Historia OnlyFans to nie tylko opowieść o kontrowersyjnym serwisie, lecz także studium przypadku współczesnej gospodarki cyfrowej. Platforma, która pod rządami Leonida Radvinsky’ego stała się jednym z najbardziej dochodowych przedsięwzięć brytyjskiego internetu, pokazuje brutalną prawdę: rynek sam z siebie nie odróżnia tego, co opłacalne, od tego, co dobre. Jeśli znajduje popyt, technologię i wygodny system płatności, potrafi z wielką skutecznością monetyzować nawet samotność, pożądanie i uprzedmiotowienie człowieka.
Czy wolny rynek potrzebuje sumienia? Lekcja z sukcesu OnlyFans
Od niszowej platformy do maszyny miliardowych wpływów
Skala wzrostu OnlyFans w ostatnich latach jest wręcz szokująca. W roku obrotowym zakończonym 30 listopada 2020 r. platforma przetworzyła 1,703 mld dolarów płatności od użytkowników, miała 82,3 mln kont fanów i 1,618 mln kont twórców. Rok później było to już 4,8 mld dolarów płatności, 187,97 mln fanów i 2,161 mln twórców. W 2022 r. płatności wzrosły do 5,6 mld dolarów, liczba fanów do 238,845 mln, a liczba twórców do 3,182 mln. W 2023 r. spółka raportowała 6,6 mld dolarów płatności, 305,066 mln fanów i 4,118 mln twórców. Najnowsze sprawozdanie, za rok obrotowy 2024, pokazuje dalszy wzrost: 7,2 mld dolarów płatności, 377,456 mln kont fanów i 4,634 mln kont twórców.
To oznacza, że w zaledwie cztery lata liczba fanów wzrosła ponad czterokrotnie, a liczba twórców niemal trzykrotnie. W biznesowym slangu nazywa się to sukcesem skalowalnej platformy. W języku bardziej ludzkim: gigantycznym rynkiem handlu cyfrową intymnością.
Europa bez religii, młodzi z większym lękiem? Niewygodny sygnał z nowego badania
Czy wolny rynek potrzebuje sumienia? Lekcja z sukcesu OnlyFans
Grzech w abonamencie. Ile zarabia platforma, ile właściciel
Równie imponująco wyglądają przychody samej spółki. W 2020 r. Fenix International osiągnął 283 mln dolarów przychodów i 53 mln dolarów zysku przed opodatkowaniem. W 2021 r. przychody wzrosły do 932 mln dolarów, a zysk przed opodatkowaniem do 433 mln dolarów. W 2022 r. było to już 1,090 mld dolarów przychodu i 525 mln dolarów zysku przed opodatkowaniem. Rok 2023 zamknął się wynikiem 1,307 mld dolarów przychodów i 658 mln dolarów zysku przed opodatkowaniem. W roku 2024 przychody sięgnęły 1,413 mld dolarów, a zysk przed opodatkowaniem 684 mln dolarów.
Model jest prosty: „twórcy” otrzymują 80 proc. wpływów, platforma zatrzymuje 20 proc. To właśnie ta prowizja, mnożona przez setki milionów kont i miliardy dolarów płatności, zbudowała fortunę właściciela. Z publicznych doniesień opartych na brytyjskich filingach wynika, że Leonid Radvinsky otrzymał 284 mln dolarów dywidendy za 2021 r., 338 mln dolarów za 2022 r., 472 mln dolarów za 2023 r., a w 2024 r. łączne wypłaty dla właściciela sięgnęły rekordowych 701 mln dolarów. Rynek nagrodził więc nie wynalazek medyczny ani przełom przemysłowy, lecz sprawną komercjalizację erotyki w formule abonamentowej.
Krzysztof Kotowicz: Wytrychem w rodzinę. Wyrok NSA to uchylanie tzw. „okna Overtona”
Czy wolny rynek potrzebuje sumienia? Lekcja z sukcesu OnlyFans
Regiony, geografia i Polska: kto napędza ten biznes
Oficjalne sprawozdania spółki nie podają pełnego rozbicia przychodów według krajów, ale dają pewne tropy. Już w raporcie za 2020 r. firma pisała, że ma fanów w 187 państwach, choć „większość” znajduje się w USA. W 2022 r. wskazywała, że twórcy mieszkają już w ponad 100 krajach. Dane z zewnętrznych narzędzi analitycznych potwierdzają dominację rynku amerykańskiego również w ruchu internetowym: według Semrush w lutym 2026 r. Stany Zjednoczone odpowiadały za 40,96 proc. ruchu na onlyfans.com, Wielka Brytania za 5,97 proc., Meksyk za 4,47 proc., Hiszpania za 3,25 proc., a Niemcy za 3,11 proc. To nie są dane o przychodach, lecz o ruchu, ale dobrze pokazują geograficzne centrum ciężkości platformy.
W przypadku Polski sytuacja jest trudniejsza: nie ma publicznie dostępnych, audytowanych danych o liczbie polskich płacących użytkowników. Są natomiast szacunki wydatków. Według zestawień OnlyFans Wrapped 2025, szeroko cytowanych w mediach i serwisach analitycznych, Polska miała wydać na platformie około 87,26 mln dolarów w 2025 r., wobec 73,25 mln dolarów rok wcześniej, co oznaczałoby wzrost o 19,12 proc. Jeśli ten szacunek jest bliski prawdy, Polska nie jest marginesem zjawiska, lecz zauważalnym rynkiem. Mówiąc brutalnie: także nad Wisłą popyt na cyfrową pornografię ma się całkiem dobrze.
Nie żyje twórca amoralnego biznesu. OnlyFans popularne wśród Polaków
Czy wolny rynek potrzebuje sumienia? Lekcja z sukcesu OnlyFans
OnlyFans to tylko fragment większej branży
Warto jednak widzieć proporcje. OnlyFans jest dziś jednym z najbardziej rozpoznawalnych podmiotów w cyfrowej erotyce, ale nie wyczerpuje całego rynku. Rzecz jasna globalny „rynek erotyczny” nie ma jednej powszechnie obowiązującej definicji, bo część raportów wlicza wyłącznie treści i subskrypcje online, a część dorzuca także sex-shopy, zabawki erotyczne, kluby, kamerkowe transmisje, gadżety, bieliznę i wydarzenia na żywo. Dlatego szacunki się różnią.
Według The Business Research Company globalny rynek adult entertainment był wart 71,63 mld dolarów w 2025 r., wzrósł do 78,1 mld dolarów w 2026 r. i ma dojść do 109,83 mld dolarów do 2030 r.; ten sam raport wskazuje Amerykę Północną jako największy region rynku w 2025 r., a Azję i Pacyfik jako region najszybciej rosnący. Z kolei Technavio szacuje, że sam wzrost rynku w latach 2024–2029 wyniesie 29,3 mld dolarów przy średniorocznym tempie 8,8 proc. To pokazuje rzecz istotną: OnlyFans nie jest anomalią, ale częścią szerokiej, rosnącej gospodarki, która coraz sprawniej ubiera erotykę w język platform, subskrypcji, bezpieczeństwa płatności i „ekonomii twórców”. Innymi słowy, branża nie znika w cieniu — ona po prostu coraz częściej działa przy świetle korporacyjnych reflektorów.
Biskup T. J. Paprocki: Transpłciowość kontra Boży zamysł – gdzie leży prawda?
Czy wolny rynek potrzebuje sumienia? Lekcja z sukcesu OnlyFans
Wolny rynek bez sumienia nie jest neutralny
W tym właśnie miejscu ekonomia styka się z moralnością. Obrona OnlyFans zwykle brzmi podobnie: są chętni „twórcy”, są chętni klienci, jest platforma, która tylko pośredniczy. Niby nic złego się nie dzieje, w większości przypadku nie ma bezpośredniego kontaktu między usługodawcą i usługobiorcą. Ktoś zarabia, ktoś kupuje. Ale taki opis pomija sedno sprawy. Rynek nie jest moralnie samowystarczalny. Nie odróżnia dobra od zła, tylko silny popyt od słabego. Jeśli więc społeczeństwo nie wnosi do gospodarki pojęć takich jak godność osoby, dobro wspólne, odpowiedzialność i granice komercjalizacji, wówczas rynek zaczyna zarabiać również na tym, co człowieka osłabia, a nawet po prostu zniewala. I to po obydwu stronach ekranu.
Sukces OnlyFans pokazuje to dobitnie: można stworzyć niezwykle wydajny model biznesowy oparty na czymś, co podkopuje fundamenty wspólnoty, rodziny, małżeństwa; co nie tworzy prawdziwych relacji, lecz je zastępuje płatną namiastką; co nie leczy samotności, lecz potrafi ją spieniężyć. Z punktu widzenia katolickiej nauki społecznej odpowiedź jest więc dość jasna: wolny rynek jest cennym narzędziem, ale potrzebuje sumienia, kultury moralnej i prawdy o człowieku. Bez tego staje się bardzo sprawną machiną, która potrafi monetyzować nawet to, czego cywilizacja powinna się wstydzić. I właśnie dlatego historia OnlyFans jest czymś więcej niż biznesowym case study. To lekcja o tym, że odcinanie biznesu od wartości chrześcijańskich musi się źle skończyć. Dla wszystkich.
Diana Paulińska: Seksualność to nie tylko akt fizyczny [wywiad w-Akcji]
wAkcji24.pl | Ekonomia | AAN | Źródło: Finacial Times | Ilustracja: Ideogram | 25.03.2025