Bp Ignacy Dec: Żyjemy w epoce nazywanej cywilizacją techniczną: w ostatnich dziesięcioleciach dokonała się rewolucja naukowo-techniczna, a na czele dyscyplin stanęły nauki politechniczne. Dostarczają one coraz doskonalszych narzędzi, dzięki którym człowiek opanowuje świat i organizuje sobie wygodniejsze życie. Zarazem jednak historia XX i początków XXI wieku pokazuje, że owoce nauki i techniki wykorzystywano do zabijania na wojnach, a w czasie pokoju ich skutkiem bywa alienacja, uzależnienia i frustracje.
Stąd słuszny postulat humanizacji nauki i ściślejszego powiązania jej z etyką. Św. Jan Paweł II pytał w „Redemptor hominis”, czy osiągnięcia techniki idą w parze z postępem moralnym człowieka, czy też prowadzą do jego degradacji.
Unijna ofensywa przeciw życiu. COMECE ostrzega przed inicjatywą „My Voice, My Choice”
Znamiona cywilizacji naukowo-technicznej
Wszyscy widzimy, jak nauka i technika zmieniły oblicze świata: od lotów kosmicznych po codzienny komputer i telefon. Trudno wyobrazić sobie życie bez samochodu, samolotu, radioodbiornika, telewizora, Internetu czy inteligentnych systemów wspierających pracę i komunikację. Działalność ta wpisuje się w biblijny mandat: „Czyńcie sobie ziemię poddaną” (Rdz 1,28). Dzisiejsza cywilizacja techniczna wyrosła na kartezjańskim kulcie rozumu oraz mechanistycznej fizyce Newtona. Promowanie matematycznego przyrodoznawstwa zrodziło głęboką technizację nauki i „unaukowienie” techniki: od Kartezjusza jesteśmy świadkami coraz ściślejszego wiązania teorii z doskonaleniem narzędzi. W XIX i XX wieku nauka i jej „dorodna córka” – technika – wyostrzyły ludzki wzrok i słuch, wzmocniły sprawność ręki, a w obliczeniach częściowo zastąpiły rozum.
Zmieniły się też proporcje w życiu społeczno-gospodarczym. Szczególnie jaskrawo widać to w rolnictwie, które niegdyś było podstawą cywilizacji i głównym sektorem zatrudnienia. Dziś w wielu krajach wysoko rozwiniętych pracuje w nim ledwie ułamek społeczeństwa, a mimo to produkuje ono żywność dla milionów. Jak już pod koniec XX wieku notował A. Toffler, amerykańskie farmy były w stanie wyżywić ok. 200 mln mieszkańców USA oraz co najmniej 160 mln ludzi poza krajem, choć w rolnictwie zatrudnionych było ok. 5% ludności. To miara skali i efektywności technicznego postępu.
Rozwój przyniósł więc niekwestionowane dobrodziejstwa. Równocześnie pojawiły się negatywne symptomy, które domagają się diagnozy, terapii i profilaktyki.
Unijna ofensywa przeciw życiu. COMECE ostrzega przed inicjatywą „My Voice, My Choice”
Objawy i przyczyny kryzysu postępu technicznego
Już w 1976 r., podczas VI Wrocławskich Dni Duszpasterskich, kard. Franz König mówił o kryzysie rozwoju cywilizacyjnego i o granicach postępu. Granice zewnętrzne wyznacza ograniczony zasób surowców oraz skażenie środowiska. Groźniejsze są jednak granice wewnętrzne: alienacja, rozpad więzi, narastające poczucie bezsensu, stres, samobójstwa, narkomania, choroby nowotworowe. Te zjawiska domagają się wskazania przyczyn i zastosowania środków zaradczych.
Jedną z najważniejszych przyczyn jest utożsamienie samej zdolności produkowania coraz lepszych narzędzi z istotą „naukowości”. Odwracając się od klasycznego celu nauki – poznawania i kontemplacji prawdy, zwłaszcza prawdy o człowieku i sensie jego życia – badania redukuje się do wytwarzania użyteczności. W konsekwencji człowieka traktuje się narzędziowo: w naukach biologicznych i społecznych, w polityce oraz gospodarce. U podstaw błąd ten wspiera fałszywa dyrektywa: „należy robić wszystko, co jest technicznie możliwe”. Jej przyjęcie prowadzi do wyniszczenia środowiska i nowych form zniewolenia, bo techniczna wykonalność nie jest równoznaczna z moralną dopuszczalnością.
Najnowsza historia pokazuje paradoks: zyskując dzięki technice coraz większą władzę nad przyrodą, człowiek nie staje się automatycznie szczęśliwszy ani dojrzalszy moralnie. Postęp techniczny nie idzie w parze z postępem etycznym. Nic dziwnego, że św. Jan Paweł II ostrzegał przed „technokratycznym” systemem, który absolutyzuje innowację i tempo zmian, a ignoruje pytanie o dobro osoby. Dlatego rozwój techniki – i naznaczony nią rozwój całej cywilizacji – domaga się proporcjonalnego rozwoju moralności. Innymi słowy: etyka musi wyprzedzać i korygować technikę.
Unijna ofensywa przeciw życiu. COMECE ostrzega przed inicjatywą „My Voice, My Choice”
Dlaczego etyka przed techniką?
Technika jest, wzmocnionym przez naukę, sposobem działania człowieka. Całe zaś ludzkie działanie podlega ocenie moralnej. Człowiek jest jedynym „miejscem” stawania się rzeczywistości etycznej: każdy jego czyn – dobry czy zły – pozostawia w nim trwały „osad”. To działający podmiot nabiera określonej jakości moralnej w zależności od tego, jakie czyny spełnia. Dlatego pierwszym skutkiem czynu jest skutek „wsobny” (w samym sprawcy), a dopiero potem skutek „przechodni” (w wytworzonym przedmiocie czy zewnętrznym świecie). Stąd wynika prymat działania wsobnego nad każdym wytworem techniki czy sztuki.
Wytwory – choćby najbardziej imponujące – same w sobie nie mają kwalifikacji moralnej. Moralność dotyczy wyłącznie czynów i osób. Zdobycze naukowo-techniczne nie są więc dobrem etycznym „z natury”: stają się dobre lub złe o tyle, o ile służą dobrym lub złym celom. Nowy, komfortowy samolot, komputer czy skalpel, podobnie jak mina, karabin albo bomba, nie są ani dobre, ani złe – dopiero sposób ich użycia, osadzony w intencjach i okolicznościach, zyskuje ocenę moralną. Kluczowe pytanie brzmi zatem: czy niewątpliwym sukcesom w sferze skutków „przechodnich” (nauka, technika, sztuka) towarzyszy postęp w sferze skutków „nieprzechodnich”, czyli w rozwoju moralnym człowieka? Doświadczenie podpowiada, że nie zawsze. Stąd papieskie przypomnienie o prymacie kultury duchowej: nauka i technika kształtują nie tylko świat, ale przede wszystkim człowieka, który nimi się posługuje.
Unijna ofensywa przeciw życiu. COMECE ostrzega przed inicjatywą „My Voice, My Choice”
Bp Ignacy Dec: Chodzi o to, aby geniusz ludzki – zdolny do kreowania zdumiewających rozwiązań – pozostawał w służbie prawdy i dobra.
Jak urzeczywistnić ten prymat? W świetle nauczania św. Jana Pawła II warto przyjąć dwie dyrektywy.
Po pierwsze, nauka powinna być nastawiona przede wszystkim na poznanie prawdy – o świecie, o człowieku i o Bogu. Papież mówił do uczonych, że poszerzanie i pogłębianie wiedzy jest dla człowieka prawdziwym postępem o tyle, o ile zbliża do prawdy. Nieskrępowane poszukiwanie prawdy dla niej samej stanowi jedną z najszlachetniejszych prerogatyw osoby. Owa orientacja na prawdę jest równocześnie wyrazem podmiotowości człowieka: tylko istota zdolna do obiektywizacji i rozumienia rzeczy może być rzeczywistym podmiotem, a nie jedynie trybikiem w machinie użyteczności. Zawężenie nauki do kryterium „przydatności” grozi zreifikowaniem osoby i utratą jej godności.
Po drugie, prymat etyki musi być zachowany w sferze zastosowań. Wyniki badań i narzędzia opanowywania natury nie mogą służyć celom przeciwnym dobru ludzkości; nie powinny prowadzić do degradacji, lecz do autentycznego rozwoju. Naczelnym kryterium postępu jest dobro widziane w świetle pełnej prawdy o człowieku. Skoro na etapie twórczym żądamy wierności prawdzie, to na etapie wdrożeń konieczna jest wierność dobru, które w tej prawdzie rozpoznajemy. Tym dobrem jest przede wszystkim dobro osoby: jej życie, godność, wolność, zdolność do relacji i samospełnienia.
Prymat etyki przed techniką nie oznacza hamowania badań, lecz ich oczyszczenie i ukierunkowanie. Chodzi o to, aby geniusz ludzki – zdolny do kreowania zdumiewających rozwiązań – pozostawał w służbie prawdy i dobra. Wtedy nauka i technika będą prawdziwym dobrodziejstwem: pomogą człowiekowi „czynić ziemię poddaną” bez jej niszczenia i bez krzywdzenia bliźnich, a zarazem będą kształtować samego człowieka tak, by wytwory jego rąk i umysłu służyły osobie, a nie osoba – wytworom.
Bp Ignacy Dec
wAkcji24.pl | Opinie | KRK | Zródło: Miesięcznik Katolicki „w-Akcji” | Ilustracja: Ideogram | 4.01.2026



