W Teksasie Biblia ma stać się jedną z obowiązkowych lektur w szkołach publicznych. Decyzja tamtejszej Rady Edukacji wywołała burzę, bo dotyka najgorętszego dziś sporu: czy szkoła ma przekazywać dzieciom kod kulturowy, z którego wyrosła cywilizacja Zachodu, czy udawać, że można wychować człowieka bez pamięci, korzeni i duchowego alfabetu?
Amerykanie wracają do Kościoła. To nie moda, ale głód sensu
Teksas stawia Biblię na szkolnej półce
Jak podała Niezależna.pl, powołując się na Reutersa, Rada Edukacji stanu Teksas zatwierdziła listę lektur obowiązkowych dla uczniów szkół publicznych. Wśród tekstów znalazły się również fragmenty Biblii. Decyzja zapadła stosunkiem głosów 9 do 5, a nowe zasady mają obowiązywać od 2030 roku i objąć ponad 5 milionów uczniów.
Nie chodzi przy tym — warto podkreślić — o zastąpienie całej edukacji literackiej katechezą. Teksańska lista lektur jest obszerna i obejmuje także klasykę literatury oraz inne teksty kultury: bajki Ezopa, opowieści o rdzennych mieszkańcach Ameryki czy dziecięcą wersję „Don Kichota”. Biblia pojawia się więc nie jako jedyny punkt programu, ale jako jeden z fundamentów rozumienia świata, języka, historii, moralności i literatury.
Zwolennicy decyzji podkreślają, że to powrót do podstawowych zasad judeochrześcijańskich, które mają znaczenie historyczne i cywilizacyjne. Krytycy odpowiadają, że obecność Biblii w szkołach publicznych może naruszać konstytucyjną zasadę rozdziału państwa od religii.
Bp Marek Mendyk: Nie tylko czytamy Słowo, ale Ono również czyta nas
Teksas wpisuje Biblię do szkoły. A Polska wymazuje własny kod kulturowy?
Liturgia, tradycja i dwutysiącletnia pamięć
W debacie publicznej Biblia bywa redukowana do prywatnej księgi wierzących. Tymczasem to jeden z najważniejszych tekstów kultury Zachodu. Bez Biblii nie da się poważnie rozumieć literatury, malarstwa, muzyki, prawa, języka politycznego ani nawet codziennych powiedzeń. Człowiek, który nie zna biblijnych obrazów, pojęć i historii, porusza się po europejskiej kulturze jak turysta bez mapy — jest zagubiony i obcy.
Na wAkcji24.pl przypominaliśmy w tekście „Dlaczego warto czytać Biblię? Księga, która tłumaczy człowieka i naszą cywilizację”, że Biblia nie jest jedynie zabytkiem dawnej kultury. To tekst, który uczy rozumienia człowieka, porządkuje doświadczenie, odsłania mechanizmy władzy, konfliktu, winy, przebaczenia i nadziei.
Dlatego jej obecność w szkole można uzasadniać nie tylko religijnie, ale także humanistycznie. Uczeń, który poznaje Biblię, zyskuje narzędzie do rozumienia sztuki, literatury i historii. Wie, czym jest Kainowa zazdrość, Dawidowa odwaga, Salomonowa mądrość, Hiobowe cierpienie, syn marnotrawny, dobry Samarytanin, wieża Babel czy Apokalipsa. Bez tego język cywilizacji staje się coraz bardziej płaski, a rodzima kultura staje się niezrozumiała.
Teksas wpisuje Biblię do szkoły. A Polska wymazuje własny kod kulturowy?
Słowo, które czyta człowieka
W artykule opublikowanym na wAkcji24.pl Biskup Świdnicki Marek Mendyk przypominał, że „Biblia nie jest jedynie księgą do czytania. Ona jest wydarzeniem, w które mamy zaangażować całe nasze życie”. Pada tam również zdanie niezwykle ważne: „my nie tylko czytamy Słowo, ale Ono również czyta nas”.
To jest klucz do zrozumienia, dlaczego Biblia budzi tak duże emocje. Nie jest neutralnym tekstem, który można odłożyć po sprawdzianie i zapomnieć. Ona stawia pytania. O sumienie, odpowiedzialność, winę, przebaczenie, sprawiedliwość, miłość, prawdę i granice władzy. Nie daje się łatwo zamknąć w muzealnej gablocie, bo wciąż dotyka spraw żywych.
Bp Marek Mendyk pisał także, że Słowo jest jak ziarno rzucone w ziemię, które wydaje życie. To bardzo ważne w kontekście szkoły. Edukacja nie polega przecież tylko na dostarczaniu informacji. Gdyby tak było, wystarczyłoby wręczyć dziecku tablet, dostęp do internetu i powiedzieć: „radź sobie, młody człowieku”. Szkoła ma formować rozum, wyobraźnię moralną, zdolność odróżniania dobra od zła, prawdy od manipulacji, wolności od samowoli.
Biblia przez wieki była jednym z najważniejszych narzędzi takiej formacji. Kolejne pokolenia wracały do niej jak do źródła, które nie wysycha nawet wtedy, gdy świat wokół urządza kolejną wielką promocję na duchową pustkę.
Teksas wpisuje Biblię do szkoły. A Polska wymazuje własny kod kulturowy?
Spór o Teksas jest sporem o pamięć
Amerykańska debata wokół Teksasu pokazuje szerszy problem Zachodu. Jedni mówią: szkoła powinna być neutralna światopoglądowo. Drudzy odpowiadają: pełna neutralność jest fikcją, bo każda edukacja przekazuje jakąś wizję człowieka. Jeśli nie będzie to wizja zakorzeniona w tradycji judeochrześcijańskiej i klasycznej kulturze, jej miejsce zajmie inny zestaw założeń — często podawany nie jako ideologia, lecz jako „nowoczesność”.
Czy młody człowiek ma znać źródła własnej cywilizacji? Czy ma rozumieć, dlaczego godność osoby ludzkiej, przebaczenie, odpowiedzialność, miłosierdzie, wolność sumienia i ograniczenie władzy mają w naszej kulturze tak wielkie znaczenie?
Oczywiście można uczyć Biblii źle: nachalnie, płytko, instrumentalnie. Ale można też uczyć jej mądrze: jako wielkiego tekstu religijnego, literackiego, moralnego i cywilizacyjnego. Wtedy jest ona kluczem do rozumienia świata.
Teksas wpisuje Biblię do szkoły. A Polska wymazuje własny kod kulturowy?
Polska idzie w przeciwną stronę?
Na tym tle szczególnie wymownie wygląda sytuacja w Polsce. Podczas gdy Teksas wpisuje Biblię do szkolnego kanonu, u nas wraca dyskusja o ograniczaniu listy lektur i marginalizowaniu religii w szkole. Na wAkcji24.pl pisaliśmy o burzy wokół kanonu lektur w polskiej szkole podstawowej: propozycja, by skasować sztywną listę lektur w klasach IV–VI i ograniczyć obowiązkowe dzieła w klasach VII–VIII do zaledwie kilku tytułów, wywołała zasadnicze pytanie o to, czy nie podcina się młodym Polakom dostępu do kodu kulturowego opartego na Biblii, polskiej historii i klasyce literatury. Równocześnie w tekstach wAkcji24.pl dotyczących religii w szkole przypominano stanowisko, że lekcje religii nie są przywilejem, lecz prawem wierzących uczniów i rodziców, oraz ostrzegano przed „strategią salami”: stopniowym ograniczaniem obecności treści chrześcijańskich w edukacji. I tu właśnie widać paradoks: za oceanem większa część Ameryki uznaje, że bez Biblii szkoła traci jeden z fundamentów formacji, a w Polsce — kraju ochrzczonym, opisanym, wyśpiewanym i opowiedzianym językiem biblijnym — coraz częściej zachowujemy się tak, jakby własną tradycję trzeba było po cichu wynosić tylnymi drzwiami. I to mimo naszej niemal powszechcnej fascynacji Stanami Zjednocznonymi i kulturowej „amerykanizacji”…
wAkcji24.pl | Wiara | Źródło: Niezalezna.pl | Fot. Lewis Ashton | 30.06.2026



