Przez dziesięciolecia biografowie powtarzali, że twórca „Psychozy” na starość odwrócił się od Kościoła i odmówił sakramentów. Nowe świadectwa, zebrane przy okazji książki „A Century of Hitchcock” (Wiek Hitchcocka), rysują zupełnie inny obraz. Jak pisze na łamach „The Catholic Herald” jej autor Tony Lee Moral, więź reżysera z katolicyzmem — choć nie zawsze wyrażana regularną praktyką — przetrwała do końca jego życia.
Ostatni kadr Hitchcocka. Mistrz suspensu nie porzucił wiary
Mistrz suspensu z katolickiego East Endu
Film „Zmartwychwstały” – w poszukiwaniu Jezusa
Ostatni kadr Hitchcocka. Mistrz suspensu nie porzucił wiary
Wina, sumienie, odkupienie — teologia w kadrze
Choć słynął z mrożących krew w żyłach intryg, Hitchcock raz po raz wracał do tematów głęboko katolickich: winy, sumienia, przebaczenia i odkupienia. Depesza „The Catholic Herald” wskazuje na cztery obrazy, w których widać to szczególnie wyraźnie — „Wyznaję”, „Niewłaściwy człowiek”, „Zawrót głowy” i „Marnie”.
W „Wyznaję” ksiądz związany tajemnicą spowiedzi zostaje oskarżony o morderstwo, którego nie popełnił, i milczy, choć mógłby się oczyścić. W „Niewłaściwym człowieku” — opartym na faktach — niewinnie podejrzany bohater odnajduje ratunek w modlitwie. W „Zawrocie głowy” i „Marnie” reżyser drążył z kolei obsesję, lęk i próbę odkupienia przez miłość, pokazując bohaterów rozdartych między pragnieniem a poczuciem winy. Reżyser, który potrafił przerazić widza jak nikt inny, przez całe życie opowiadał o człowieku uwikłanym w winę i szukającym odkupienia — o sprawach, których nauczył się w kościelnej ławce.
Ostatni kadr Hitchcocka. Mistrz suspensu nie porzucił wiary
Msza w domu w Bel Air
Utrwalony pogląd o utracie wiary spopularyzował m.in. biograf Donald Spoto, według którego reżyser oddalił się od Kościoła i przed śmiercią odmówił przyjęcia sakramentów. Najnowsze relacje świadków przeczą jednak tej interpretacji — stwierdza Tony Lee Moral.
Autor „A Century of Hitchcock” przywołuje wspomnienia o. Marka Henningera SJ, który w ostatnich miesiącach życia reżysera wraz z o. Tomem Sullivanem SJ odprawiał Mszę św. w jego domu w Bel Air. W liturgii uczestniczyła także żona twórcy, Alma Hitchcock — jego najbliższa współpracowniczka i powierniczka przez ponad pół wieku małżeństwa. Obraz starego, schorowanego mistrza kina przyjmującego Eucharystię we własnym salonie trudno pogodzić z legendą o człowieku, który zerwał z wiarą.
Dodatkowego światła dostarcza korespondencja z wnuczką reżysera. Jak wynika z jej relacji, Hitchcock uważał się za katolika i dbał o religijne wychowanie rodziny. Nalegał, aby wnuki uczestniczyły w niedzielnej Mszy św., a podczas jednego z pobytów sam zawiózł je do kościoła — mimo że na co dzień nie prowadził samochodu. To mówi więcej niejedna deklaracja: człowiek, który nie siadał za kierownicą, zrobił wyjątek, by dzieci zdążyły na liturgię.
Świadectwo potwierdził dominikanin o. Nicholas Ingham OP, który po publikacji artykułu Henningera w 2012 roku przekazał własne wspomnienia. Według niego córka reżysera, Patricia Hitchcock O’Connell, mówiła, że dziadek regularnie zabierał wnuki do kościoła Dobrego Pasterza w Beverly Hills. Ingham zakwestionował też rozpowszechnioną opinię o rzekomej niechęci Hitchcocka do duchowieństwa, wskazując na jego wieloletnią przyjaźń z jezuitą, o. Josephem O’Donnellem SJ.
Ostatni kadr Hitchcocka. Mistrz suspensu nie porzucił wiary
Nie spektakularne nawrócenie, lecz cicha wierność
Zdaniem o. Henningera obraz Hitchcocka jako człowieka, który całkowicie porzucił wiarę, jest nadmiernym uproszczeniem. Ostatnie lata życia reżysera nie były historią spektakularnego nawrócenia, lecz pogłębiania przekonań obecnych od młodości. Cicha, niekiedy niewidoczną dla świata wierność, która przetrwała lata sławy, sukcesów i słabości, jest ciągle niedocenianą wartością, wobec spektakularnych nawróceń.
Alfred Hitchcock zmarł 29 kwietnia 1980 roku w wieku 80 lat, zaledwie kilka miesięcy po tym, jak królowa nadała mu tytuł szlachecki. Zgodnie z jego wolą katolicka ceremonia pogrzebowa odbyła się w kościele Good Shepherd w Beverly Hills — tym samym, do którego przez lata przywoził wnuki — w gronie rodziny, przyjaciół i współpracowników. Reżyser, który przez całe życie fascynował się granicą między winą a łaską, odszedł tak, jak żył: z Kościołem.


