Być wiernym, po prostu…

  • Napisany przez:

Odwiedziłem ostatnio północny wschód Polski. Niby znam, niby czytałem, niby niejedno już tam widziałem. Ale bycie w niektórych miejscach porusza. Tak jak dawniej (i nieustająco) poruszało odwiedzanie zarastających wsi w Bieszczadach czy Beskidzie Niskim.

Tam, na Białostocczyźnie czy Suwalszczyźnie upamiętnienia poległych podczas spotkania styczniowego, wojny polsko-bolszewickiej (nie polsko-rosyjskiej!) z 1920 roku, ofiar pierwszych miesięcy zmieniającej się okupacji…. Najbardziej zastanowiło mnie to,  co zobaczyłem w podsejneńskich Gibach. Upamiętnienie ofiar „tzw. obławy augustowskiej”. Tak, to była podłość, to była zbrodnia. Podobnie jak wiele akcji wymierzonych w patriotyczne podziemie powojennej Polski. Trudno jednak nie zauważyć, że tym, którzy chcieli Polski komunistycznej i podległej Związkowi Radzieckiemu, takie działania się opłaciły. Osiągnęli swoje: na długie lata wepchnęli Polskę w objęcia obłędnej ideologii walki klas i „wieczną” przyjaźń ze Związkiem Radzieckim. A ci, którzy próbowali szlachetnego oporu pod sztandarem „Bóg, honor, ojczyzna”… Cóż…

Przypomniały mi się słowa piosenki Jacka Kaczmarskiego:

(…) komu zależy na pokoju
ten zawsze cofnie się przed gwałtem
Wygra, kto się nie boi wojen
i tak rozumieć trzeba Jałtę”.

Patrząc na represje, jakie spotkały Polaków po Powstaniu Styczniowym, wojnę z 1920 roku, powstania śląskie, nieporadność demokratycznej Europy wobec zakusów hitlerowskich Niemiec i wiele, wiele innych sytuacji widzę, że tak jest. Owszem, nie zawsze ten, kto nie boi się wojen, nie boi się konfrontacji, wygrywa. Czasem napotka takiego, który jest silniejszy. Ale jeśli za wszelką cenę pragnie uniknąć konfrontacji, nie ma szans. Z całą pewnością przegra. Bo gwałt, jeśli napotyka wahanie, skrupuły, moralne opory, zawsze zwycięża.

Myślę, że to ważne spostrzeżenie także dla nas, żyjących na przełomie drugiej i trzeciej dekady XXI wieku. Od lat, z narastającą w ostatnich latach siłą, w świecie zachodu toczy się  ideologiczna wojna. Islam? Trzeba szanować, bo ma swoich radykałów. Chrześcijan? Z nimi nie trzeba się liczyć… Bo przecież wygrywa ten, kto nie boi się konfrontacji, prawda?

Tymczasem co w obliczu agresji wobec wszystkiego co chrześcijańskie słyszę? Ano dość często tratowanie takich działań niemal jak próbę reformy Kościoła. I oskarżenia współbraci  w wierze, że sami jesteśmy sobie winni, że zasłużyliśmy sobie  i że to my, chrześcijanie, powinniśmy się zmienić. Do tego wezwania do miłości bliźniego, łagodności, oględności,  szacunku dla człowieka, jakbym do tej pory był krwawym despotą albo ludożercą. Przepraszam, ale jeśli chcemy realizować coś takiego, to trzeba jasno powiedzieć: przegramy. Nie neguję grzechu ludzi Kościoła. Nie neguję potrzeby ciągłego nawracania się. Jeśli jednak w obliczu wytoczonej nam wojny unikamy konfrontacji, a liczymy na to, że utrzymamy pokój za cenę różnorakich ustępstw, także tych polegających na uznaniu niepopełnionych win, chrześcijaństwo czeka klęska. I liczyć możemy tylko na to, że dzięki łasce Bożej losy świata znów wejdą kiedyś na lepsze tory.

Daleki jestem od nawoływania do porzucenia zasad Ewangelii na rzecz promowania nibychrześcijaństwa. Cel – budowanie czegoś na kształt Państwa Bożego – nigdy nie uświęca niemoralnych środków. Co innego jednak trzymanie się wskazań Ewangelii, a co innego przykryta płaszczykiem miłości bliźniego tchórzliwa degrengolada i próba dostosowania chrześcijaństwa do ducha „nowoczesnych” prądów myślowych.  Ewangelia i wypływające z niej nauczanie Kościoła są jakie są i prawdy, którą niosą nigdy nie wolno nam zdradzać. To jest podstawa każdego uczciwego dialogu ucznia Chrystusa ze światem. Choć się różnimy, możemy ze sobą rozmawiać; choć dziś jesteś moim wrogiem, jutro być może będziesz moim bratem. Ale Chrystusa zapierać się nam nie wolno. On jest Panem. Jemu chwała na wieki.

Chcemy wojnę o kształt cywilizacji wygrać? Nie wolno nam przed tą konfrontacją uciekać. Że zaiskrzy? Trudno. Nasz Mistrz powiedział, że nie przyszedł dać ziemi pokoju, ale miecz. Dialog? Jak najbardziej! Szanujący rozum dialog to, prócz Bożej łaski, nasz najlepszy oręż! Ale dialog nie może być jak dogadanie się Judasza z żydowską starszyzną z trzydziestoma srebrnikami w tle. Zaś miłość bliźniego, łagodność, cierpliwość, opanowanie i wszelkie inne cnoty chrześcijańskie mają sens tylko wtedy, gdy towarzyszy im odważna wierność Chrystusowi. Jeśli gadanie o nich ma tylko ukryć tchórzliwą zdradę, wszystko to jest zakłamaniem…

Andrzej Macura

źródło – wiara.pl

Nasi partnerzy