Wypłyń na głębię

 

Tłum cisnął się. On nie stał spokojnie, nie oczekiwał, ale cisnął się. Każdy chciał być jak najbliżej nauczającego. Nie chciał uronić ani jednego słowa. A to nie było słowo konkretnego człowieka, ale słowo Boże. Przypominamy sobie te tłumy, które cisnęły się, aby być jak najbliżej ołtarza w czasie pielgrzymek św. Jana Pawła II. Przypominamy sobie te tłumy, które przemierzały setki kilometrów, aby go zobaczyć. Przypominamy sobie te tłumy, które godzinami oczekiwały na jego przyjazd. I nieważne czy padał deszcz, czy też paliło słońce. Kiedy papież Polak przybywał do konkretnego miasta i państwa, zachowanie tłumu było bardzo podobne. Dlaczego dziś tak mało jest już takich świątyń, gdzie wierni „cisną się” w kierunku ołtarza i stojącej obok ambony. Najlepiej czujemy się w ostatniej ławce, przedsionku, kruchcie. A gdy słoneczko zaświeci, to dla wielu trawnik okalający świątynię staje się idealnym do przeżywania spotkania z Bogiem. Warto w tym spojrzeniu na naszą rzeczywistość przesunąć się dalej i zapytać: jak to się ma do naszej wiary? Wiara to odpowiedź miłością na miłość Boga. Wierzę – kocham Boga i co? I nie chcę być blisko? Nie chcę na Niego patrzeć? Taka postawa jest co najmniej niezrozumiała. Chyba, że moje usta mówią „wierzę”, ale serce moje mówi coś zupełnie innego.

A Jezus dziś do każdego z nas mówi, „Wypłyń na głębię”, nie bój się. Chrystus pierwszy przemierzył drogę, do której nas powołuje. A my możemy odpowiedzieć 'na Twoje słowo Panie…”

Nasi partnerzy