Od kilku tygodni media epatują nas komunikatami o „aferze Szpitala Południowego” albo uspokajają, że tej „afery” nie ma i wszystko jest w jak najlepszym porządku. W zależności od tego, w którą stronę zwracamy wzrok i słuch, słyszymy wzajemnie wykluczające się przekazy. A przecież nie ma dwóch prawd.
Krzysztof Kotowicz: Nie ma dwóch prawd w jednej sprawie – pomiędzy wiarą w polityce a wiarą w politykę
Krzysztof Kotowicz: Włosy stają dęba i gęsia skórka nie ustępuje nikomu o normalnej psychice
Gdy słyszymy lub czytamy o lekarzu mającym pracować 18 godzin na dobę i odpowiadającym za bezpieczeństwo pacjentów w jednym z najbardziej newralgicznych punktów lecznicy, jakim zawsze i wszędzie jest szpitalny oddział ratunkowy (w skrócie: SOR), łapiemy się za głowę. Sowite wynagrodzenie medyka może wywoływać kontrowersje, ale nie to sugeruje największe wątpliwości. Obawiać się trzeba o jakość serwisu medycznegoi to niezależnie od tego, czy ktoś czekał w kolejce kilka godzin czy… kilka minut. Tym bardziej, że lekarz, który stał się negatywnym bohaterem publicznych doniesień nie dysponował specjalizacją wymaganą do tego rodzaju pracy, nie miał też z racji młodego wieku dużego doświadczenia. Poza tym był bardzo aktywny politycznie, a więc poświęcał dużą część swojego czasu na zajęcia poza służbą zdrowia, ale również wymagające przygotowania, rzetelności i odpowiedzialności, co ocenić mogą jego wyborcy, bo był radnym.
Dodając do opisanego wyżej, co najmniej niepokojącego, procederu informacje o postępowaniach prokuratorskich w sprawie fałszowania aktów zgonów w rzeczonym warszawskim szpitalu oraz ujawnione kilka dni temu koszmarne praktyki, do jakich miało dochodzić w tamtejszym prosektorium, mamy ponury (może nawet makabryczny) obraz okoliczności, z których można się pod nosem uśmiechać, gdyby były scenariuszem horroru lub thrillera. Jeśli jednak stają się suspensem w realnej rzeczywistości, włosy stają dęba i gęsia skórka nie ustępuje nikomu o normalnej psychice.
Pierwsza transkrypcja aktu „małżeństwa” jednopłciowego w Polsce. Problem staje się poważny
Krzysztof Kotowicz: Nie ma dwóch prawd w jednej sprawie – pomiędzy wiarą w polityce a wiarą w politykę
Krzysztof Kotowicz: Słynny ostatnio szpital w Warszawie staje się synonimem wszystkiego, co najgorsze
W latach 80. ubiegłego wieku (!!!) oglądałem film „Szpital Britannia”. Tytułowy szpital szykuje się do otwarcia nowego oddziału, a na to wydarzenie ma przybyć brytyjska królowa. Wydarzenie wisi jednak na włosku z powodu strajku personelu pomocniczego niezadowolonego z wymagań pacjentów z sektora prywatnego oraz koczujących pod szpitalem demonstrantów, którzy protestują przeciwko leczeniu w placówce groźnego afrykańskiego satrapy. Film utrzymany jest w konwencji czarnego humoru. W zamyśle twórców był jednocześnie satyryczną krytyką ówczesnego systemu publicznej opieki zdrowotnej w Wielkiej Brytanii, ale też gorzką diagnozą stanu państwa. Angielscy politycy uznali tę produkcję za wywrotową i szybko zdjęto ją z ekranów kin. Być może dlatego oglądać można było ten film w Polsce rządzonej wówczas przez komunistów, którzy bezrefleksyjnie uznawali za dobre dla ich propagandy, to co było odrzucane na Zachodzie.
Na ekranie widzimy postępujący z minuty na minutę chaos w funkcjonowaniu szpitala. Mnożą się mistyfikowane zabiegi lekarzy, nie są przestrzegane żadne procedury. Działania ratownicze są wymuszane i splatają się z rozmaitymi eksperymentami medyków, pielęgniarzy oraz podejmowanymi przez pacjentów i ich rodziny próbami ratowania życia czy zdrowia. Obie strony (medycy i pacjenci) praktycznie stają się rywalami i podstępami lub presją wymuszają przeróżne decyzje. Surrealizm i absurd mieszają się z bezwzględnością, rozpacz jest deptana śmiechem, a bezsilność uważana jest za bezbronność.
Przypomnę, że film jest jednocześnie drastycznym opisem kondycji (w zasadzie rokowaniem zapaści) publicznej służby zdrowia oraz metaforą procesu upadku państwa, w którym nie liczą się reguły prawa i wartości moralne przegrywające z atawizmem w postaci argumentu siły oraz przewagi wpływów. Wiele wskazuje na to, że tragikomiczna opowiastka wymyślona ponad 40 lat temu nad Tamizą, replikuje się nad Wisłą, ale nie jako sequel filmu, lecz jako stan faktyczny. Słynny ostatnio szpital w Warszawie staje się synonimem wszystkiego, co najgorsze, a nawet upiorne nie tylko w warstwie funkcjonowania publicznej opieki zdrowotnej, ale na poziomie funkcjonowania państwa.
O niewydolności publicznej służby zdrowia w Polsce mówi się i… co z tego wynika? O zapaści państwa w każdej sferze życia publicznego i gospodarczego mówi się i… co z tego wynika?
Krzysztof Kotowicz: Nie ma dwóch prawd w jednej sprawie – pomiędzy wiarą w polityce a wiarą w politykę
Krzysztof Kotowicz: Dwaj papieże mówią o tym samym
Kościół w Polsce, który na przestrzeni całego powojennego okresu panowania totalitarnego systemu wielokrotnie stawał w obronie praw człowieka i praw narodu, także i teraz, w warunkach demokracji, pragnie sprzyjać budowaniu życia społecznego, w tym również regulującego je porządku prawnego, na mocnych podstawach etycznych. Temu celowi służy przede wszystkim wychowywanie do odpowiedzialnego korzystania z wolności zarówno w jej wymiarze indywidualnym, jak społecznym, a także – jeśli zachodzi taka potrzeba – przestrzeganie przed zagrożeniami, jakie mogą wynikać z redukcyjnych wizji istoty i powołania człowieka i jego godności. Należy to do ewangelicznej misji Kościoła, który w ten sposób wnosi swój specyficzny wkład w dzieło ochrony demokracji u samych jej źródeł.
Cytowane wyżej słowa wypowiedział św. Jan Paweł II w Sejmie Rzeczypospolitej Polskiej 11 czerwca 1999 r. O tym samym, choć innymi słowami oraz w innych okolicznościach 8 czerwca 2026 r. mówił w hiszpańskim Kongresie Deputowanych papież Leon XIV.
W tej Sali Posiedzeń światło dzienne wpada przez świetlik wieńczący salę. To światło przychodzące z góry może przypominać, że również polityka potrzebuje uznać istnienie miary, która ją poprzedza i przekracza. Także malowidła przedstawiające – w górnej części głównej ściany – przyjęcie Ewangelii i Dekalogu przypominają coś zasadniczego. Nie mieszając porządku politycznego z religijnym, znaki te zachęcają do uznania, że nowoczesna wolność została przygotowana również przez długotrwałe wychowanie sumienia, głęboko naznaczone tradycją chrześcijańską. W tej wewnętrznej szkole narody uczyły się, że prawo powinno służyć dobru, że sprawiedliwość wyznacza granice sile, że władza potrzebuje legitymacji, że ubodzy są pełnoprawnymi członkami wspólnoty, że cudzoziemca należy przyjmować z poszanowaniem jego godności oraz że życie ludzkie nigdy nie może być traktowane jak towar. Ustawa nie osiąga swojej prawdziwej wielkości jedynie dlatego, że została formalnie uchwalona; osiąga ją dopiero wtedy, gdy – oprócz formalnej ważności – potrafi stanąć wobec godności osoby ludzkiej i wyjść z tej próby bez wstydu.
Krzysztof Kotowicz: Nie ma dwóch prawd w jednej sprawie – pomiędzy wiarą w polityce a wiarą w politykę
Krzysztof Kotowicz: Kościół nie tylko ma prawo, ale ma też obowiązek udziału w życiu publicznym
Pisząc w dwóch poprzednich publikacjach na łamach portalu wAkcji24.pl o polityce oraz potrzebie stosowania w niej moralności i logiki, wskazać chciałem trzeci wektor. Jest nim wiara.
Wiara bywa częstokroć stawiana w sporze z polityką lub jest od niej separowana. Wiemy o jej kwestionowaniu i ośmieszaniu. Te stereotypy wykute przez ideologicznych i praktycznych „osobistych wrogów Pana Boga” podważają kluczową – moim zdaniem – i obiektywnie związaną integralnie z człowieczeństwem sferę transcendencji uzdalniającą do postrzegania każdej osoby i całego świata w perspektywie sięgającej najdalej. Żeby nie powiedzieć wprost i z pozycji chrześcijańskich: w nieskończoność.
Kościół nie tylko ma prawo, ale ma też obowiązek udziału w życiu publicznym. Może i powinien formułować stanowisko w każdej kwestii definiującej pozycję człowieka w społeczeństwie. Nie może i nie powinien milczeć tam, gdzie jawnie lub skrycie krzywdzony jest człowiek. Wymaga to zarówno rozeznania, jak i odwagi. To jest przede wszystkim domena świeckich katolików, choć sutanna i habit nie pozbawiają praw obywatelskich, a wręcz oczekujemy – jako świeccy – aby nasi przewodnicy duchowi przypominali nam, że „światło dzienne wpada przez świetlik” (Leon XIV) i aby nie zapominali, że ich misją jest „przestrzeganie przed zagrożeniami, jakie mogą wynikać z redukcyjnych wizji istoty i powołania człowieka i jego godności.” (św. Jan Paweł II).
Krzysztof Kotowicz: Nie ma dwóch prawd w jednej sprawie – pomiędzy wiarą w polityce a wiarą w politykę
Krzysztof Kotowicz: Coraz częstsza jest emancypacja polityki od zwykłych ludzi i nierzadka alienacja polityków od wyborców
Kilka miesięcy temu, w trakcie Sudeckiego Forum Inicjatyw 2025 przysłuchiwałem się ciekawej debacie. Jej hasło było prowokujące: „Polacy i katolicyzm – zajmiemy się polityką, czy polityka zajmie się nami”. Troje dyskutantów, w tym jeden ksiądz, gorąco rozprawiali o przenikaniu polityki w codzienność i o nikłym wpływie codzienności na politykę. Trudno było mieć wątpliwość, że coraz częstsza emancypacja polityki od zwykłych ludzi i nierzadka alienacja polityków od wyborców, dają się we znaki przede wszystkim szarym obywatelom (nomen omen robionych „na szaro” przez tzw. elity klasy politycznej).
Konkluzja konwersacji byłaby pesymistyczna, gdyby nie wypowiedź duchownego. Ks. Tadeusz Faryś, związany swoją biografią z ruchem Solidarności, podzielił się osobistym doświadczeniem.
Patrząc na zaangażowanie katolików świeckich w życie publiczne, muszę powiedzieć, że w moim odczuciu jest ono niewielkie. Doświadczenie duszpasterskie i obserwacja życia społecznego potwierdzają, że wielu ludzi ogranicza swoją aktywność do udziału w wyborach, a na co dzień nie czują potrzeby, by brać odpowiedzialność za wspólnotę polityczną. (…) Księża boją się mówić zbyt zdecydowanie — nie z powodu braku przekonań, ale z powodu nieustannej presji i krytyki. Każde nawiązanie do spraw społecznych może spotkać się z reakcją: „Co mnie ksiądz będzie pouczał?”. W przestrzeni publicznej autorytet Kościoła i duchowieństwa został mocno podważony.
Krzysztof Kotowicz: Nie ma dwóch prawd w jednej sprawie – pomiędzy wiarą w polityce a wiarą w politykę
Krzysztof Kotowicz: Po pierwsze: wspólny język. Po drugie: wspólne cele
Świeccy i duchowni, duchowni i świeccy – bo to działa w obie strony – współtworzą gigantyczny potencjał odnawiania świata, bo czerpiemy to samo światło z tego samego źródła. Dzieląc tę samą wiarę przeżywaną według indywidualnego powołania, zdolni jesteśmy tamę postawić temu, co w świecie jest złe i zatrzymać tych, którzy prowadzą nasz wspólny świat na manowce. Nie jesteśmy zdani (skazani!) na niekończące się tyrady czy przejaskrawienia praktykowane w przestrzeni publicznej i medialnej przez zapatrzoną w siebie i żywiącą się polaryzacją „górę”.
Dwa warunki progowe – jako katolicy – musimy spełnić, aby mieć nie tylko symboliczny udział, ale realny wpływ na bieg spraw państwowych (także samorządowych). Po pierwsze: wspólny język. Po drugie: wspólne cele. Polska nie musi być wzbudzającym rozpacz metaforycznym szpitalem. Polska może być pełnym nadziei wspólnym domem. Tych dwóch wizji nie da się pogodzić i to jest naszym powołaniem.
Krzysztof Kotowicz
Źródła:
wAkcji24.pl | Opinie | Krzysztof Kotowicz, Diecezjalna Agencja Informacyjna | Ilustracja: Gemini | 5.07.2026




