W sobotę 3 stycznia 2026 r. świat obiegła wiadomość, że prezydent Wenezueli Nicolas Maduro został schwytany przez siły USA i ma stanąć przed sądem federalnym w Nowym Jorku w związku z amerykańskimi zarzutami karnymi. To mocny, sensacyjny finał rządów dyktatora. Ale dla katolickiego czytelnika najważniejsze pytanie brzmi inaczej: co działo się wcześniej, gdy Kościół w Wenezueli upominał się o prawdę, bronił ludzi przed przemocą i głodem, a władza odpowiadała presją, zastraszaniem oraz próbami uciszenia duchownych i wiernych?
Tak kończą ci, którzy walczą z Bogiem: Nicolas Maduro i lata walki z Kościołem w Wenezueli
Dlaczego reżim Maduro zderzył się z Kościołem katolickim w Wenezueli
Konflikt władzy dyktatorskiej jaką sprawował do dzisiaj Nicolas Maduro w Wenezuli z Kościołem wynikał z realnej roli, jaką Kościół katolicki pełnił w kraju pogrążonym w kryzysie: bywał ostatnią instytucją zdolną mówić publicznie o przemocy, bezprawiu i cierpieniu ludzi. W raportach o wolności religijnej odnotowywano, że władze i sprzymierzone z nimi grupy potrafiły reagować nerwowo na kazania i komunikaty biskupów, traktując Kościół jako „polityczną opozycję”. W praktyce oznaczało to mieszankę: od kampanii oskarżeń i presji medialnej, po działania „przyziemne” — administracyjne utrudnienia, lokalne nękanie czy próby tworzenia „wygodnych” kanałów współpracy z wybranymi środowiskami religijnymi. Gdy Kościół mówił o godności człowieka i prawach obywatelskich, reżim odpowiadał logiką kontroli: kto wpływa na sumienia, ten wpływa na społeczeństwo.
Katolicy wracają do centrum polityki USA. Co z Polską?
Tak kończą ci, którzy walczą z Bogiem: Nicolas Maduro i lata walki z Kościołem w Wenezueli
Ataki i zastraszanie: kiedy policja wdziera się do świątyń
Relacja państwa z Kościołem katolickim pod rządami Maduro była w najlepszym razie „zimnym pokojem”, częściej jednak – serią starć. Raporty o wolności religijnej opisują, że przedstawiciele władzy dopuszczali się werbalnych ataków i nękania duchownych, zwłaszcza gdy kazania i listy pasterskie dotykały kwestii społecznych i politycznych.
Do tego dochodziły działania o wymiarze symbolicznym, odbierane przez wielu wierzących jako próba „politycznej religii” – m.in. głośny epizod z promowaniem modlitwy „Our Chávez”, stylizowanej na „Ojcze nasz”, co organizacje monitorujące wolność religijną opisywały jako element propagandy i nacisku kultu jednostki. Ten kontekst tłumaczy, czemu każda publiczna krytyka Kościoła wobec rządu bywała traktowana nie jako głos sumienia, lecz jako „wrogi akt polityczny”.
Nicolas Maduro nie wahał się stosować przemocy wobec księży i wiernych. Wielokrotnie dochodziło do zakłócania zgromadzeń, zastraszania wiernych i przemocy wokół świątyń. W 2019 r. media katolickie opisywały przypadek wejścia oddziałów Gwardii Narodowej do kościoła podczas Mszy w San Cristóbal, w czasie fali protestów.
Szczególnie wymowne są opisy z raportów amerykańskiego Departamentu Stanu: 15 stycznia (raportowany epizod z 2020 r.) grupy sprzyjające władzy miały zaatakować nauczycieli uczestniczących we Mszy przed planowanym protestem w Caracas, rzucając w ludzi m.in. butelkami oraz fekaliami. Raport wskazywał też na przypadki, w których funkcjonariusze służb bezpieczeństwa mieli zastraszać księży krytykujących rząd w kazaniach. W efekcie dla części parafii i wspólnot zwykłe praktyki religijne – procesje, Msze, spotkania – stawały się wydarzeniami „pod obserwacją” tajnych służb, a niekiedy także punktem zapalnym lokalnych napięć.
Tak kończą ci, którzy walczą z Bogiem: Nicolas Maduro i lata walki z Kościołem w Wenezueli
Administracyjne kneblowanie Kościoła: prawo, papiery, pozwolenia i „mowa nienawiści”
Presja nie zawsze musi być gazem łzawiącym. Często skuteczniejsza bywa biurokracja. Reżim Nicolasa Maduro tworzył takie zjawiska jak niepewność wizowa, utrudnianie pracy duchownym z zagranicy, zniechęcanie do inicjatyw społecznych, ciągłe podnoszenie kosztów funkcjonowania parafii.
Z perspektywy duszpasterskiej szczególnie dotkliwe były także rozwiązania czysto administracyjne: utrudnienia w przedłużaniu pozwoleń pobytowych duchownych i personelu religijnego czy koszty powiązane z wymuszonym „turystycznym” trybem wjazdu. Mechanizm bywał prosty: nie trzeba zamykać kościoła – wystarczy sprawić, by jego funkcjonowanie stawało się coraz bardziej kruche, zależne od decyzji urzędników i kaprysu lokalnej władzy.
Dochodził do tego element prześladowań prawnych: analizy opisywały, że ustawa o mowie nienawiści (Anti-Hate Law) bywała wykorzystywana przecowko duchownym, bo pozwalała interpretować krytykę władzy jako „podżeganie”. Przykładem „prawnego dociskania śruby” przez reżim Maduro była sprawa jezuity o. Alfredo Infante SJ, dyrektora obszaru praw człowieka w Centro Gumilla, który wraz z działaczem Marino Alvarado (PROVEA) został objęty pozwem o zniesławienie złożonym w maju 2022 r. przez gubernatora stanu Carabobo, Rafaela Lacavę. Według Amnesty International, pozew był reakcją na raport organizacji powiązanych z Infante i Alvarado, w którym opisano możliwe pozaprawne egzekucje w Carabobo oraz domagano się pełnego śledztwa – w tym badania odpowiedzialności w „łańcuchu dowodzenia”.
Sprawa miała znaczenie szersze niż spór o dobre imię: w ocenie organizacji praw człowieka takie postępowania miały działać odstraszająco na duchownych i świeckich, którzy publicznie piętnują nadużycia władzy. Ostatecznie 22 czerwca 2022 r. strony zawarły ugodę, w wyniku której gubernator wycofał pozew przeciwko obu obrońcom praw człowieka.



