Ukryta prawda. O prawdziwym ojcostwie na przykładzie św. Józefa

  • Napisany przez:

Józef oddał siebie w darze, nie w ofierze. W zaufaniu. Jaki był przed podjęciem decyzji? Jakie towarzyszyły mu emocje? Czy była to radość? Czy pojawiały się frustracje? Złość?

W pomieszaniu i zgiełku tego świata, w natłoku informacji, czasu emancypacji kobiet,
wojen i związanymi z nimi traum powojennych, zapominamy jak ważna i trudna jest rola
ojca, tego tu na ziemi. Zwykłego taty, tatusia – tego, co przytula, daje przykład, chodzi
na spacery, uczy jeździć na rowerze .Tego, co się gniewa, wymierza karę, daje przykład
modelując męskie wzorce, postawy, zachowania, sposób myślenia, formułowania
wypowiedzi, rozwiązywania konfliktów, patrzenia na świat, traktowania kobiety, podejścia
do świata roślin i zwierząt, świata nauki i wiary. Tata – jednocześnie dobry i zły – bo nikt
z nas nie jest doskonały. Każdy popełnia błędy, ulega emocjom, nie zawsze kontroluje
impuls. Czasami krzyknie, czasami podniesie rękę, czasami powie o dwa słowa za dużo i … żałuje swoich czynów. Pozostaje w otwartości i prawdzie na pewne działania.
Potrafi przyznać się do błędu, ukorzyć i powiedzieć „przepraszam”, przesadziłem. Weryfikuje swoje zachowania i wdraża system naprawczy, bo jak mawiał Solon „doświadczenie to suma popełnianych błędów”. A nade wszystko: rozmawia ze swoim dzieckiem patrząc na nie i widząc je – nie tylko oczami, ale też otwartym sercem.

Dzisiejszy świat pełen jest dzieci osieroconych, zarówno przez ojców jak i przez matki.
Niby obecni, a nieobecni rodzice. Zajęci sobą, niedojrzali do miłości, wiecznie walczący,
zdobywający, rywalizujący, osowiali, źli, sfrustrowani. Nie widzący. Nie patrzący. Dziecko,
w szczególności nowonarodzone, jest zaprogramowane na patrzenie w oczy – chce budować bezpieczną i trwałą więź z osobą, która się nim opiekuje. Aby między rodzicem a dzieckiem powstała bezpieczna więź, konieczna jest relacja oparta na ciągłej wymianie – wymianie uśmiechów, spojrzeń, słów, dotyku. To potęguje siłę uczuć. To sprawia, że czujemy. Tak nas stworzyła natura – jako istoty czujące i pragnące „miłości – blasku słońca, daru losu i piękna chwili” (Safona). „Być ojcem oznacza wprowadzać dziecko w doświadczenie życia, w rzeczywistość. Nie zatrzymywać go, nie zniewalać, nie brać w posiadanie, ale czynić je zdolnym do wyborów, do wolności, do wyruszenia w drogę. Miłość, która chce posiadać, w końcu zawsze staje się niebezpieczna, krępuje, tłumi, czyni człowieka nieszczęśliwym” mówi Papież Franciszek.

Zbudować zaufanie

Na ile w dzisiejszych czasach możliwa jest konsolidacja wszystkich aspektów męskości?
Męskiej wrażliwości, delikatności, łagodności? Wzruszeń, łez, tęsknoty, smutku i – uwaga – mówienia o tym wprost? Czy mężczyzna może kochać? Czy może kochać łagodnie, czule
i stanowczo zarazem? Jak i czy może pogodzić ze sobą te pozornie sprzeczne impulsy –
gniew i miłość, porywczość i łagodność, pożądanie i umiarkowanie? Jak ma je zintegrować
biorąc pod uwagę presję społeczną? Społeczeństwo nadal, idąc starymi schematami, oczekuje, że „chłopcy nie płaczą”, a ”dziewczynki się nie złoszczą”. Takie przekonania nieuchronnie prowadzą do tłumienia emocji. Chłopcy przestają prosić o pomoc, nie tworzą bliskich związków z ludźmi, wszystko tłumią w sobie. Zostają zdani sami na siebie. Mimo wielu prób wprowadzenia innego modelu męskości, mimo wielu zmian na świecie i idących za tym praktyk w różnych krajach i w samym Kościele (m.in. ekumenizm, Rok św. Józefa), w społeczeństwie polskim nadal dominuje przekonanie, że prawdziwy mężczyzna to ogier, dominujący, panujący, biorący to, czego zapragnie – przemocą, gwałtem, z nadużyciem. Podporządkowując się presji otoczenia młodzi chłopcy rezygnują ze swoich pasji (tańca, śpiewu, gry na instrumentach, rysunku, malunku, rzeźby, muzyki) na rzecz agresywnych sportów walki, niezdrowej rywalizacji w sportach drużynowych, podziału na „my” i „oni” – „my – lepsi”, „oni – gorsi”.

Warto spojrzeć na trudy codzienności – zwykłego wychowania w ciele, w społeczeństwie,
przestrzegania norm, zasad i porządku społecznego. Nauczenie okazywania szacunku
i podporządkowania się starszym i wyżej postawionym w hierarchii. Wymaga to zaufania,
o które w dzisiejszych czasach coraz trudniej. Zaufania trzeba się nauczyć, to ono daje
podwaliny do zależności, a więc do tworzenia więzi, budowania relacji, trwania w hierarchii i podążania w życiu właściwą drogą zgodną z indywidualnym powołaniem. Zaufania w pierwszej linii uczymy się od rodziców. Jeśli przy nich dziecko odrobi tę lekcję, ma dobry start. Jeśli rodzice z różnych względów (m.in. niedojrzałość, nieumiejętność budowania więzi, hedonizm, egocentryzm) nie nauczą dziecka zaufania, pojawia się lęk – lęk przed ludźmi, przestrzenią, konkretnymi sytuacjami, przedmiotami. Ten lęk blokuje otwarcie serca i trwanie w miłości, a tylko w tym stanie człowiek może góry przenosić i niezłomnie spełniać to, co zostało mu dane przez Opatrzność. Także, to nie łatwa rola wychować godnie i nauczyć życia dziecko (czy to biologiczne, czy przysposobione). Kto mógłby być przykładem, wzorem ojca dla dzisiejszych mężczyzn? Nie uchronnie przychodzi na myśl postać św. Józefa – patrona roku 2021.

Powiedział „tak” i poszedł za decyzją

Józef oddał siebie w darze, nie w ofierze. W zaufaniu. Jaki był przed podjęciem decyzji?
Jakie towarzyszyły mu emocje? Czy była to radość? Czy pojawiały się frustracje? Złość?
Wiemy, że Józef był dużo starszy od młodziutkiej Maryi – nie wiemy, co i ile przeżył, jakie
miał doświadczenia i skąd powstała w nim gotowość do pełnego zawierzenia się i podążania w wybranym kierunku. Możemy przypuszczać, że wiele doświadczył i wiele widział, zarówno dobra jak i zła, co poskutkować mogło pełną gotowością oddania swojego życia dla życia innych i podążania wyznaczoną drogą. Możemy też przypuszczać, że Józef wiódł dobre, dostatnie i spokojne życie, wychowany w wierze, określonym systemie wartości, pogodzony ze swym losem, bez rozterek i wątpliwości. Może był właśnie takim człowiekiem – obficie obdarowanym przez los, ugodowym, łagodnym, zrównoważonym, bez wielkiego własnego cienia. Może arogancki? Może zwyczajny mruk i introwertyk nie angażujący się w proces wychowawczy syna? Może zapracowany na tyle, że nie miał czasu dla żony i dziecka? Może uciekający od relacji? Jaki był naprawdę? Tego nie wiemy. Możemy snuć domysły i przypuszczenia.

Wiemy, że od momentu powiedzenia „tak” Aniołowi podjął decyzję o drodze – drodze
męstwa, rozwoju, ojcostwa i dalszej nauki, nauki życia. Pismo Święte pokazuje Józefa jako skromnego, wierzącego człowieka, uduchowienego i twardo stąpającego po ziemi.
Wiemy, że Józef był skromnym cieślą (por. Mt 13, 55) i „człowiekiem sprawiedliwym”
(Mt 1, 19), zawsze gotowym na wypełnianie woli Boga objawiającej się w Jego Prawie (por. Łk 2, 22.27.39) i w czterech snach (por. Mt 1, 20; 2, 13.19.22). Wiemy też, że był zaręczony z dziewicą Maryją (por. Mt 1, 18; Łk 1, 27) oraz, że po długiej i żmudnej podróży z Nazaretu do Betlejem, zobaczył Mesjasza rodzącego się w stajni, bo gdzie indziej „nie było dla nich miejsca” (Łk 2, 7). Był świadkiem oddawania Jemu czci przez pasterzy (por. Łk 2, 8-20) i Magów (por. Mt 2, 1-12), którzy reprezentowali odpowiednio lud Izraela i ludy pogańskie. Odpowiedzi na nasuwające się pytania możemy również szukać w rozmaitych pismach i publikacjach na jego temat. Możemy wczytywać się i wczuwać w modlitwy do niego kierowane – i na tej podstawie przypuszczać, jaki był naprawdę Św. Józef. Co zachowywał w swoim sercu, jakie wątpliwości nim targały, czego się bał.

Dzisiejszy obraz męskości nawiązuje do sentymentalnego „bycia mężczyzną”, dlatego musimy ten nowy obraz dostroić i jako społeczeństwo wspierać. Pewny siebie mężczyzna, szanujący i szanowany, ufający i mający poczucie bezpieczeństwa (a przez to mogący je dać), komunikujący się wprost – to obraz, do którego warto dążyć. Dzisiejszy mężczyzna może kochać i być kochanym, zasługuje na miłość i jest ważny – zarówno jako ojciec jak i mąż, partner, oblubieniec. Mężczyzna nie jest tylko po to, by zarabiać pieniądze, pracować, wspierać, ratować, utrzymywać, niańczyć. Jest po to, by godnie trwać przy swoim powołaniu, wypełniając powierzone obowiązki i spełniać swoje pragnienia. Czasem wbrew powszechnej opinii i przyjętym zasadom starego systemu, w poszanowaniu reakcji i wrażliwości innych.

Dlatego zachęcam do przyjrzenia się św. Józefowi z bliska – patrząc na niego jak na ojca,
męża, obywatela ówczesnego państwa, osadzonego w konkretnej religii, społeczności
i wierzącego w Boga. Tamten świat był zgoła inny niż nasz dzisiejszy. To, co pozostało takie samo, to relacja – zwykła relacja – człowieka z człowiekiem, człowieka z Bogiem, człowieka z naturą. Co ważne – z jakichś konkretnych powodów Józef został wybrany na ziemskiego ojca małego Jezusa. Może był świetnym psychologiem? Jak mawiał Nikos Kazandzakis „trzeba iść z czasem, w którym żyjesz – to obowiązek człowieka. Trzeba iść naprzeciw czasom, w których żyjesz – to obowiązek wolnego człowieka”.

Bibliografia:
1. Butler. J., Uwikłani w płeć. Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2008
2. Chadzinikolau, N., Aforyzmy Greków. Videograf Edukacja, Warszawa 2005
3. List apostolski PATRIS CORDE Ojca Świętego Franciszka z okazji 150. rocznicy
ogłoszenia Świętego Józefa Patronem Kościoła Powszechnego. Watykan, 2020
4. Pismo Święte: Stary i Nowy Testament, w przekładzie z języków oryginalnych.
Wydawnictwo Święty Wojciech, Poznań 2016
5. Zimbardo, P.G., Coulombe, N. S., Gdzie Ci mężczyźni? Wydawnictwo PWN,
Warszawa 2015

Marta Chrisidu

Nasi partnerzy