średniej na świadectwie jest dodatkowym sygnałem braku bezstronności decydentów resortu edukacji.
Krzysztof Kotowicz: Czas na nowe „non possumus”?
Krzysztof Kotowicz: Jednym z czynników powodujących, że jako katolicy dajemy się spychać do niszy życia publicznego jest błędnie pojmowana tolerancja
Milczenie nas, katolików, w sprawie katechezy szkolnej stałoby się (a może… już się stało!) nie tylko przyzwoleniem na łamanie naszych praw obywatelskich. To zgoda na postępujące wykluczanie nas z życia publicznego. Usuwanie symboli religijnych z miejsc publicznych, eliminowanie celebracji i zwyczajów związanych z wiarą katolicką z uroczystości i spotkań społecznych albo ich sprowadzanie do tzw. „części nieoficjalnej” lub do „funkcji” tła w postaci osób duchownych, ograniczanie udziału instytucji i stowarzyszeń kościelnych w programach finansowanych z budżetu państwa (na jaki składają w się w formie podatków obywatele w większości deklarujący się jako katolicy), wymuszane milczenia dzwonów czy wygaszania iluminacji krzyży – to kolejne obszary, w których już możemy tracić swoje prawa lub już pozwoliliśmy je sobie odebrać.
Rządzący muszą wiedzieć, że stosując prawo czy też naruszając je, ponoszą odpowiedzialność nie tylko prawną, ale i etyczną. Wójtowie, burmistrzowie, starostowie, marszałkowie, radni wszystkich szczebli, posłowie i senatorowie wszystkich opcji partyjnych, urzędnicy i ministrowie z premierem i prezydentem ma czele muszą wiedzieć, że są wybierani do swoich funkcji społecznych także przez katolików. Skoro władza nie obchodzi się z katolikami według zapisanych prawem ram, powinna od katolików usłyszeć sprzeciw. Jako Kościół nie jesteśmy bezradną, bezwolną i bezsilną społecznością.
Jednym z czynników powodujących, że jako katolicy przesuwani jesteśmy / dajemy się spychać do niszy życia publicznego jest błędnie pojmowana tolerancja. Ma polegać na tym, że to my katolicy mamy tolerować, ale nie my mamy być tolerowani. Słownikowa definicję słowa „tolerancja” wymienia między innymi: „liczbę określającą dopuszczalne odchylenie danej wielkości technicznej od jej wartości nominalnej” lub „zdolność żywego organizmu do znoszenia bez szkody dla niego niektórych bodźców chemicznych, fizycznych i biologicznych”.
Najpowszechniejszym skojarzeniem jest jednak „poszanowanie czyichś poglądów, wierzeń, upodobań, różniących się od własnych”. To ostatnie niezauważalnie, ale coraz bardziej stanowczo jest ustawiane jako… nakaz, z którego wynikać ma przyjmowanie nonsensów, zagrożeń i odmienności za wartości równorzędne z logiką, bezpieczeństwem i integralnością, na mocy których żyliśmy dotąd i chcemy żyć nadal. Nie ma już być granic „dopuszczalnych odchyleń” lub granic „znoszenia bez szkody”, czegoś, co wykracza poza wartości referencyjne (jakie znamy na przykład z wydruków wyników badań laboratoryjnych).
Krzysztof Kotowicz: Czas na nowe „non possumus”?
Krzysztof Kotowicz: Przesłanie biskupów jest bardzo koncyliacyjne
W 1945 r. austriacki filozof Karl Popper ukuł hasło, które nabrało nadzwyczajnej popularności. Brzmi ono, że „nie ma tolerancji dla wrogów tolerancji”. Tak się dzieje, że to chrześcijanom (nie od 1945 r., choć szczególnie po 1968 r., czyli po współczesnej rewolucji francuskiej) przypisywana jest właśnie… nietolerancja. To z kolei wyzwala (szczególnie wobec katolików) wszelkie dostępne mechanizmy mające nas ścisnąć w kruchcie (co było i jest obsesją wszelkiej maści komunizmów) i nas zmarginalizować w przestrzeni publicznej.
Wśród katolików pojawia się niekiedy ruch w kierunku krucjaty, czego najbardziej spektakularnym przykładem stali się meksykańscy Cristeros z lat 1926 – 1929. Podjęli oni nierówną, ale skuteczną walkę o prawa obywatelskie dla katolików i miejsce dla Kościoła w życiu publicznym. Tę przejmującą historię znamy z filmu „Cristiada”, którego autorzy pytali widzów: „Jaką cenę zapłaciłbyś za wolność i za to, w co wierzysz?” Znamy też historię tragicznego zrywu francuskich katolików, którzy w 1793 r., mając na sztandarach obraz Najświętszego Serca Pana Jezusa, sprzeciwili się terrorowi Rewolucji Francuskiej (tej samej, której toksyna nadal jest obecna w antychrześcijańskich nurtach europejskiej polityki). Opowiada o tym filmu „Wandea. Zwycięstwo albo śmierć” dający się streścić w zdaniu: „Kiedy zabrano im Boga i zabito króla, oni stanęli do walki o wolność, tradycję i wiarę”.
„Rzeczy Bożych na ołtarzu cesarza składać nam nie wolno. Non possumus!” – napisali polscy biskupi w memoriale skierowanym do władz państwowych w 1953 r. Jednym z motywów dokumentu było systemowe ograniczanie nauki religii w szkołach, ale także inne restrykcyjne zarządzenia ograniczające życie Kościoła i prawa wierzących w życiu publicznym. List cytował zwrot z Dziejów Apostolskich brzmiący „Non possumus” (nie możemy) oznaczający sprzeciw wonec podporządkowania Kościoła i życia wierzących zasadom narzucanym przez władzę. Początkowo list nie został przekazany do wiadomości publicznej. Jednak po pogorszeniu się relacji z władzami kardynał Stefan Wyszyński, prymas Polski ujawnił jego treść publicznie i to podczas procesji Bożego Ciała w Warszawie 4 czerwca 1953 r.
24 sierpnia 2026 r. prezydium Konferencji Episkopatu Polski w oświadczeniu „Młody człowiek zasługuje na więcej” zaapelowało do władz oraz opinii publicznej o zmianę stanowiska w sprawie warunków prowadzenia lekcji religii w szkołach oraz decyzji o obowiązkowym charakterze przedmiotu „edukacja zdrowotna” mającej wejśc w życie 1 września 2026 r. Przesłanie biskupów jest bardzo koncyliacyjne, jak zresztą dotąd każde oficjalnie wyrażane stanowisko wobec obu ewidentnie sprzecznych z prawem oraz conajmnniej kontrowersyjnych rostrzygnięć rządowych. Reakcje ze strony rządowej nie napawają nadzieją na dialog.
Na stronie internetowej EuropeanConservative.com 20 sierpnia 2026 r. ukazał się artykuł pod znamiennym tytułem „Polska pokazuje, jak religia może zostać usunięta z życia publicznego bez zakazu”. W konkuzji publikcji, której autorem jest Miłosz Manasterski, można przeczytać, że polski spór wykracza poza konflikt w sprawie katechezy. Dotyczy to wyboru rodziców, ograniczeń regulacji dostępnej władzy wykonawczej, sposobu traktowania dobrowolnej religii w neutralnym państwie oraz zdolności rządów do przekształcania instytucji publicznych bez jasnej decyzji ustawodawczej. Sekularyzacja administracyjna jest z założenia cicha. Jej instrumenty są techniczne. Jej konsekwencje już takie nie są.
Krzysztof Kotowicz: Czas na nowe „non possumus”?
Krzysztof Kotowicz: Przyszłość miast zależy od tego czy ludzie zakładają w nich rodziny.
Wróćmy teraz do cytatu, jaki pojawił się na początku. „Twój wszechświat nie ma dla nich żadnego znaczenia. Nie będą próbowali zrozumieć. Będą zmęczeni, będą zimni, rozpalą ogień z twoich pięknych dębowych drzwi.” To słowa pochodzące z książki „Obóz świętych”, której autorem jest Jean Raspail. Francuski pisarz i wizjoner (nie tylko w „Obozie świętych”) ukazał wizję konfrontacji cywilizacji Zachodu z antycywilizacją obcości i wyobcowania. To pierwsze atakuje brzegi, to drugie drąży rdzeń.
Czy oba procesy są równie groźne? Czy są równoległe, a może nawet zachodzi między nimi synergia lub symbioza? To są pytania wręcz narzucające się po przyjrzeniu się okolicznościom, w których Kościół w Polsce, polscy katolicy i szerzej chrześcijanie są traktowani w sposób nierówny, nieobiektywny i coraz częściej niegodny. Jesteśmy pod naporem obcości, ale i wyobcowania, co stanowi realne zagrożenie.
Nasz wszechświat nie ma dla nich znaczenia. Nie próbują go zrozumieć. Są zmęczeni nami, wyrachowani, bezwzględni, cyniczni. Nasze symbole i nasze znaki są dla nich tylko rzeczą, którą chcą szybko spalić, aby wiatr szybko rozwiał popiół.
Wielka francuska bohaterka narodowa i święta Joanna d’Arc, w wieku niespełna 20 lat, miała powiedzieć: „Nie bój się bronić tego, w co wierzysz, nawet jeśli jesteś sam”. To był rok 1431. W roku 2026 jesteśmy gotowi odpowiedzieć im „non possumus” (?). Uzdalnia nas do tego wiara w żywą obecność Pana wśród nas, „bo gdzie są dwaj albo trzej zebrani w imię moje, tam jestem pośród nich” (Mt 18,20).
Krzysztof Kotowicz
Źródła:
- https://wakcji24.pl/krzysztof-kotowicz-madra-troska/
- https://polishfreedom.pl/non-possumus-memorial-episkopatu-polski-do-wladz-prl/index.htm
- https://dzieje.pl/aktualnosci/non-possumus
- https://episkopat.pl/doc/251595.Prezydium-KEP-Z-niepokojem-plynacym-z-troski-o-mlode-pokolenia
- https://europeanconservative.com/articles/commentary/poland-religion-removed-from-public-life-without-banning-it/
- https://kotowicz.pl/granice-zostaly-otwarte-swiat-bez-norm-ma-przyszlosc/
wAkcji24.pl | Opinie | Krzysztof Kotowicz, DAI | Fot. Di Silar https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=79746965 Wikimedia | 30.08.2026



