Mama wAkcji – misjonarka z Mongolii

  • Napisany przez:

Stało się tak, że zawitali do nas – do Wałbrzycha. Spotkaliśmy się pod naszym kościołem! Kilka młodych dziewczyn i jeden ksiądz. Wszyscy uśmiechnięci! Hm… mieli różne ciekawe rzeczy ze sobą – drewniane krokodylki, breloczki, grające żabki, piszczące gwizdki, pełno różnobarwnych koralików i piórek. Rzadki widok. Moje dzieci od razu się zainteresowały tymi skarbami. Okazało się, że można je kupić… Zdobyliśmy dwa z nich. Podeszliśmy i zaczęło się nasze spotkanie z ciekawą osobą – Panią Magdą.

Magda Kubińska to 25-letnia mieszkanka Świebodzic, która podróżuje po świecie. Odbyła dwie wyprawy do Mongolii, a trzecia przed nią! Planowo pojedzie tam po raz trzeci, na cały rok. Z jakiegoś bliżej nie określonego powodu pokochała ten kraj i jego mieszkańców. Jest pogodną, uśmiechniętą osobą, otwartą, życzliwą, z iskierkami w oczach i pięknym uśmiechem. Na co dzień pracuje w szkole i uczy katechezy. Swoją przygodę z wolontariatem zaczęła na studiach, w wieku 20 lat. Opowiadając o przygodach, jakie ją spotkały podczas wypraw misyjnych, zdradziła nam tez kilka informacji o sobie.

 

Misja to spotkanie z drugim człowiekiem, w obecności Boga. To bycie. Trwanie. Zaangażowanie. Emocje. Doświadczenie. Bardzo dużo się tam nauczyłam – rozpoczyna swoją opowieść Magda. Przebywając z dziećmi na co dzień spełniałam się w roli opiekunki, nauczycielki, przyjaciółki. Wchodziłam w różne role. Uwielbiam czas spędzony z dziećmi. Czuję, że Pan Bóg tam właśnie mnie posyła.

Wolontariusze nie wybierają sobie sami miejsca, do których są posyłani. Nie wyobrażałam sobie wyjazdu do Azji. Niewiele o niej wiedziałam. Myślałam bardziej o Afryce, krajach muzułmańskich, czy Ameryce Południowej. Nie było to też moim zamysłem, by do Mongolii udać się na misję. Widzę tu ewidentny palec boży, bo sama bym tego kraju nie wybrała. Nawet nie wiedziałam gdzie to jest! – śmieje się Pani Magda. 

Flaga Mongolii

Mongolia to kraina koczowników. Leży w Azji, sąsiaduje z Chinami i Rosją. Co ją charakteryzuje? Bezkresne stepy, Pustynia Gobi, jurty, gorące źródła, gobijskie bezdroża, kurz, brak asfaltu, betonu, a także brak zasięgu komórek.

Bałam się podróży samolotem. Nigdy wcześniej nie leciałam samolotem. Nie wyobrażałam sobie startu, lądowania i tak długiego lotu – kontynuuje nasza bohaterka – Podróżowałam razem z koleżanką z wolontariatu – Agatą, która uczy języka angielskiego. Razem było nam raźniej.

Mongolia – kraj koczowników

Jedna jurta to trzy osoby i dużo zwierząt. Znajdziemy w niej kilka skrzynek, miejsca do spania, piec – serce domu. Bez ozdób, udziwnień, makijaży, strojenia się. Bez przesady obecnej w naszym cywilizowanym zachodnim świecie. Za to w ciągłej pracy, pracy własnych rąk.

By podróżować misyjnie trzeba bardzo dobrze znać język obcy – angielski to podstawa. Bez tego ani rusz. Każdy z nas zdaje egzamin z języka obcego. Jednak rzeczywistość szybko weryfikuje uzyskaną ocenę formalną – sposób posługiwania się tym samym językiem jest dalece różny w różnych zakątkach świata. Na początku w ogóle nie rozumiałam, co do mnie ci Azjaci mówią… – wspomina Wolontariuszka z Mongolii.

Ułan Bator, źródło: https://s.iha.com/

Ułan Bator to stolica narodu koczowników, którzy funkcjonują w zgodzie z wszechogarniającą przyrodą. Wszędzie prócz stolicy, jest spokój, cisza, taka wszechogarniająca wszystko i jednocząca harmonijna radość. W samej stolicy jest biednie, tłoczno (liczy ponad 1 mln mieszkańców), brudno i smutno.

Nie spodziewałam się, że pokocham ten kraj i wyjazdy na misje. To niesamowite przeżycie, dwa lata przygotowań owocujące jednym krótszym lub dłuższym wyjazdem. Pragnę nieść ludziom dobro i prawdę, przy okazji rozwijając siebie i spoglądając trzeźwo na otaczający mnie świat. To niejednokrotnie jest zwyczajnie trudne. Misje w Mongolii, w której ludzie są wolni, żyją koczowniczo, podróżują po stepach i nie potrzebują przewodnika nie jest łatwą sprawą – kończy Pani Magda.

Kościół katolicki Mongolii liczy zaledwie 1300 katolików z 8 parafii. 5 z nich znajduje się w stolicy – Ułan Bator. Podczas pandemii  COVID-19 wszelkie posługi Kościoła są prawdziwym wyzwaniem. Mongolia widząc, co dzieje się w Chinach, zaraz zamknęła granice i odcięła się od świata. Ograniczenia wprowadzone przez Rząd uniemożliwiają wspólne zebrania i modlitwę, co przy tak małej liczbie wiernych jest po prostu smutne. Ludzie zaczynają radzić sobie inaczej. Rozpoczyna się era zdalnych spotkań, także tam. Uniemożliwiło to dalsze działania misyjne. Na szczęście niebawem zostaną one wznowione i nasza wolontariuszka znów wyruszy w podróż.

Poniżej kilka zdjęć tych wszystkich pięknych rzeczy, które nas skusiły, by podejść do grupki nieznanych nam osób.

Małpka

Uśmiech to podstawa

Wolontariuszki z SWM

 

 

 

Bransoletki i inne cudeńka

 

Krokodylek i gwizdek to prezenty – od Mamy dla dzieci – Oli i Kostka. Ola wybrała gwizdek, Kostek breloczek z krokodylkiem.

 

red. Marta Chrisidu

Nasi partnerzy