Małe dziecko w kościele

Moje dzieci mają 3 i 2 lata. Jesteśmy co tydzień na niedzielnej Eucharystii. Zdarza nam się też pójść do kościoła w tygodniu. O ile nie wyobrażamy sobie niedzieli bez Mszy Świętej, o tyle śródtygodniowe wyjścia do kościoła rozpoczynają się na etapie walki ze swoimi myślami  i z pytaniem “Czy ja dziś mam na to siłę”…

Przygotowanie dwójki maluchów na wieczorne wyjście zwłaszcza zimą to nie lada wyzwanie. Kilka warstw ciepłych ubrań. Do tego trzeba zadbać o takie szczegóły jak skorzystanie z toalety czy zjedzenie czegoś przed wyjściem, żeby nie dokładać sobie “roboty” w trakcie Mszy Świętej. Wieczorne nabożeństwo, a w naszej parafii to dokładnie 18:00 to często również walka ze zmęczeniem maluchów. Jeśli mamy szczęście i dziewczynki mają ochotę się przytulić i być na rękach, jest cudownie, zmęczenie fizyczne jest jeszcze do zaakceptowania, zwłaszcza że dzieci nie przeszkadzają innym wiernym. Gorzej gdy akurat poziom zmęczenia odbija się w ich zachowaniu, bieganie, gadanie, marudzenie… Takie zachowanie (normalne dla dzieci w ich wieku) często wiąże się z niemiłymi uwagami i reakcjami ze strony osób uczestniczących w Eucharystii. Cudowne jest gdy mimo energicznego zachowania dziewczynek spotykamy się z uśmiechem przemiłej staruszki, czy Księdza odprawiającego Mszę Świętą. W niedzielę kościół jest zwykle bardziej wypełniony, są dzieci, gra organista, ilość ludzi sprawia, że każda pieśń czy wypowiadana modlitwa jest dość głośna. Wtedy nie jesteśmy tak mocno zauważalni. W zwykłe dni w kościele spotykamy kilkanaście osób. Każdy dźwięk naszych dzieci niesie się echem po świątyni. Ludzie zwracają na nas uwagę. Dzieci zachęcone otwartą przestrzenią oczekują możliwości eksplorowania. Przecież tyle się dzieje. Tu dzwonki, tam pieśń, Kapłan coś robi przy ołtarzu. Tu światełka, tam obrazy, a do tego w końcu nie ma tak wielu osób i wszystko widać. Te warunki sprawiają, że najczęściej dzieci podchodzą nawet pod sam ołtarz. Zosia (3 lata) wie bardzo dużo na temat tego co dzieje się w prezbiterium. Zdarza jej się powiedzieć w trakcie przeistoczenia: “Cicho Haniu bo teraz Pan Jezus przyjdzie na ołtarz”. Nie do końca jeszcze rozumie sens tego wszystkiego. Gdy się znudzi zaczyna wędrówki, Hania za nią, bo oczywiście starsza siostra jest dla niej wzorem.

W tym wszystkim jesteśmy my… Rodzice. Chcemy przychodzić codziennie do naszego Zbawiciela i karmić się jego ciałem. Niestety myśl o tym że będziemy musieli przebrnąć przez to całe szykowanie, ogarnianie dzieci w świątyni, noszenie, chodzenie, uciszanie, tłumaczenie, a na końcu jeszcze uwagi innych uczestników Eucharystii sprawia, że się poddajemy. Nie powinno tak być… Dlaczego idąc na Mszę Świętą boję się tego, że ktoś nie będzie zadowolony z naszej obecności. Rozumiem, że możemy komuś przeszkadzać. Zdarza mi się spędzić 90% liturgii poza kościołem. NIestety ujemne temperatury i wieczorna pora do tego nie zachęcają. Nie mam żalu, ale czasami myślę że chciałabym znaleźć rozwiązanie…

Jeśli jesteś w Świątyni i widzisz, że siedzący obok Ciebie rodzice toczą walkę o przeżycie tej Eucharystii, o wysłuchanie choć kawałka Słowa Bożego, o wypowiedzenie choć jednej modlitwy w całości, okaż im wsparcie… Uśmiechnij się. Wyciągnij rękę do malucha który na Ciebie zerka. Podaj rękawiczkę która po raz 20 spadła na podłogę. Jeśli obecność dziecka zbyt mocno Cię rozprasza przesiądź się. Nie oceniaj. Okaż miłosierdzie. Pomyśl, ile wysiłku włożyli rodzice, aby móc być obok Ciebie w kościele. Pomódl się za nich i daj im odczuć, że jesteście wspólnotą w Chrystusie.

AP

Nasi partnerzy