Ks. Grzegorz Wołoch: Wyobraźmy sobie taką sytuację: widzimy bliską nam osobę – przyjaciela, krewnego, może parafianina – który zaczyna podejmować decyzje prowadzące go w stronę zła. Wiemy, że to, co robi, oddala go od Boga, niszczy relacje z innymi, rani jego własne serce. W sercu pojawia się niepokój: „Powinienem coś powiedzieć…”, ale zarazem lęk: „A jeśli on się obrazi? A jeśli uzna mnie za moralizatora? Może to nie moja sprawa…”. I często wybieramy milczenie, które wydaje się wygodniejsze i bezpieczniejsze
Ks. Grzegorz Wołoch: Miłość czasem wymaga trudnych słów
Ks. Grzegorz Wołoch: Braterskie słowo, które leczy
Tymczasem Ewangelia mówi jasno: „Jeśli brat twój zgrzeszy przeciw tobie, idź i upomnij go w cztery oczy” (Mt 18,15). Słowa Jezusa nie pozostawiają złudzeń: upomnienie braterskie to nie dodatek do chrześcijańskiego życia, ale jego istotny element. Miłość nie polega tylko na pocieszaniu, wspieraniu i towarzyszeniu w radości. Miłość czasem wymaga trudnych słów – nie po to, by potępić, lecz by ratować.
W świecie, który często myli miłość z pobłażliwością, a milczenie z tolerancją, potrzebujemy na nowo odkryć sens braterskiego upomnienia. Kościół od wieków uczy, że jest ono jednym z uczynków miłosierdzia względem duszy – wyrazem troski o dobro drugiego człowieka, także jego dobro duchowe i wieczne.
Ks. Grzegorz Wołoch: Miłość czasem wymaga trudnych słów
Biblijne źródła upomnienia
Braterskie upomnienie ma swoje korzenie głęboko w historii zbawienia. Już w Starym Testamencie Bóg przypominał swojemu ludowi, że życie w wierze to nie tylko osobista relacja z Nim, ale także odpowiedzialność za siebie nawzajem. W Księdze Kapłańskiej słyszymy słowa: „Nie będziesz żywił w sercu nienawiści do swego brata. Będziesz upominał bliźniego, aby nie zaciągnąć winy z jego powodu” (Kpł 19,17). Ten fragment pokazuje, że obojętność wobec grzechu bliźniego nie jest neutralnością, ale duchową biernością, która może stać się współudziałem w złu. Miłość prawdziwa nie polega na milczeniu, lecz na trosce – także o duchowy los drugiego człowieka.
Prorocy Starego Przymierza wielokrotnie wzywali Izraela do nawrócenia. Ich słowa bywały twarde, ale kryła się w nich gorąca troska Boga o lud, który kochał. W Księdze Ezechiela Bóg mówi: „Na moje życie – wyrocznia Pana Boga – nie pragnę śmierci występnego, ale raczej, by występny zawrócił ze swej drogi i żył” (Ez 33,11). Upomnienie, nawet surowe, jest więc wyrazem Bożego pragnienia życia, a nie potępienia.
Szara strefa tytoniowa w Polsce 2025: Jak błędna polityka państwa napędza miliardowe straty?
Ks. Grzegorz Wołoch: Miłość czasem wymaga trudnych słów
Nie chodzi o osąd czy wytykanie błędów
W Nowym Testamencie nauka ta nabiera jeszcze głębszego znaczenia. Jezus mówi jasno: „Jeśli brat twój zgrzeszy przeciw tobie, idź i upomnij go w cztery oczy. Jeśli cię usłucha, pozyskałeś swego brata” (Mt 18,15). To „pozyskanie brata” jest istotą całego procesu – nie chodzi o osąd czy wytykanie błędów, lecz o odzyskanie brata dla wspólnoty, dla prawdy i dla Boga.
Apostołowie, idąc za nauką Mistrza, nie wahali się upominać wspólnot, do których pisali. Święty Paweł zachęca Tesaloniczan: „Upominajcie niekarnych, pocieszajcie małodusznych, podtrzymujcie słabych, bądźcie cierpliwi dla wszystkich” (1 Tes 5,14). Z kolei św. Jakub przypomina, że „kto nawróci grzesznika z jego błędnej drogi, wybawi duszę jego od śmierci i zakryje liczne grzechy” (Jk 5,20). Widzimy więc, że braterskie napomnienie jest wpisane w samo serce życia Kościoła jako wspólnoty uczniów Chrystusa – nikt z nas nie idzie do nieba samotnie, lecz wszyscy jesteśmy odpowiedzialni jedni za drugich.
Tak rozumieli to także Ojcowie Kościoła. Święty Augustyn ostrzegał: „Jeśli milczysz, gdy twój brat błądzi, stajesz się jego wrogiem; jeśli go upomnisz z miłością, jesteś przyjacielem”. Święty Jan Chryzostom dodawał: „Nie gorsz się grzechem bliźniego, ale jeśli możesz, powstrzymaj go; jeśli milczysz, stajesz się współwinnym”. Kościół od wieków podkreśla więc, że upomnienie jest nie tylko ludzkim obowiązkiem moralnym, ale i aktem miłości zakorzenionym w samym sercu Ewangelii.
Ks. Jakub Klimontowski: Nie samą sałatą żyje człowiek. Dlaczego chrześcijanin nie musi wstydzić się mięsa?
Ks. Grzegorz Wołoch: Miłość czasem wymaga trudnych słów
Gdy miłość mówi prawdę
Braterskie upomnienie często kojarzy się ludziom z osądem, krytyką albo moralizatorstwem. Wielu boi się tego słowa, bo wydaje się ono zbyt surowe, jakby zarezerwowane dla kaznodziejów z dawnych czasów. A jednak Kościół od wieków przypomina, że prawdziwe napomnienie nie rodzi się z chęci potępienia, ale z miłości. Jest jednym z uczynków miłosierdzia względem duszy: „grzeszących upominać”. Tak jak karmimy głodnych czy odwiedzamy chorych, tak samo troszczymy się o tych, którzy duchowo się pogubili.
Święty Augustyn, który sam przeszedł długą drogę nawrócenia, ujął tę prawdę w słowach: „Ama et fac quod vis” – „Kochaj i czyń, co chcesz”. Chodzi o to, że tylko miłość daje prawo do wypowiadania trudnych słów. Jeśli brakuje miłości, nawet najsłuszniejsze napomnienie staje się oskarżeniem, a nawet może zranić. Jeśli jednak serce jest pełne troski i współczucia, wtedy słowa napomnienia stają się jak lekarstwo – czasem gorzkie, ale przynoszące uzdrowienie.
Religia w szkole. Joanna Rudy: Daliśmy się trochę zastraszyć jako ludzie wierzący [wywiad w-Akcji]
Ks. Grzegorz Wołoch: Miłość czasem wymaga trudnych słów
Prawda i miłość spotykają się w człowieku
Miłość chrześcijańska jest zawsze złączona z prawdą. Święty Paweł w Liście do Efezjan wzywa, by „mówić prawdę w miłości” (Ef 4,15). Te dwa elementy muszą iść razem. Sama prawda bez miłości staje się bronią raniącą serce. Sama miłość bez prawdy zamienia się w obojętność i fałszywe współczucie, które boi się powiedzieć „to jest złe”. Prawdziwe braterskie upomnienie rodzi się więc tam, gdzie prawda i miłość spotykają się w człowieku, który pragnie dobra drugiego – dobra doczesnego, ale przede wszystkim wiecznego.
Miłosierdzie w Biblii nie oznacza jedynie współczucia dla słabości. To aktywna miłość, która pochyla się nad człowiekiem, by podnieść go z upadku. Bóg w całej historii zbawienia nie przestaje upominać swego ludu właśnie dlatego, że jest miłosierny. Prorocy, a potem sam Jezus, nieraz mówią słowa twarde, ale ich celem jest zawsze życie i nawrócenie, nigdy potępienie. Braterskie upomnienie jest więc naśladowaniem samego Boga, który – jak przypomina prorok Ezechiel – „nie chce śmierci grzesznika, lecz by się nawrócił i żył” (Ez 33,11).
Braterskie upomnienie wymaga nie tylko odwagi, ale i wielkiej mądrości. Jezus przestrzega: „Czemu widzisz drzazgę w oku swego brata, a belki we własnym nie dostrzegasz?” (Mt 7,3). To znaczy, że zanim upomnimy kogoś innego, musimy spojrzeć na własne serce i sprawdzić, z jaką intencją to robimy. Napomnienie bez pokory może łatwo zamienić się w oskarżenie, a nie w pomoc.
Ewangelia daje nam kilka prostych zasad. Po pierwsze – modlitwa. Zanim powiemy trudne słowo, prośmy Ducha Świętego, by oczyścił nasze intencje i dał mądrość. Po drugie – dyskrecja. Jezus mówi, by upomnieć „w cztery oczy” (Mt 18,15), bo chodzi o dobro brata, a nie o publiczne zawstydzenie. Po trzecie – miłość i cierpliwość. Prawdziwe napomnienie jest jak lekarstwo: czasem wymaga czasu, zanim przyniesie uzdrowienie.
W praktyce oznacza to: rozmawiajmy w atmosferze szacunku, słuchajmy drugiego człowieka, unikajmy tonu oskarżenia. Napomnienie chrześcijańskie ma być zaproszeniem do nawrócenia, a nie zamknięciem drzwi. Jeśli jest zakorzenione w modlitwie, prawdzie i miłości, wtedy naprawdę staje się narzędziem Bożego miłosierdzia.
Kardynał Kazimierz Nycz: Jeżeli jedna strona jest głucha, to ta druga, choćby nie wiem jak głośno mówiła, głucha nie usłyszy
Ks. Grzegorz Wołoch: Miłość czasem wymaga trudnych słów
Milczenie zabija, słowo ratuje
Dziś braterskie upomnienie staje się szczególnie trudne. Żyjemy w świecie, który mocno akcentuje wolność jednostki i prawo do własnych wyborów. Wielu ludzi uważa, że „nikt nie ma prawa mnie oceniać”, a wszelka krytyka traktowana jest jak zamach na prywatność. W takim klimacie łatwo zrezygnować z upomnienia w imię źle pojętej tolerancji czy fałszywego spokoju.
Tymczasem Ewangelia nie zna miłości obojętnej. Miłość zawsze troszczy się o dobro drugiego – także o jego dobro duchowe. To dlatego Kościół nieustannie przypomina, że upomnienie jest jednym z uczynków miłosierdzia względem duszy. Jest potrzebne również dziś, choć wymaga szczególnej delikatności i roztropności.
W dobie mediów społecznościowych pojawia się jeszcze jedno niebezpieczeństwo: publiczne potępienie zamiast ewangelicznego upomnienia. Internet sprzyja szybkim osądom i ostrym słowom, ale to nie jest droga chrześcijańska. Upomnienie braterskie zawsze odbywa się w miłości, dyskrecji i z troską o godność drugiego człowieka.
Rodzina, parafia, wspólnota modlitewna – to miejsca, gdzie można uczyć się tej sztuki. W małych kręgach zaufania łatwiej mówić prawdę z miłością, łatwiej też przyjąć trudne słowo bez lęku przed oceną. W ten sposób Kościół staje się naprawdę wspólnotą, w której nikt nie jest pozostawiony sam sobie w chwili duchowego kryzysu.
Braterskie upomnienie jest trudne. Wymaga odwagi, miłości i roztropności. Ale milczenie wobec zła nie jest rozwiązaniem. Święty Jan Chryzostom mówił: „Kto upomina, ten leczy; kto milczy, ten zabija”.
Prośmy więc Ducha Świętego o dar mądrości i miłości, byśmy umieli mówić prawdę z sercem pełnym miłosierdzia. By nasze słowa były jak ręka wyciągnięta w stronę błądzącego, a nie kamień rzucony w jego twarz. Bo tylko miłość potrafi naprawdę upominać.
Ks. Grzegorz Wołoch
