Być lepszym dla siebie dla innych i dla nieba

Można próbować rzucić palenie, zgubić kilka kilogramów, czy
ograniczyć słodycze. To wszystko piękne postanowienia noworoczne. Tylko
czy my zastanawiamy się nad motywacją? Ona ma naprawdę znaczenie.

Wraz z nadejściem nowego roku kalendarzowego często podejmujemy noworoczne postanowienia. Czas przełomu – końca i jednocześnie początku – sprzyja
wyzwaniom. To jakby kolejna szansa, nowe otwarcie. Bo jak nie teraz, to kiedy?
I nie ma w tym podejściu absolutnie niczego złego. Nawet wręcz przeciwnie.
Rzucenie palenia pomoże nie tylko nam, ale i naszemu otoczeniu. Lepsza sylwetka i
kondycja fizyczna także odbiją się pozytywnie nie tylko na naszym samopoczuciu. Skorzystają z tego również nasi bliscy.

Wiele tych przyziemnych postanowień warto połączyć z duchowymi, starając się
podejmować pracę nad sobą, nad swoimi wadami i przywarami. Rozwój codziennej
duchowości pięknie realizuje się przez spełnianie sumiennie swoich obowiązków i
kształtowanie charakteru przy często prozaicznych dla nas sprawach.
Chrześcijanin postanowienia noworoczne wpisuje w drogę do zbawienia, która z kolei
powinna być, jak głosi łacińska dewiza Towarzystwa Jezusowego: Ad majorem Dei
gloriam, czyli na większą chwałę Bożą.

Zatem walcz z paleniem papierosów, ale może otocz tę swoją walkę z nałogiem
jakąś wybraną przez siebie modlitwą, a może adoracją Najświętszego Sakramentu?
Pragniesz zgubić kilka kilogramów? Może połączysz to z rodzinną integracją –
wspólny basen, spacer, gra w piłkę, łyżwy. Ograniczasz słodycze – świetnie. Może
ofiaruj to w jakiejś ważnej dla siebie intencji. A zamiast bycia łasuchem zaproponuj
np. wspólne przyrządzanie i picie różnych owocowych koktajlów z przyjaciółmi,
sąsiadami lub najbliższymi? Nie wszystko musi się od razu udać. Nie zawsze nasze pomysły wypalają, ale warto próbować i nadawać naszym postanowieniom głębszy sens niż ten światowy. Szukać w nich miłości do Boga i drugiego człowieka. Potrzebujemy dzisiaj tej świętości codziennej, rodzinnej. Gdy świat podąża za wartościami przemijającymi, my żyjmy tym, co nigdy się nie zdezaktualizuje – prawdą o Bogu.

Chrześcijanin to człowiek nie z tego świata, ale żyjący na tym świecie. Potrzebujemy
dobrej kondycji, zdrowych płuc, czy zębów, jednak to tylko środki do celu, pewne
etapy drogi do nieba. W temacie postanowień przypomina mi się jeszcze jedna historia. Miałem kolegę w szkole, który zawziął się, że od początku roku codziennie będzie odmawiał różaniec. Taki chciał być pobożny. I chwała mu za to, tylko nie za bardzo mierzył siły na zamiary. Szybko zaczęło go to przerastać, a co za tym idzie, również frustrować. Męczył tym siebie, rodziców i najbliższe środowisko. Zaniedbywał naukę, bo przecież musiał się modlić. Czy to było złe postanowienie? Niekoniecznie, ale jeśli wcześniej odmawiał pacierz raz na kilka dni, nie dziwne, że z dnia na dzień mierzenie się z różańcem przychodziło mu z ogromną trudnością.

Postanowienia powinny zawierać jednak szczyptę rozsądku, by nie porywać się z
motyką na słońce. Człowiek hartuje się na wielu płaszczyznach stopniowo. Zarówno
fizycznie, jak i duchowo. Postęp nie musi zawsze być olbrzymi, ważne by zachodził
regularnie.

Postanowienie noworoczne – od rzucania palenia po odmawianie różańca – ma
uczynić nas lepszymi, a nie jeszcze bardziej męczącymi dla otoczenia.
Jak mawiał jeden z moich nauczycieli: „Nie tak na hura. Powoli do przodu”.
A więc ja sobie i wam nie życzę „jak najszybciej”, tylko „jak najskuteczniej”!

MR

Nasi partnerzy