Jakich kazań chcemy słuchać?

  • Napisany przez:

Rozmowa z ks. dr. Pawłem Kilimnikiem, referentem Świdnickiej Kurii Biskupiej, duszpasterzem młodzieży, wykładowcą. Ks. Paweł ukończył studia doktoranckie w zakresie homilektyka na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Jego praca doktorska ściśle dotyczyła działalności świdnickiego biskupa Ignacego Deca.

wakcji24.pl: Jezus podczas swej ziemskiej wędrówki mówił mało, zwięźle, przytaczał niezrozumiałe przypowieści. Uczniowie nie zawsze go rozumieli, a jednak porywał tłumy. Dlaczego?

ks. Paweł Kilimnik: To bardzo ważne pytanie nasuwa kolejne, tym razem skierowane do nas, głoszących Słowo Boże: dlaczego często nasze kazania zamiast porywać ludzi usypiają ich? Oczywiście nie można tego problemu zastosować to ogółu, bo wyrządzilibyśmy krzywdę wielu świetnie głoszącym duszpasterzom, ale nie można udawać, że problemu nie ma. Otóż dlaczego Jezus porywał tłumy? Oczywiście Jezusowe głoszenie było pełne boskiej mocy, namaszczenia Duchem Świętym, ale na to samo możemy i my dziś liczyć, bo każdy z nas, kaznodziejów głosząc Słowo Boże wykonuje czynności Chrystusa. Jednak tym, co było istotne w nauczaniu Chrystusa był autentyzm. Mam na myśli nie tylko to, co Jezus głosił, ale sposób głoszenia. Chrystus nauczał nie tylko słowami. Nauczał całym sobą, tym co mówił i co robił. Potocznie mówiąc, wszystko się do siebie kleiło. Ludzie nie tylko słyszeli o miłosierdziu, ale widzieli czyny miłosierdzia, nie tylko słyszeli o potrzebie ofiary, ale widzieli jak Jezus składał najwyższą ofiarę ze swojego życia. W tym jest moc, żeby słowo wcielało się w mojej codzienności. Znane są słowa papieża św. Pawła VI, który mówił, że współczesny świat nie potrzebuje nauczycieli, ale świadków. Trzeba to rozumieć, tak, że skuteczne nauczanie musi iść w parze ze
świadectwem, tak jak robił to Chrystus.

Podziękował ktoś księdzu osobiście za dobre kazanie?

-Zdarzyło się. Bardzo pokornie chciałbym powiedzieć, że tak. Jest to bardzo miłe uczucie,
ale ja osobiście bardzo szybko staram się za to oddać Bogu chwałę, bo to nie moja zasługa, to Jego sprawka (Flp 2, 13). Myślę, że warto postawić pytanie: co to jest dobre kazanie (homilia). Czy takie które ludzi zachwyci czy takie które, ludzi poruszy? Przepowiadanie ma być piękne, ale przede wszystkim wierne Słowu Bożemu. Głoszący ma stać się strumieniem, którym Bóg będzie mógł dotrzeć do człowieka i go doświadczyć swoją łaską. Nie chodzi więc, o to żeby głosić siebie, ale Chrystusa. Dobra homilia, to nie taka, która wzruszy, ale która poruszy ludzkie serce. Słowo Boże jest do mnie i o mnie. Bóg nie mówi bez przyczyny zawsze chce działać – zbawiać (Iz 55, 11)

Chyba największe kontrowersje budzą tzw. „kazania polityczne”. Dlaczego niektórzy kapłani wykorzystują ambonę do głoszenia takich właśnie kazań?

-Nie wiem. Może dlatego, że zapomnieli kim są. To pytanie też wraca do mnie, dlaczego
zapominamy, ze mamy budować mosty, a nie palić je. Odpowiadając na pytanie, warto
przypomnieć, że jako wspólnota katolików, żyjemy w konkretnej rzeczywistości społecznej i politycznej tworząc pewną spójną całość. Stąd tematy polityczne co jakiś czas wracają na nasze usta. Nie jest to dziwne, bo w jakimś stopniu dotyczy to naszej codzienności. Jednak czy ambona jest miejscem politykowania? Zdecydowanie nie jest. Jednak dla jasności, należy dobrze zrozumieć czym jest polityka. Katolicka nauka społeczna widzi politykę dwuznaczeniowo. W pierwszym znaczeniu polityka jest troską o dobro wspólne, w drugim znaczeniu jest walką o zdobycie władzy (por. Jan Paweł II, Laborem exerens, 20). Ambona jest miejscem gdzie ma się dokonać interpretacja ludzkiego życia w świetle Ewangelii. Niewątpliwie wiele spraw społecznych i politycznych dotyka naszej egzystencji, zatem chcemy, aby to, co przynosi nam codzienność zostało osądzone przez Słowo Boga, które nada właściwy biega naszej codzienności (jeśli posłuchamy Słowa Bożego). Jeśli więc polityka w swoim pierwszym znaczeniu jest troską o dobro wspólne (KDK 74) to na taką politykę jest miejsce na ambonie. Zdecydowanie jednak na politykę w znaczeniu walki o władzę, na tzw. partyjniactwo, nie można pozwolić na ambonie.

Ostatnio zauważa się pewną ciekawą tendencję głoszenia kazań, czyli łączenie podejścia psychologicznego z głoszeniem Słowa Bożego. Skąd pomysł?

-Myślę, że sam pomysł nie jest zły. Nie ulega wątpliwości, że my jako ludzie z naszą
cielesnością, psychologiczną głębią i duchowością tworzymy integralną całość. Chrystus
przychodzi zbawić całego człowieka i my, w procesie przygotowania homilii musimy patrzeć na człowieka tak samo – integralnie. Ważne jest zatem spojrzenie na psychikę człowieka i zadanie sobie pytania, jak mogę temu człowiekowi pomóc, a dokładnie jaką drogą mogę doprowadzić tego człowieka do Chrystusa, który może go uleczyć. Homilia nie jest tylko wyjaśnieniem Słowa Bożego, ale jak już wspomniałem jest interpretacja ludzkiego życia w świetle Ewangelii. Co to znaczy? To znaczy, że ja kaznodzieja muszę poznać co Bóg dziś mówi do człowieka, ale też to, o co człowiek pyta Boga. Zatem, homilia, kazanie, katecheza musi być egzystencjalna, tzn dotykać ludzkiej rzeczywistości, także tej głębokiej, psychologicznej i rzucać na nią światło Słowa Bożego. Natomiast nie wolno nam, przepowiadając, robić czegoś co nazywa się psychologizowaniem, tzn tłumaczeniem człowieka tylko w świetle prawideł psychologicznych. Owszem potrzebujemy psychologii do zrozumienia człowieka, ale mamy do zaoferowania coś więcej – Słowo Boże. Jeśli ograniczymy się tylko do psychologii, okradniemy przesłanie Ewangelii.

Niektórzy księża czytają przygotowane wcześniej całe kazanie z kartek. To chyba najmniej porywająca forma twórczości kaznodziejskiej. Czy naprawdę po sześciu latach studiów w seminarium duchownym tak trudno jest powiedzieć spontanicznie kilku słów objaśniających Słowo Boże?

-Z dużym przekonaniem uważam, że to, co zostało wydrukowane, umieszczone w
czasopismach homiletycznych jest cenne, oczywiście są to rożne publikacje i myślę, że warto do nich sięgać, ale po to, żeby zdobyć inspiracje, poznać intuicje homiletyczne. Nie mogę jednak zaprzeczyć, że najbardziej porywające jest „żywe słowo”, szczególnie to, które zostało przemodlone, zrozumiane, dostosowane do możliwości i potrzeb słuchaczy i oczywiście, co powinno być pierwsze, wierne idei Słowa Bożego. Poza tym ważne są formalne aspekty przepowiadania, czyli koherentna (spójna) treść, wymowa, kontakt wzrokowy ze słuchaczem i wiele innych. W pytaniu pojawia się słowo spontaniczność. Ono nie jest dobre do określenia posługi głoszenia Słowa Bożego. Według dokumentów Kościoła głoszenie Słowa Bożego jest podstawowym zadaniem kapłanów, zatem każdy z nas powinien jak tylko potrafi najlepiej przejąć się tym i przygotować się do homilii czy kazania. Usłyszałem kiedyś taką historię, oczywiście fikcyjną, ale dużo mówiąca. Pewna wspólnota protestancka była zmęczona kazaniami swojego pastora. Były nieprzemyślane i trudne do przyjęcia. Przedstawiciele wspólnoty poszli tego pastora i zapytali go jak długo przygotowuje się do swoich kazań. Odpowiedział, że tak długo jak długa jest droga z domu parafialnego do kościoła. Wspólnota postanowiła, że w takiej sytuacji sprzeda obecny dom i kupi pastorowi nowy, na drugim końcu miasta. Myślę, że to powinno nam dać do myślenia, jak wielkim i ważnym zadaniem jest przepowiadania Słowa Bożego i jak pilne są oczekiwania wiernych.

Dlaczego homilia/kazanie nie jest stałym elementem Mszy Świętej? Dla mniejszej ilości wiernych uczestniczących w Eucharystii „nie opłaca” się ich głosić?

-Oczywiście, że się „opłaca”! Choć nie można tego traktować w kategoriach opłacalności. Tak naprawdę przecież głoszenie Słowa Bożego jest podstawową funkcją (a więc czymś czego nie można się pozbyć) kapłanów. Papież św. Paweł VI, mówił o głoszeniu słowa Bożego w kategoriach przywileju i daru. Wprawdzie homilia jest obowiązkowym elementem Eucharystii tylko w niedziele i święta nakazane (KPK, kan. 767), jest bardzo zalecana podczas każdej innej Mszy Świętej odprawianej z udziałem ludzi. Kościół naucza, że słowo Boże jest pokarmem, którym posilamy wiernych na drogach codziennego wędrowania, warto więc karmić ludzi obficie, żeby mieli siłę do podejmowania walki ze złem i wybierania dobra.

Proszę na koniec zdradzić swój przepis na dobre kazanie w czasach zarazy.

-Takie jakie powinno być zawsze: niosące miłość Boga, który ma moc, żeby poukładać nasz świat.

Dziękujemy za rozmowę.

zdj. – info.dominikanie.pl

Nasi partnerzy