Leonid Radvinsky, większościowy właściciel OnlyFans, zmarł w wieku 43 lat. Odszedł człowiek, który nie tyle wymyślił internetową pornografię, ile nadał jej nową, wyjątkowo skuteczną formę biznesową: subskrypcję, napiwek i „bliskość na żądanie”. Platforma stała się jednym z najbardziej dochodowych i zarazem najbardziej moralnie dwuznacznych przedsięwzięć współczesnej gospodarki cyfrowej. A Polska? Choć nie ma oficjalnych danych o liczbie krajowych płacących użytkowników, szacunki mówią o dziesiątkach milionów dolarów wydawanych rocznie przez Polaków na ten serwis.
Nie żyje twórca amoralnego biznesu. OnlyFans popularne wśród Polaków
Śmierć człowieka, który ubrał pornografię w garnitur technologii
Według informacji przekazanych przez firmę, Leonid Radvinsky zmarł po długiej walce z chorobą nowotworową. Urodzony w Odessie, wychowany w Stanach Zjednoczonych przedsiębiorca przejął Fenix International — spółkę kontrolującą OnlyFans — w 2018 roku. To właśnie pod jego rządami platforma z niszowego projektu przekształciła się w jeden z najpotężniejszych podmiotów światowej „gospodarki erotycznej”. Formalnie mówiono o „platformie dla twórców”, w praktyce zaś o sprawnie działającym mechanizmie monetyzacji samotności, podglądactwa i seksualności.
Radvinsky nie był krzykliwym celebrytą Doliny Krzemowej. Pozostawał raczej cieniem za kurtyną, beneficjentem systemu, który sprzedawał odbiorcom iluzję wyjątkowej relacji, a twórcom obietnicę łatwego zarobku. Ta cisza wokół jego osoby dobrze pasowała do natury przedsięwzięcia: ogromne pieniądze, mało pytań i jeszcze mniej skrupułów.
Europa bez religii, młodzi z większym lękiem? Niewygodny sygnał z nowego badania
Nie żyje twórca amoralnego biznesu. OnlyFans popularne wśród Polaków
Model, który zrewolucjonizował rynek grzechu: 20 proc. dla platformy, 80 proc. dla „twórcy”
Siła OnlyFans nie polegała na technologicznym przełomie w sensie ścisłym. Tu nie było rakiet, mikrochipów ani przełomowej technologii. Innowacja była prostsza i przez to bardziej brutalna: platforma pozwoliła twórcom treści pornograficznych docierać bezpośrednio do odbiorcy i zatrzymywać 80 proc. wpływów, podczas gdy serwis inkasował 20 proc. prowizji.
Z perspektywy rynku grzechu była to oferta atrakcyjna, zwłaszcza dla osób związanych z branżą pornograficzną, które wcześniej były uzależnione od pośredników, wytwórni i agencji. OnlyFans zdemokratyzował ten model, ale nie uszlachetnił go ani odrobinę. Przeciwnie — uczynił go bardziej wydajnym. Człowiek przestał być wyłącznie konsumentem pornografii, a stał się klientem „spersonalizowanego doświadczenia”: mógł płacić nie tylko za zdjęcia czy filmy, lecz także za wiadomości i specjalne zamówienia. To był kapitalizm intymności w czystej postaci: ciało jako aktywo, emocje jako kanał sprzedaży, a pożądanie jako gwarancja stabilnego strumienia przychodów.
Krzysztof Kotowicz: Wytrychem w rodzinę. Wyrok NSA to uchylanie tzw. „okna Overtona”
Nie żyje twórca amoralnego biznesu. OnlyFans popularne wśród Polaków
Amoralna marża i grube miliony
Finansowo przedsięwzięcie okazało się genialnym biznesem. Z oficjalnych danych Fenix International wynika, że w roku obrotowym zakończonym w listopadzie 2024 r. użytkownicy wydali na platformie 7,22 mld dolarów, a sama spółka osiągnęła 1,4 mld dolarów przychodu. Rok wcześniej platforma raportowała ponad 305 mln użytkowników („fans”) i ponad 4,1 mln kont twórców. Od początku działalności OnlyFans wypłacił „twórcom” ponad 25 mld dolarów. Sam Radvinsky otrzymywał gigantyczne dywidendy, w tym rekordowe 701 mln dolarów w ubiegłym roku.
Z ekonomicznego punktu widzenia wszystko się zgadzało: skala, wysoka rentowność, niskie koszty marginalne, globalny popyt. Z moralnego punktu widzenia również wszystko się zgadzało — tyle że jako akt oskarżenia. Bo jeśli biznes rośnie dzięki temu, że coraz sprawniej handluje uprzedmiotowieniem człowieka, to nie staje się przez to neutralny. Wysoka marża nie zastępuje watości etycznej. Wręcz przeciwnie – teraz konsumenci pornografii angażowali się coraz bardziej, „inwestując” swoje pieniądze.
Polki pracują za dużo i za zbyt małe pieniądze [ANALIZA I KOMENTARZE]
Nie żyje twórca amoralnego biznesu. OnlyFans popularne wśród Polaków
OnlyFans - Polska płaci. Ilu jest „klientów”?
W polskiej debacie często mówi się o twórczyniach obecnych na platformie, znacznie rzadziej o tych, którzy ten mechanizm finansują. A to właśnie odbiorca, płacący regularnie za dostęp do erotycznych treści, jest paliwem całego modelu. Trzeba jednak uczciwie powiedzieć: nie ma publicznie dostępnych, audytowanych danych o liczbie polskich płacących użytkowników OnlyFans. Są natomiast szacunki dotyczące wydatków. Według szeroko cytowanego zestawienia „OnlyFans Wrapped 2025”, na które powoływały się polskie media, użytkownicy z Polski wydali w 2025 roku około 87,3 mln dolarów, czyli o 19,12 proc. więcej niż rok wcześniej. Takie oszacowanie dawałoby Polsce około 12. miejsca na świecie pod względem łącznych wydatków na tej platformie.
Trzeba zastrzec, że nie są to dane z oficjalnego raportu spółki dla poszczególnych krajów, lecz estymacje przygotowane na podstawie analizy rynku. Pokazują jednak skalę zjawiska: mówimy nie o marginesie, ale o zamożnej, regularnie płacącej grupie odbiorców. Innymi słowy — nie jest to już egzotyczny zakątek internetu, ale część współczesnej konsumpcji cyfrowej również w Polsce.
Biskup T. J. Paprocki: Transpłciowość kontra Boży zamysł – gdzie leży prawda?
Nie żyje twórca amoralnego biznesu. OnlyFans popularne wśród Polaków
Po śmierci Radvinsky’ego pytanie pozostaje to samo: co właściwie opłaca ten rynek?
Śmierć właściciela OnlyFans może uruchomić spekulacje o przyszłości spółki, możliwej sprzedaży udziałów i dalszej ekspansji platformy. Ale dla opinii publicznej ważniejsze jest pytanie: co mówi o naszym społeczeństwie fakt, że ten model „biznesowy” okazał się aż tak skuteczny?
OnlyFans nie wyrósł znikąd. Jest owocem kultury, która jednocześnie oficjalnie deklaruje przywiązanie do praw kobiet i masowo konsumuje treści oparte na redukcji kobiety do funkcji seksualnej.
To nie jest jedynie sprawa obyczajowa. To również kwestia ekonomii, bo pieniądz ujawnia prawdziwe preferencje skuteczniej niż deklaracje. Każda subskrypcja jest małym głosowaniem portfelem za tym, by czyjeś ciało, intymność i samotność zostały wciągnięte w obieg rynkowy. Radvinsky zbudował imperium i zarobił fortunę, ponieważ świat okazał się gotów płacić za amoralność w wygodnych ratach miesięcznych. Jego śmierć zamyka biografię jednego człowieka, ale nie zamyka spółki ani modelu, który stał się trwałym narzędziem finansowania rozwiązłości. Pozostają pytania o odpowiedzialność użytkowników, inwestorów i społeczeństw. Bo amoralny biznes nie istnieje sam z siebie. On żyje tak długo, jak długo ktoś klika „subskrybuj”.
Diana Paulińska: Seksualność to nie tylko akt fizyczny [wywiad w-Akcji]
wAkcji24.pl | Źródło: Finacial Times | Ilustracja: OpenAI | 23.03.2025