Podczas panelu „Quo vadis szkoło?” zorganizowanego w Wałbrzychu w ramach Sudeckiego Forum Inicjatyw 2025, była małopolska kurator oświaty i radna Sejmiku Województwa Małopolskiego Barbara Nowak przedstawiła ostrą krytykę sytuacji polskich w szkołach. W swojej wypowiedzi wskazywała na – jej zdaniem – systemowe łamanie praw rodziców, ideologiczny charakter nowych przedmiotów oraz zagrożenia dla dzieci i rodziny.
Barbara Nowak: To nie edukacja, lecz zamach na dzieci i prawa rodziców
Barbara Nowak: Rezygnacja z tzw. edukacji zdrowotnej nadal jest możliwa
Trzeba pamiętać, że perfidia pani Barbary Nowackiej (minister edukacji – przyp. red.) polegała na tym, że wszystkie dzieci zostały automatycznie zapisane na edukację zdrowotną, a rodzice musieli je wypisywać na piśmie. Ustalono datę 25 września jako ostateczną, ale już 14 września minister edukacji publicznie mówiła, że można rezygnować również w październiku i później. To pokazuje całą perfidię tej operacji.
Nawet jeśli ktoś dziecka nie wypisał jeszcze z edukacji zdrowotnej, to ono nie musi chodzić na te zajęcia — mówię to odpowiedzialnie jako były kurator. To są zajęcia nieobowiązkowe, a rodzic ma prawo powiedzieć nauczycielowi, że dziecko nie będzie uczestniczyć, bo poznał informacje, których wcześniej mu nie przedstawiono.
Rodzice! Szkoła jest Wasza! Jak powstrzymać złe zmiany w edukacji
Barbara Nowak: To nie edukacja, lecz zamach na dzieci i prawa rodziców
Barbara Nowak: Nie wolno dopuścić, by dzieci miały kontakt z takimi treściami
Była ogromna kampania promocyjna (przedmiotu „edukacja zdrowotna” – przyp. red.) — piękne filmiki, uśmiechnięta pani minister, zapewnienia o naukowości i dobru programu. A przecież wszystko, co rzekomo zawiera edukacja zdrowotna, już istnieje w innych przedmiotach. To powtórzenie jest po coś — ma ukryć jeden element: deprawację seksualną według standardów WHO i koncepcji Alfreda Kinseya, który prowadził eksperymenty na niemowlętach.
Pan Izdebski, promotor tego programu, jest członkiem kontrowersyjnego amerykańskiego stowarzyszenia i główną twarzą permisywnej edukacji seksualnej. Nie wolno dopuścić, by dzieci miały kontakt z takimi treściami.
Barbara Nowak: To nie edukacja, lecz zamach na dzieci i prawa rodziców
Barbara Nowak: Rodzina i małżeństwo są przedstawiane jako patologia
Ten program (przedmiotu „edukacja zdrowotna”- przyp. red.) jest napisany źle. Zawiera treści kierowane do dzieci przeżywających trudności, ale zamiast je chronić, normalizuje zjawiska niebezpieczne. Najpierw mówi się, że mówienie o płci męskiej i żeńskiej jest czymś złym, bo płeć ma być płynna. Dzieciom w czwartej klasie szkoły podstawowej mówi się: „Możesz sam się stworzyć, możesz być kim chcesz”. To jest kłamstwo, które niszczy człowieka.
Mówi się o hormonach blokujących rozwój, ale nie mówi się o skutkach ubocznych. Każdy lek je ma — a tutaj chodzi o hormony podawane dzieciom.
W podstawie programowej przez długi czas nie ma słów „rodzina” ani „małżeństwo”. Małżeństwo kobiety i mężczyzny pojawia się jedynie w kontekście rozpadu. Wszystkie inne związki są przedstawiane jako idealne. Dzieci słyszą też: „jak się znudzisz, możesz to zmienić”.
To jest zamach na porządek w głowie dziecka i na to, co wynosi z domu. To zamach na rodziców, bo to nie oni mają już wychowywać dzieci, ale ministerstwo i ideologiczna agenda.
Barbara Nowak: To nie edukacja, lecz zamach na dzieci i prawa rodziców
Barbara Nowak: To rodzice muszą stanąć murem za dziećmi
Rodzice, którzy wypisali swoje dzieci z edukacji zdrowotnej, są publicznie nazywani „szurami”. Ja dbam o swoje dzieci i wnuki, więc jestem „szurem”? To absurd. Ten program nie jest neutralny — on ma zniszczyć całe pokolenie młodych Polaków. A kiedy młode pokolenie nie będzie wychowywane w polskości i wierze katolickiej, Polski nie będzie.
Dziś nie ma żadnej realnej kontroli nad tym, jakie organizacje wchodzą do szkół i jakie treści przekazują dzieciom. Jeśli dyrektor się zgodzi, do szkoły może wejść każde stowarzyszenie. Nie przyjęto przepisów, które miały temu zapobiegać. Już wkrótce w szkołach organizowany będzie tzw. „tęczowy piątek” pod hasłem tolerancji, podczas którego dzieciom sugeruje się zmianę płci czy orientacji seksualnej.
Rodzice muszą rozmawiać ze swoimi dziećmi i reagować. To ich obowiązek — stanąć murem za dzieckiem. Bo ministerstwo i ideologowie nie kochają naszych dzieci. To my, rodzice i dziadkowie, je kochamy. I to od nas zależy, czy pozwolimy na ich deprawację.
Rodzice mają realne narzędzia, tylko muszą z nich korzystać. Każda szkoła na początku roku szkolnego przyjmuje program wychowawczo-profilaktyczny. To jest dokument, który obowiązuje całą szkołę. Rodzice mają prawo i obowiązek wpisać tam to, co uważają za najważniejsze w wychowaniu swoich dzieci. I to nie jest żadna deklaracja – to jest dokument, który musi być realizowany przez dyrektora i nauczycieli.
Kiedy byłam kuratorem, często słyszałam pytanie: „A co, jeśli rodzice zażyczą sobie permisywnej edukacji seksualnej?”. Odpowiedź jest prosta: dyrektor nie ma prawa tego wpisać, bo byłoby to łamanie prawa – konstytucyjnego prawa innych rodziców oraz misji szkoły, która ma wychowywać do dobra, prawdy i piękna. Tego po prostu nie wolno robić
Barbara Nowak: To nie edukacja, lecz zamach na dzieci i prawa rodziców
Barbara Nowak: Dzisiaj nie ma żadnej realnej kontroli nad tym, jakie organizacje wchodzą do szkoły i jakie treści przekazują dzieciom
Trzeba też jasno powiedzieć: nawet jeśli edukacja zdrowotna nie jest obowiązkowa i wiele dzieci na nią nie chodzi, one i tak nie są bezpieczne. Pani Nowacka zrobi wszystko, żeby z tymi treściami wejść do szkół innymi drzwiami. Dzisiaj nie ma żadnej realnej kontroli nad tym, jakie organizacje wchodzą do szkoły i jakie treści przekazują dzieciom. Jeśli dyrektor się zgodzi, do szkoły może wejść każde stowarzyszenie. Ustawa, która miała to regulować, nie została przyjęta.
To zaczyna się już w przedszkolach. Wystarczy jeden nauczyciel, który będzie chciał wpuszczać takie treści. A jeśli nawet nauczyciele tego nie zrobią, to i tak mamy zapowiadane akcje ogólnopolskie, takie jak tzw. „tęczowy piątek”, organizowany pod hasłem tolerancji. Wtedy do szkół wchodzą aktywiści i mówią dzieciom: może chcesz zmienić płeć, może kochasz koleżankę, to jest wspaniałe. Takie rzeczy już się dzieją.
Dlatego najważniejsze jest to, żeby rodzice mieli bardzo dobry kontakt ze swoim dzieckiem i rozmawiali z nim o tym, co dzieje się w szkole. I żeby reagowali. Nie bać się. Jeśli dzieje się coś złego, trzeba iść do dyrektora i powiedzieć: nie życzę sobie, proszę nie robić krzywdy mojemu dziecku, proszę nie wchodzić w moje prawa. To ja mam prawo decydować o wychowaniu mojego dziecka.
Barbara Nowak: To nie edukacja, lecz zamach na dzieci i prawa rodziców
Barbara Nowak: Edukacja domowa powinna być wspierana finansowo tak samo jak edukacja szkolna
Jednym z rozwiązań, które dziś się wyraźnie wyłania, jest edukacja domowa. Jestem ogromnie pełna szacunku dla rodziców, którzy podejmują trud edukowania własnych dzieci. Bardzo często jest tak, że dzieci, które w szkole nie potrafią funkcjonować, w edukacji domowej rozwijają się szybciej i osiągają lepsze wyniki. Nie ma żadnego powodu, żeby państwo twierdziło, że wychowa i wykształci dziecko lepiej niż rodzice, skoro to rodzice chcą wziąć za to odpowiedzialność.
Edukacja domowa powinna być wspierana finansowo tak samo jak edukacja szkolna. Jeżeli na dziecko w szkole idą środki publiczne, to takie same środki powinny iść za dzieckiem uczącym się w domu. To jest realizacja prawa rodzicielskiego. Znam dziś rodziców, którzy uciekając przed systemem demoralizacji, organizują się w małe grupy, wynajmują jednego nauczyciela dla kilku czy kilkunastu dzieci. To jest trudne, wymagające, ale bardzo skuteczne rozwiązanie.
Barbara Nowak: To nie edukacja, lecz zamach na dzieci i prawa rodziców
Barbara Nowak: Wielu ludzi, którzy publicznie głoszą zupełnie inne poglądy i walczą z Kościołem, posyła swoje dzieci do szkół katolickich
Drugą drogą, którą trzeba rozwijać, są szkoły katolickie. One mają doskonałe wyniki w nauce, ale przede wszystkim kształtują człowieka. Człowieka silnego, mądrego i zdolnego do szczęścia. Tam uczy się, że przez trud można coś osiągnąć, że życie nie polega na przyjemności, ale na odpowiedzialności. To jest wychowanie, które się sprawdziło.
W szkołach katolickich rodzice są z nauczycielami, a nie przeciwko nim. To jest dziś ogromna wartość. Nauczyciel nie jest samotny, nie jest podważany na każdym kroku. Jest wspólnota: dziecko, rodzic i nauczyciel. I dlatego te szkoły są bezpieczne.
Wielu ludzi, którzy publicznie głoszą zupełnie inne poglądy i walczą z Kościołem, posyła swoje dzieci do szkół katolickich. To najlepiej pokazuje, że one działają. Tam dzieci są wychowywane, tam panuje porządek, tam uczy się odpowiedzialności. I to jest coś, co trzeba w Polsce rozwijać.
Jeżeli nie zaczniemy budować sieci szkół katolickich, jeżeli nie będziemy wspierać edukacji domowej, to szkoła publiczna zostanie całkowicie przemodelowana. W 2026 roku zapowiadana jest nowa reforma podstaw programowych. To będzie próba stworzenia człowieka sformatowanego, łatwego do sterowania, pozbawionego zakorzenienia w wartościach. My na to nie możemy się zgodzić.
Od rodziców zależy bardzo dużo. Nikt nie ma prawa powiedzieć, że rodzice są bezradni. Jeśli coś złego dzieje się w szkole i rodzice nie reagują, to znaczy, że zostawiają swoje dziecko samo. A rodzic, który kocha swoje dziecko, stoi przy nim. Zawsze.
wAkcji24.pl | Wiara | źródło: DAI24, Konferencja Episkopatu Polski| Ilustracja: Ideogram | 9.01.2026





