Co te organy mają z nami wspólnego?

We Wrocławiu otwarto odbudowane po 46 latach majestatyczne organy mistrza Englera. 3500 piszczałek, ponad 30 ton wagi i 350 m. kwadratowych pozłacanej snycerki. I co to ma wspólnego z nami?

Zanim odpowiem na to pytanie, kilka słów o niezwykłym instrumencie, który warto zobaczyć i usłyszeć na żywo. Barokowe organy w bazylice św. Elżbiety zostały zbudowane w latach 1750-1761 przez Michaela Englera. Nazywane „Głosem Śląska” były jednym z najpiękniejszych instrumentów w tej części Europy. Engler budował jeszcze np. w Krzeszowie czy w Brzegu opolskim (te ostatnie już nie istnieją). Bazylika garnizonowa św. Elżbiety w tamtych czasach była farą miejską.

Niestety, 9 czerwca 1976 roku wydarzyła się tragedia. Wielki gotycki kościół pochłonął pożar, a zabytkowy majestatyczny instrument spłonął doszczętnie, spadając z kilkunastu metrów na posadzkę. Kościół odbudowano i odremontowano, ale zachodnia ściana pozostała pusta. Jak się okazało, ta pustka świeciła, a cisza trwała prawie przez 46 lat. 

W 2011 miasto Wrocław podjęło decyzję o odbudowie organów. Przeznaczyło 20 milionów z budżetu miejskiego na tę ogromną inwestycję. 2 miliony ofiarowali zaś darczyńcy – zamożniejsi mieszkańcy stolicy Dolnego Śląska. Warto pamiętać, że w praktyce całe organy ufundowali mieszkańcy, ponieważ pieniądze pochodziły przecież z podatków, które budżet Wrocławia tworzą.

Organy Englera zostały odbudowane w jak najbardziej wierny sposób. Tymi samymi technikami, którymi wznosił je przed prawie 300 laty sam mistrz. Misterne wykonanie i skupienie na każdym szczególe sprawiają, że powstało dzieło sztuki i muzyki, rekostrukcja stała się największym tego typu przedsięwzięciem na świecie po II wojnie światowej.

Wracam do pytania: i po co Państwu te wszystkie informacje? Oczywiście po części zachęcam, żeby odwiedzić wrocławską bazylikę św. Elżbiety i zobaczyć oraz usłyszeć organy. Zawierają one wiele ciekawostek. 

Ale same organy Englera oraz ich historia może naprawdę pociągnąć i zainspirować, żeby rozejrzeć się w swojej okolicy, w swoich małych ojczyznach, czy nie ma perełki, której na co dzień nie doceniamy. A może jest coś, co warto odrestaurować? Opisać? Na co warto zwrócić uwagę, żeby opowiedzieć młodemu pokoleniu?

Nie chodzi mi zaraz o wykładanie pieniędzy. Chodzi o zainteresowanie się swoim kościołem albo zabytkiem w okolicy. Żyjemy w pięknym miejscu. Dolny Śląsk skrywa wiele tajemnic. Mieszkańcy diecezji świdnickiej powinni o tym szczególnie wiedzieć. Tutaj prawie w każdej miejscowości znajdzie się jakaś ciekawa historia lub perełka sztuki czy architektury. Może nie od razu klasy organów Englera i baroku, ale chodzi o zwrócenie uwagi. Nieprzypadkowo mieszkamy na tych ziemiach. Co tu się działo przed nami? 

Już nie raz opisywałem jako dziennikarz przypadki, kiedy społeczność lokalna „odgrzebała” jakąś ciekawostkę lub artefakt i wokół niego budowała swoją tożsamość. Wiele można znaleźć np. w naszych świątyniach. Tylko warto się rozejrzeć, podrążyć trochę, zapytać seniorów. Często to historie, którymi już nikt nigdy się nie zajmie i mogą przepaść.

Zapewniam, satysfakcja z przywracania pamięci jest bezcenna. 

Maciej Rajfur

Nasi partnerzy