Rozmowa z Juliuszem Bolkiem – Przewodniczącym Rady Dyrektorów Instytutu Biznesu.
Kapitał Kościoła okiem finansisty. Juliusz Bolek: Najważniejsi są ludzie
Juliusz Bolek: Opinia publiczna ma przekonanie, że Kościół jest bogaty
w-Akcji: Jak patrzeć na kapitał Kościoła okiem finansisty?
Juliusz Bolek, Przewodniczący Rady Dyrektorów Instytutu Biznesu: Sprawa jest złożona, bo należy myśleć o związkach wszystkich związkach wyznaniowych, których w Polsce jest zarejestrowanych 175. Wszystkie one znajdują się szczególną ochrona państwa, chociaż ich kapitał jest ogromnie zróżnicowany.
Najbardziej powszechny ze względu na fakt, że Polsce największą grupę wiernych stanowią katolicy i, że jest to najstarsza wspólnota religijna, jest Kościół Rzymskokatolicki, co do którego opinia publiczna ma przekonanie, że jest bogaty. To jednak jest niczyja opinia, to wizerunek kształtowany przez media i wrażenie wynikające z faktu, że ma wiele nieruchomości: kościołów, domów parafialnych i plebanii itd., ale są to przecież budynki użyteczności publicznej, które zaspokajają potrzeby wiernych, chociaż nie tylko.
Mało kto zwraca uwagę, że obiekty należącego do Kościoła to bardzo często zabytki, które wymagają kosztownych remontów pod nadzorem konserwatora oraz ich bieżące utrzymanie też jest drogie. Przy uwzględnieniu tego może się okazać, że bogactwo duchowe Kościoła jest większe niż materialne, choć z pewnością bardzo trudno to wyliczyć.
Ks. Piotr Wawrzyniak. Bogaty Kościół nie żyje z wiernych
Kapitał Kościoła okiem finansisty. Juliusz Bolek: Najważniejsi są ludzie
Juliusz Bolek: Wyzwaniem okazuje się nawet coś tak pozornie błahego jak wymiana okien
To jak to oblicza finansista?
Juliusz Bolek: Finansista ocenia pod względem ekonomicznym. Wyceny nieruchomości oblicza się albo metodą odtworzeniową albo dochodową i od razu może się okazać, że wiele budynków jest deficytowych, bo przecież nie da się odtworzyć historycznej budowli, a metoda dochodowa jest jeszcze gorsza, bo trzeba by liczyć dochody z odwiedzin i wynajmu obiektów, a odliczyć koszty eksploatacji: konserwacji, ogrzewania, oświetlenia itd. Wiele obiektów jest położonych w centrach miast, w których grunt jest drogi, ale przecież nikt nie przeniesie zabytkowego kościoła, aby sprzedać grunt pod biurowiec. Okazuje się, że mechaniczne wyliczanie wartości nieruchomości może okazać się mało przydatne.
Podstawowy problem finansowy związany z nieruchomościami kościelnymi to kwestia tego, że jest to w większości materia zabytkowa. Budynki, z racji wieku, podlegają degradacji, z którą trzeba walczyć. Jednak ponieważ jest to zabytkowa materia tych remontów nie da się prowadzić tanim sposobem. Uczestniczyłem kiedyś w wizytacji obiektów sakralnych na Warmii i Mazurach. Wyzwaniem okazuje się nawet coś tak pozornie błahego jak wymiana okien. Proste tylko teoretycznie. Zamawia się nowe okna i są one przywożone i instalowane i po sprawie. Okazuje się jednak, że konserwator zabytków nie wyraża zgody na wymianę okien drewnianych na plastikowe. Potem okazuje się, że nikt nie produkuje okien w w formatach i kształtach, w takich jakie są potrzebne w danym zabytku, więc trzeba je robić na indywidualne zamówienie. Wtedy okazuje się, że jest to bardzo kosztowne, a czas realizacji długi. Do tego okazuje się, że wymiana okna czy drzwi pociąga za sobą mnóstwo formalności, użycie specjalnych materiałów, specjalistów o bardzo wysokich kwalifikacjach. To wszystko oczywiście kilkukrotnie zwiększa koszty takiej operacji.
Więc jeśli ktoś uważa, że nieruchomości to źródło bogactwa Kościoła – jest raczej w głębokim błędzie. Zwłaszcza, że wartość nieruchomości wynika z możliwości ich sprzedaży na rynku wtórnym. Kościelna infrastruktura zajmuje często bardzo atrakcyjne działki w centrach miast – ale czy można je sprzedać? Na szczęście w Polsce jeszcze nie widzimy na rynku wtórnym obrotu świątyniami. W muzułmańskiej Francji to już jest możliwe – i tam zdarzają się po prostu rozbiórki kościołów żeby zrobić miejsce na biurowce czy apartamentowce. W Polsce uznano by to za barbarzyństwo.
Finanse Kościoła. Ks. Waldemar Hanas – ekonom Archidiecezji Poznańskiej: „DCA13 to odpowiedź na realne problemy Kościoła”
Kapitał Kościoła okiem finansisty. Juliusz Bolek: Najważniejsi są ludzie
Juliusz Bolek: W przypadku Kościoła lubimy myśleć, że głównym bogactwem jest wiara. Ale za tą wiarą muszą stać osoby duchowne.
O kościelnych nieruchomościach krążą legendy.
Juliusz Bolek: Sam Pan zauważył, że to tylko legendy. Bo obok tego, co jest w praktyce tylko z finansowego punktu widzenia tylko kosztem – czyli świątyń (w większości zabytkowych) Kościół ma też pewną liczbę nieruchomości, które można wykorzystywać komercyjnie. Są to budynki, które wynajmowane mogą przynosić znaczące pieniądze – w praktyce jednak „pracują” na utrzymanie pozostałych obiektów w danej parafii czy diecezji, które są z definicji deficytowe. Oczywiście wiele osób nie chce tego dostrzegać i ocenia tylko na jedną prosperującą nieruchomość i myśli sobie, że to dobry biznes. W rzeczywistości takich sposobów na wykorzystanie komercyjne swoich nieruchomości Kościół musi cały czas szukać, bo inaczej może mieć miejsce poważne zaniedbanie nieruchomości sakralnych. Byłaby to ogromna strata nie tyle nawet dla katolików, co dla kultury polskiej i jej tradycji i historii. Zabytkowe świątynie to często najbardziej charakterystyczne punkty polskich miast i miejscowości, najważniejsze punkty na mapach turystycznych i zdjęciach promujących miasta. Dlatego ich utrzymanie w najlepszym stanie jest powinno być zarówno troską Kościoła oraz szerzej samorządu i państwa.
Skoro głównym bogactwem Kościoła nie są nieruchomości, to co nim jest?
Juliusz Bolek: Jestem o tym głęboko przekonany, jako człowiek, który biznesem zajmuje się od dekad, że w każdej organizacji najważniejszy jest kapitał ludzki. Za ofertą zawsze stoi człowiek. W przypadku Kościoła lubimy myśleć, że głównym bogactwem jest wiara. Ale za tą wiarą muszą stać osoby duchowne. Bez nich Kościół nie będzie mógł funkcjonować.
Finanse Kościoła. Ekonom archidiecezji lubelskiej ks. Jarosław Orkiszewski: „Pieniądze są narzędziem misji, nie celem”
Kapitał Kościoła okiem finansisty. Juliusz Bolek: Najważniejsi są ludzie
Juliusz Bolek: Księża historycznie należą do elity, ale chyba coraz rzadziej sami tak o sobie myślą
Największym bogactwem Kościoła są więc kapłani?
Juliusz Bolek: Myślę, że w kraju Stefana Wyszyńskiego, Jerzego Popiełuszki i Karola Wojtyły taki pogląd nie powinien budzić kontrowersji. Siostry zakonne, bracia zakonni i kapłani to realne bogactwo Kościoła. Prócz tego oddani pracy dla Kościoła wierni. To oni razem stanowią o tym, czy Kościół może funkcjonować, rozwijać się, realizować swoją misję. Często o tym nie myślimy. Przychodzimy w niedzielę na mszę i siadamy w ławce. Jest dla nas oczywiste, że kościół będzie w środku czysty, ławka nie będzie złamana, wnętrze będzie oświetlone, organista będzie grał a kapłan odprawi mszę. A przecież za tym wszystkim stoją konkretni ludzie z konkretnymi kompetencjami, których nie może zabraknąć.
Tymczasem mamy coraz mniej powołań kapłańskich…
Juliusz Bolek: To prawa i z tej perspektywy rzeczywiście najcenniejszym elementem kapitału ludzkiego są kapłani. Ich edukacja trwa wiele lat, jest ich mniej niż poprzednich dekadach, pozyskanie młodych osób, by wstąpiły do seminarium też generuje znaczące koszty. Dzieje się tak trochę dlatego, że dzisiaj nie rozumiemy już trochę kim jest ksiądz.
A kim jest ksiądz?
Juliusz Bolek: Księża historycznie należą do elity, ale chyba sami coraz rzadziej tak o sobie myślą, bo dzisiaj słowo elita nabrało negatywnego znaczenia i wiąże się z przynależnością do grupy najbogatszych. Zatem elitą w takim potocznym rozumieniu są dzisiaj osoby, które na przykład odziedziczyły majątek, ale same mogą nie posiadać żadnych szczególnych kompetencji. W przypadku kapłanów już sam czas trwania ich edukacji nakazuje porównywanie ich z lekarzami czy prawnikami. A przecież niemal normą w tym środowisku jest stałe kształcenie, dlatego nie brakuje tu osób po studiach podyplomowych czy z doktoratem. I nie mówię tu o duchownych, którzy po prostu są na ścieżce naukowej, ale takich którzy pracują w parafiach. Ich wierni często sobie nie uświadamiają jak są oni szeroko wykształceni.
ABC Katolickich Finansów: Czy Kościół powinien inwestować?
Kapitał Kościoła okiem finansisty. Juliusz Bolek: Najważniejsi są ludzie
Juliusz Bolek: Diecezja powinna tworzyć narzędzia i zespoły, które systemowo pomagają prowadzić parafię
Czy nie jest tak, że z roku na rok są coraz większe oczekiwania wobec kapłanów?
Juliusz Bolek: To prawda. Chcemy żeby kapłan był świetnym oratorem, doskonałym teologiem który wyjaśni wszystkie problemy, animatorem życia parafialnego, marketingowcem który przyciągnie ludzi do Kościoła, specjalistą od social mediów, doskonałym księgowym i zarządcą nieruchomości. I to dopiero pakiet minimum!
W organizacjach biznesowych te zadania są rozpisane na kilkanaście osób lub całe zespoły.
Juliusz Bolek: Oczywiście, bo bardzo trudno mieć jednakowe kompetencje w tylu dziedzinach. Poza tym istotny jest czas jako zasób. Zatrzymajmy się choćby przy komunikacji – jeśli ksiądz chce poprowadzić doskonale media społecznościowe, to musi temu poświęcić co najmniej kilka godzin w tygodniu. Jest wtedy możliwe, że już nie będzie miał czasu na spotkanie z ministrantami na przykład. Poza tym nie jestem pewien czy seminaria kształcą w tak szerokim profilu – od kwestii podatkowych przez zarządzanie nieruchomościami po animację kultury. Księża, aby sprostać wyzwaniom, muszą pewne umiejętności zdobywać sami. To zaś może skutkować – jak każda nauka na żywym organizmie – porażkami.
I teraz pojawia się pytanie: „Czy Kościół, jako wspólnota, stworzył mechanizmy, które pozwalają zdjąć z kapłanów pewne obowiązki pozwalając im skupić się na tym, w czym są najlepsi?” Bo rzadko jest to spotykane, żeby ktoś, kto jest wybitnym mówcą, jednocześnie świetnie prowadził księgowość i znał się na problematyce budowlanej. Oczywiście są ludzie o wielu talentach, choćby Mikołaj Kopernik (to wyjątek!), ale nawet wtedy lepiej żeby skupili się na tym, co robią najlepiej, a nie robili wszystko po trochu dobrze, a nic wybitnie. I tu pozostaje pytanie o tworzenie systemu od góry i dołu. Od dołu – bo w parafii może działać taki zespół marketingowców który zadba o to, by parafialne wydarzenia przyciągały tłumy. I musi powstawać też od góry: bo diecezja powinna tworzyć narzędzia i zespoły, które systemowo pomagają prowadzić parafię. Im mniej będziemy mieli księży – tym więcej będą oni mieli obowiązków związanych stricte z funkcją kapłańską. Więc powinno się przygotować system, który jak najwięcej zadań przenosi na świeckich.
ABC Katolickich Finansów: VAT pod lupą — czym jest VAT i dlaczego Kościół płaci 23 proc. państwu?
Kapitał Kościoła okiem finansisty. Juliusz Bolek: Najważniejsi są ludzie
Juliusz Bolek: Kapłan powinien korzystać z całego bogactwa narzędzi marketingu chrześcijańskich wartości
Jaką rolę w tym odgrywają media katolickie?
Juliusz Bolek: Wiele mediów katolickich to tylko biuletyny z życia Kościoła, skupione zresztą na sprawach odległych od parafii i problemów księży oraz świeckich. Z tego powodu wielu kapłanów trochę lekceważy takie media katolickie, bo wie, że trafiają one do już przekonanych, do tych którzy są twardym rdzeniem Kościoła. To jednak stary system, który zresztą przestaje działać, patrząc na sytuację na rynku. Pojawiają się nowe formaty – takie jak w Miesięcznik w-Akcji, portal wAkcji24.pl czy DAI24.pl, które są inaczej skonstruowane, ponieważ obliczone są na szerszego odbiorcę. Adresowane także do wiernego, który do kościoła może chodzić nieregularnie. I tutaj księża powinni absolutnie docenić taki format mediów katolickich ponieważ są one właśnie ich realnym pomocnikiem. Każdy ksiądz powinien być zainteresowany, by po jego mszy ludzie wychodzili z nowocześnie pomyślaną gazetą katolicką, zwłaszcza jeśli jest ona bezpłatna.
Korporacje przygotowują bardzo starannie materiały promocyjne i informacyjne dla swoich klientów, a przecież chodzi im o własne zyski. Kościół ma o wiele bardziej ambitny cel.
Juliusz Bolek: Tak i właśnie ponieważ ten cel, zbawienie ludzkości, jest rzeczywiście najtrudniejszym z możliwych, tym bardziej kapłan, który jest przedstawicielem Kościoła w swojej parafii, powinien korzystać z całego bogactwa narzędzi marketingu chrześcijańskich wartości. Warto więc włączyć się w tworzenie mediów katolickich o szerokim profilu odbiorcy, w tym wspierać ich dystrybucję, tak by ten wierny, wychodząc po mszy, dostał pakiet duchowo-intelektualny do ręki. Przecież to jest naturalne rozwinięcie kazania!
Dziękuję za rozmowę.
Kim jest Juliusz Bolek?
Ekspert ds. zarządzania, finansista i uznany specjalista w dziedzinie komunikacji biznesowej. Od 2012 roku pełni funkcję Przewodniczącego Rady Dyrektorów Instytutu Biznesu.
Jego doświadczenie zawodowe obejmuje ponad 35 lat pracy na stanowiskach zarządczych i doradczych w spółkach zatrudniających od kilkunastu do kilkunastu tysięcy pracowników. Specjalizuje się w zarządzaniu kryzysowym, strategii wizerunkowej oraz Corporate Governance, za co otrzymał prestiżowy certyfikat Polskiego Instytutu Dyrektorów. Redakcja “Gazety Finansowej” przyznała mu w 2017 r. tytuł Finansista Roku 2017. Wykładowca w czołowych uczelniach biznesowych (m.in. MBA), autor publikacji z zakresu socjologii, zarządzania zasobami ludzkimi i marketingu.
W swojej pracy zawodowej łączy pragmatyczne podejście do finansów z głębokim zrozumieniem mechanizmów społecznych, co czyni go jednym z najbardziej wszechstronnych ekspertów polskiego rynku biznesowego.
Zakopany talent Kościoła. Pieniądze które służą Ewangelii
wAkcji24.pl | Ekonomia | MOK | Zródło: Miesięcznik Katolicki w-Akcji | Na zdjęciu: Juliusz Bolek | 29.04.2026