Media społecznościowe a młodzież to dziś temat nie tylko dla psychologów, nauczycieli i rodziców, ale także dla duszpasterzy i samych młodych. Social media są naturalnym środowiskiem codzienności nastolatków, dlatego pytanie o ich sensowne używanie staje się jednym z ważniejszych pytań wychowawczych i duchowych. W tekście opublikowanym na łamach „The Catholic Michigander” Valeria Gongora pokazuje, że media społecznościowe nie są ani czystym złem, ani niewinną zabawką. Mogą szkodzić, ale mogą też służyć dobru.
Media społecznościowe a młodzież. Czego polscy młodzi mogą nauczyć się od „The Catholic Michigander”?
Media społecznościowe a młodzież: między paniką a bezmyślnością
Tekst Valerii Gongory zaczyna się bardzo celnie, bo od zdań, które zna niemal każdy nastolatek: „Odłóż ten telefon, marnujesz czas!”, „Te wszystkie bzdury z mediów społecznościowych robią ci wodę z mózgu!”, „Nie, dawaj mi ten telefon natychmiast!”. To dobry początek, ponieważ autorka nie udaje, że problem nie istnieje. Przeciwnie — pokazuje, że wokół social mediów narosło już tyle frustracji, ostrzeżeń i kłótni, że wielu młodych słyszy o nich niemal wyłącznie w tonie alarmowym.
A jednak Gongora nie przechodzi w moralną panikę. Zamiast tego stawia pytanie: „Ale czy media społecznościowe są naprawdę aż tak złe?”. I właśnie tu zaczyna się najciekawsza część jej myślenia. Bo z jednej strony autorka uczciwie przyznaje, że „nadmierne korzystanie z mediów społecznościowych może prowadzić do poczucia samotności i depresji”, a do tego dochodzą cyberprzemoc, nękanie w internecie, drapieżcy, oszuści i dezinformacja. Jest też doświadczenie najzwyklejsze i chyba najbardziej powszechne: bezmyślne przewijanie treści przez długie godziny i nagłe pytanie, gdzie właściwie uciekł czas.
Młoda autorka nie broni internetu za wszelką cenę. Wie, że wpływ mediów społecznościowych na młodzież może być destrukcyjny: rozbijać uwagę, psuć relacje i wciągać w pustą konsumpcję bodźców. Nie brzmi jednak jak ktoś, kto chciałby wyrzucić smartfony do jeziora i wrócić do epoki gołębi pocztowych. Proponuje coś rozsądniejszego: nauczyć się używać tego świata mądrze.
Katolickie Stowarzyszenie Młodzieży wybrało Przewodniczącą Prezydium Krajowej Rady. To Kinga Stawińska z diecezji świdnickiej
Media społecznościowe a młodzież. Czego polscy młodzi mogą nauczyć się od „The Catholic Michigander”?
Jak mądrze korzystać z mediów społecznościowych
Kluczowe zdanie całego tekstu brzmi właściwie bardzo prosto: „Media społecznościowe to nie tylko mrok i beznadzieja”. Kiedy są używane świadomie, mogą stać się „potężnym narzędziem dobra”. Mogą łączyć ludzi, dawać przestrzeń wyrażania siebie, a nawet pomagać „szerzyć Dobrą Nowinę”. To brzmi niemal banalnie, ale tylko dlatego, że zbyt rzadko patrzymy na internet w ten sposób.
W praktyce wielu ludzi traktuje media społecznościowe jak automat do rozproszenia. Otwierają aplikację bez celu, przeskakują z jednego bodźca na drugi, karmią się cudzym życiem, cudzą opinią, cudzym obrazkiem, cudzym oburzeniem. Gongora przypomina tymczasem, że narzędzie samo w sobie nie musi być ani święte, ani przeklęte. O jego wartości decyduje sposób użycia. To właśnie tu pojawia się najważniejsze pytanie: jak mądrze korzystać z mediów społecznościowych, żeby nie stały się one pułapką dla uwagi i sumienia?
Autorka podpiera tę myśl słowami św. Pawła: „Nie daj się zwyciężyć złu, ale zło dobrem zwyciężaj”. W cyfrowym świecie zło nie zawsze przychodzi w postaci wielkiej demoralizacji. Często przychodzi jako rozproszenie, zniechęcenie, porównywanie się, pusta ironia albo odruch poniżenia kogoś w komentarzu. Odpowiedzią chrześcijańską nie jest więc tylko wyłączenie aplikacji, ale także decyzja, by korzystać z niej inaczej: nie po to, by dokładać chaosu, lecz by wnosić dobro.
Media społecznościowe a młodzież. Czego polscy młodzi mogą nauczyć się od „The Catholic Michigander”?
Katolicy w mediach społecznościowych: lekcja od Carla Acutisa
Bardzo ciekawy jest fragment, w którym Gongora przywołuje św. Carla Acutisa. Nazywa go „niezwykłym przykładem kogoś, kto używał internetu dla dobra”. Przypomina, że ten młody katolik, zmarły w 2006 roku w wieku 15 lat, zostawił po sobie trwały ślad dzięki stronie internetowej poświęconej cudom eucharystycznym i objawieniom maryjnym. Krótko mówiąc: użył narzędzia nowoczesnego do celu wiecznie aktualnego — przybliżania ludzi do Chrystusa.
To ważne także dla polskiego czytelnika. Św. Carlo Acutis jest dziś często przedstawiany w sposób zbyt cukierkowy: jako „święty od internetu”, sympatyczny chłopak od komputerów. Tymczasem w ujęciu Gongory chodzi o coś poważniejszego. Internet nie był dla niego dekoracją ani hobby samym w sobie. Był środkiem. Miał służyć prawdzie, wierze i ewangelizacji. To bardzo otrzeźwiające spojrzenie, szczególnie w epoce, w której tak wiele osób myli aktywność z sensem, a widoczność z wartością.
Z tej perspektywy tekst z „The Catholic Michigander” stawia pytanie także polskim młodym: do czego właściwie używasz swoich kont, relacji, postów i komentarzy? Czy są one tylko ciągiem reakcji, czy może niosą jakiś ładunek dobra, sensu i światła? To nie jest pytanie staroświeckie. To jest pytanie bardzo współczesne — również o to, jak dziś powinni być obecni katolicy w mediach społecznościowych.
Media społecznościowe a młodzież. Czego polscy młodzi mogą nauczyć się od „The Catholic Michigander”?
Wpływ mediów społecznościowych na młodzież i cztery proste zasady
W końcowej części artykułu Gongora podaje kilka konkretnych wskazówek dla użytkowników social mediów. Po pierwsze: „Bądź uważny”. To, co publikujesz, „jest odbiciem tego, kim jesteś i jakie są twoje wartości”. To cenna uwaga w świecie, który zachęca, by wrzucać wszystko szybko, impulsywnie i bez refleksji.
Po drugie: „Wiedz, z kim się łączysz”. Autorka radzi ostrożność wobec internetowych znajomości i przypomina, że warto wiedzieć nie tylko, kim ktoś jest, ale także jakie wartości reprezentuje. Po trzecie: używaj mediów społecznościowych, „aby budować, a nie poniżać”; szerz „życzliwość, współczucie i miłość”. Wreszcie po czwarte: „Zachowaj właściwą hierarchię”. Social media są tylko narzędziem i nie mogą odciągać człowieka od tego, co najważniejsze. Dlatego Gongora przywołuje słowa Jezusa: „Będziesz miłował Pana Boga swego całym swoim sercem, całą swoją duszą, całym swoim umysłem i całą swoją mocą”.
To wszystko może brzmieć prosto. I dobrze. Nie każda mądrość powinna być opakowana w filozoficzny traktat. Czasem bardziej potrzeba jasnego kompasu niż efektownej teorii. Zwłaszcza gdy chodzi o wpływ mediów społecznościowych na młodzież, który zależy nie tylko od samych aplikacji, ale także od dojrzałości człowieka, który po nie sięga.
Media społecznościowe a młodzież. Czego polscy młodzi mogą nauczyć się od „The Catholic Michigander”?
Wpływ mediów społecznościowych na młodzież i cztery proste zasady
Według Valerii Gongory social media są „mieczem obosiecznym”, ale używane właściwie mogą być „potężnym narzędziem”. Można podtrzymać nawet tego słynnego „Snapa”, ale robić to „mądrze i z intencją”. Można dzielić się „zabawną chwilą, pięknym zachodem słońca albo inspirującym cytatem”. Można używać internetu po to, by wnosić „radość i pozytywność”. A wtedy — pisze autorka — „możemy być światłem Chrystusa w epoce cyfrowej”.
Valeria Gongora nie mówi młodym: uciekajcie z internetu. Mówi im raczej: nie oddawajcie mu własnego sumienia. To dobra lekcja także dla Polaków. Bo być może naszym problemem nie jest tylko to, że młodzi za dużo scrollują. Być może problem polega na tym, że zbyt rzadko ktoś ich uczy, jak mądrze korzystać z mediów społecznościowych i po co właściwie mają być obecni w sieci.
wAkcji24.pl | Kultura | Źródło: „The Catholic Michigander” | Ilustracja: Gemini | 18.03.2026



