Biskup Świdnicki Marek Mendyk. W Narodowe Święto Niepodległości, 11 listopada 2025 roku, w bazylice kolegiackiej pw. Świętych Apostołów Piotra i Pawła w Strzegomiu, biskup świdnicki Marek Mendyk przewodniczył uroczystej Mszy świętej w intencji Ojczyzny. W wygłoszonej homilii hierarcha nawiązał do tysiąclecia koronacji Bolesława Chrobrego, przypominając, że korzenie polskiej niepodległości sięgają głęboko w dzieje monarchicznej państwowości i chrześcijańskiego dziedzictwa. Biskup podkreślił znaczenie odpowiedzialności moralnej przywódców, potrzebę formowania ludzi sumienia oraz troskę o duchową jedność narodu.
Poniżej publikujemy pełny tekst homilii.
Biskup Świdnicki Marek Mendyk: Abyśmy nie stracili z oczu całego dziedzictwa
Biskup Świdnicki Marek Mendyk: Abyśmy nie stracili z oczu całego dziedzictwa
Tegoroczne Święto Niepodległości wpisuje się w trochę zapomnianą tysiącletnią rocznicę pierwszej koronacji Bolesława Chrobrego. Nie byłoby dzisiejszego święta bez tego pierwszego, wyjątkowego aktu, poprzez który Polska dołączyła do wielkich państw Europy, takich jak Francja, Niemcy, Czechy czy Węgry.
I chociaż po tragicznych panowaniach Mieszka II, a potem Bolesława Śmiałego, nasze państwo na kilkadziesiąt lat od pierwszej koronacji utraciło koronę na przeszło dwa wieki, jedność polityczna Ojczyzny, ukoronowana w osobie Bolesława Chrobrego, pozostała trwałym faktem. Wtedy – po czasach rozbicia dzielnicowego i później – w czasach rozbiorów ogromną rolę odegrał Kościół. Korona i Kościół tworzyły, trochę na kształt duszy i ciała, jedność politycznego ciała narodu tak dobrze opisaną w kazaniach Księdza Piotra Skargi.
Tę wielką tradycję państwową dramatycznie przerwały dopiero rozbiory, choć testament niepodległości, jakim była Konstytucja Majowa, miał również monarchiczny charakter. Przez wiele późniejszych lat polskie dążenia narodowe splatają się z nadziejami na geopolityczną bądź polityczną rewolucję w Europie. Jednak myśl o wskrzeszeniu monarchii nie ustaje. Reprezentował ją Hôtel Lambert. Przypomnę tylko, że był to konserwatywno-liberalny obóz polityczny powstały w 1833 roku w Paryżu, działający na emigracji po powstaniu listopadowym.
Skupiał głównie bogate kręgi społeczeństwa Wielkiej Emigracji. Politycznie opierał się na postanowieniach Konstytucji 3 Maja. Liczył na interwencję państw zachodnich w sprawie polskiej. Założył go i kierował nim książę Adam Jerzy Czartoryski, a po jego śmierci jego syn Władysław Czartoryski.
Nazwy „Hôtel Lambert” zaczęto używać od 1843 r., gdy Czartoryski nabył pałac Hôtel Lambert na Wyspie św. Ludwika, który stał się miejscem działania obozu. Zatem myśl o wskrzeszeniu monarchii była oczywista w tym obozie politycznym, a także oczywista dla stańczyków, czyli konserwatystów krakowskich, jak również dla przywódców walki o niepodległość przez większą część pierwszej wojny światowej. Chociaż potem zgasła niemal zupełnie, żadne późniejsze formy państwowe nie zyskały tego autorytetu, które w historii Polski miała monarchia.
Wróćmy do Bolesława Chrobrego. W czasach monarchii pamięć dynastyczna była głównym źródłem świadomości historycznej państwa. Z pewnością więc Bolesław Chrobry stawał się wzorcem i punktem odniesienia dla św. Królowej Jadwigi i św. Królewicza Kazimierza. Może nawet były wyrzutem sumienia dla Stanisława Poniatowskiego lub innych władców, którzy nie zdołali na pierwszym miejscu, przed własnymi prywatnymi korzyściami, postawić dobra poddanych, niezawisłości państwa i honoru narodu, który reprezentowali.
Warto zauważyć, że Bolesław, począwszy od wysłania jako dziecka do Magdeburga, wychowywał się w rodzinie, która mądrze przygotowywała go do misji, jaką miał wypełnić w dorosłym życiu. Jadwigę królową także już jako dziecko oswajano z misją, jaką władczyni powinna podjąć w posłudze dla innych, znajdując w tej służbie satysfakcję, szczęście i radość życia.
Znaczenie rodziny w przygotowaniu do przyszłej roli widać też we współczesnych monarchiach konstytucyjnych, chociażby na przykładzie królowej Wiktorii czy Elżbiety II w Wielkiej Brytanii, co nawet dzisiejszy świat potrafi docenić. Niestety, atmosfera relatywizmu moralnego nie promuje ducha służby, bez którego nie uda się pokonać atmosfery zbyt egoistycznego rozumienia wolności człowieka. Wolność w wyborze dobra czy wolność do wyboru zła – zawsze staje się miarą godności człowieka.
Chrześcijaństwo i polityka. Niezbędna synergia czy niebezpieczne połączenie?
Biskup Świdnicki Marek Mendyk: Abyśmy nie stracili z oczu całego dziedzictwa
Biskup Świdnicki Marek Mendyk: Świat potrzebuje ludzi sumienia
Świat potrzebuje ludzi sumienia – przygotowanych, sprawnych, uczciwych i moralnie sprawdzonych monarchów, prezydentów i przywódców. Niestety, nie brak też przykładów przeciwnych i niebezpiecznych (jak chociażby „monarchie absolutystyczne” w niektórych państwach postkomunistycznych). Negatywnych przykładów w sprawowaniu władzy dostarczają różne pseudodemokracje czy „demokracje walczące”. Demokracja bez etyki łatwo przeradza się w zakamuflowany totalitaryzm, przed czym przestrzegali najwybitniejsi papieże naszego tysiąclecia.
Oczywiście, trzeba pamiętać, że ocena stylu rządzenia nie wiąże się wyłącznie z jego formą, ale także z oceną moralną człowieka sprawującego władzę. „Królowanie”, czyli sprawowanie władzy, zawsze powinno być służbą i radością z owoców z tej służby, a nie dominacją egoizmu ideologicznego bądź prywatnego. Ludzie potrafią rozeznać idealnych przywódców na wszystkich płaszczyznach i dlatego na pogrzebie bł. kardynała Stefana Wyszyńskiego pojawiały się wieńce jemu dedykowane jako „niekoronowanemu Królowi Polski”. To był hołd złożony Prymasowi Polski jako duchowemu przywódcy Narodu.
Stróżów „królewskiego ducha” w narodzie polskim było wielu i warto przywoływać wzorce ich zachowań, ponieważ to oni płacili najwyższą cenę za słuszne życiowe wybory, chociażby w okresach niewoli. Byli nimi poeci wygnańcy: Adam Mickiewicz, Juliusz Słowacki, książę Adam Czartoryski i księża Zmartwychwstańcy, którzy w Paryżu pracowali nad utrwaleniem tożsamości Polaków. Bohaterami stali się obrońcy Monte Cassino i zamordowani w Katyniu oraz ci spod Smoleńska. W mozaice wielu stróżów zdrowego patriotyzmu wpisani są św. Jan Paweł II i bł. ks. Jerzy Popiełuszko, oraz wielu innych.
Zdrowe narody mają moc ducha, pozwalającego demaskować antybohaterów, zdrajców i oportunistów, bo milczenie wobec zła łatwo staje się współodpowiedzialnością.
Wzorcem myślenia ponadwiekowego jest dla nas deklaracja Pana Jezusa, który przed Piłatem wyznał, że jest „królem, ale królestwo Jego nie jest z tego świata”, bo jest ono zbudowane na prawdzie (por. J 18,36n). Pan Jezus wielokrotnie posługiwał się obrazem królestwa, do którego tęskni człowiek, choć uzyskać je może pod pewnymi warunkami: trzeba być sprawiedliwym i zdecydowanym, bo tylko „gwałtownicy je zdobywają” (Mt 11,12). Królestwo nie może być wewnętrznie skłócone, ale wejdzie do niego ten, „kto się uniży jak dziecko” (Mt 18, 3). Nie ma zatem wątpliwości, że w Bożych planach mieści się autorytet władzy i przywództwo sprawowane przez człowieka nad społecznością.
Z historii Izraela wiemy, że w pewnym momencie Żydzi „znudzili się” sędziami i prorokami i zapragnęli być rządzeni przez króla, na co otrzymali zgodę. Dobrze rozumianą ideę królestwa można realizować w różnych formach przywództwa: zarówno duchowego, jak i społecznego czy politycznego. Król uosabia autorytet i cechy, które gwarantują realizację jego misji, a dzięki swej osobowości i dokonaniom pomaga też określić lub pogłębić tożsamość narodu. Nie darmo do tej pory tradycja piastowska, jagiellońska, zygmuntowska, Wazów, ale też saska i stanisławowska określają nurty naszej polityki, wątki intelektualne albo wady narodowe.
Dobrze rozumiane zaufanie, jakim darzymy człowieka mającego autorytet i władzę, budzi w nas gotowość zaangażowania, podejmowania ryzyka, a nawet ponoszenia ofiar, które będą potrzebne dla zachowania porządku i bezpieczeństwa, także dla przyszłych pokoleń.
Zazwyczaj wszystkie ideologie poszukują wzorców historycznych; poszukują osób, które się sprawdziły w realizowaniu obietnic i za wszelką cenę starają się ukryć odbiegające od rzekomego wzorca fakty lub wydarzenia. Co prawda, niekiedy oczekujemy nieskazitelnego ideału w przywódcy obdarzonym zaufaniem, zapominając, że sami jako ludzie, oprócz również popełniamy błędy.
Współcześnie promowana antropologia próbuje człowieka, rozpoznawanego wyłącznie w wymiarze doczesnym, biologiczno-psychicznym, ukazywać jako centralny punkt odniesienia w zaspokojeniu indywidualnych praw i oczekiwań, często pomijając zobowiązania i uwarunkowania, jakie ubogacają go poprzez twórczy kontakt ze wspólnotą. Jako że wszyscy ludzie obdarzeni są wolnością samostanowienia, to mają prawo, zgodnie z własną wolą, obdarzyć zaufaniem jednostkę, grupę lub partię, aby sprawowała władzę w określonej społeczności. Na tym praktycznie polega demokratyczna forma przekazywania władzy w wielu współczesnych państwach.
Wszystko byłoby dobrze, gdyby obdarowywano władzą ludzi dobrze przygotowanych, odpowiedzialnych, mądrych i moralnie uczciwych. Niestety, jak jest, każdy widzi. Porzekadło mówi, że mamy takich przywódców, na jakich zasłużyliśmy. Zatem drogą do podniesienia jakości jednostek zarządzających społecznością jest troska o jakość każdego człowieka i każdej rodziny, a także tworzenie powszechnej opinii wspierającej wartość ofiarnej pracy na rzecz innych i tworzenie atmosfery, w jakiej z dezaprobatą spotyka się lenistwo, egoizm, korupcja i wszelkiego rodzaju zło.
Biskup Świdnicki Marek Mendyk: Abyśmy nie stracili z oczu całego dziedzictwa
Biskup Świdnicki Marek Mendyk: Obchodzimy dzisiaj święto Niepodległości.
Skąd się bierze niepodległość? Czy jej budowanie, umacnianie, a kiedy jej nie ma – to starania o jej odzyskanie – jest tylko polską „nienormalnością”? Człowiek zatroskany i myślący o swojej Ojczyźnie zdecydowanie powie, że NIE. Nie, bo pragnienie niepodległości jest częścią ludzkiej natury. Dostrzegał to i opisał już praojciec europejskiej myśli, Platon. W pisanych dwadzieścia cztery wieki temu „Prawach” tak to ujmuje: „Wszystkim ludziom jest wspólny pewien jeden przedmiot pożądań […] żeby to, co się dzieje, działo się zgodnie z życzeniami naszej własnej duszy, najlepiej wszystkie sprawy, a jeśli nie wszystkie, to przynajmniej ludzkie” („Prawa”, ks. III, 687b).
Pełnej niezależności od świata zewnętrznego nie da się osiągnąć. Dążenie do tego, by ktoś inny, z zewnątrz nie wydawał nam poleceń, nie mówił nam, jak mamy żyć, jakim językiem mówić, a co jest nam zabronione, jest jednak wpisane w historię powszechną politycznych wspólnot. Tak też jest z tą wspólnotą, która od 1025 roku tworzy naszą historię.
Po Bolesławie – przez 750 lat – Polska miała jeszcze 28 koronowanych królów. Biały orzeł stał się symbolem naszej dumnej suwerenności. Oczywiście zmieniała ona przez wieki swoją treść kulturową i społeczną, zmieniała swoje granice, swoje miejsce w politycznej hierarchii państw europejskich, jak też w systemie ekonomicznym kontynentu. Istniała, obrastała w znaczące dla kolejnych pokoleń relacje, doświadczenia, symbole i wspomnienia. Polska rozwijała się jako wspólnota wyobrażona, osadzona w specyficznie uformowanych instytucjach, obyczajach, politycznej kulturze parlamentaryzmu i sejmikowej samorządności. Treść tej wspólnoty się zmieniała, podobnie jak obszar, który obejmowało pojęcie „Polska”.
Sens odzyskanej w 1918 roku niepodległości zrozumiemy tylko wtedy, gdy nie stracimy z oczu tego ogromnego dziedzictwa, które chroniła ona przez poprzednie wieki. Także jeśli nie stracimy z oczu tego dramatu, jakim stała się próba jego zniszczenia przez rozbiory. Warto uświadomić sobie znaczenie Święta 11 Listopada i przypominać wiele różnych znaków orientacyjnych na drodze polskiej niepodległości.
Ks. biskup świdnicki Marek Mendyk
Homilia podczas Mszy św. z okazji Narodowego Święta Niepodległości w bazylice kolegiackiej pw. Świętych Apostołów Piotra i Pawła w Strzegomiu, 11 listopada 2025 r.
wAkcji24.pl | Wiara | Bp Marek Mendyk | Homilia podczas Mszy św. z okazji Narodowego Święta Niepodległości w bazylice kolegiackiej pw. Świętych Apostołów Piotra i Pawła w Strzegomiu, 11 listopada 2025 r.
|fot.DAI24| 11.11.2025

