Bp James Conley mówi o tym, czym jest depresja i walce z nią

Lęk i depresja ciążą na życiu wielu ludzi – często są to młodzież i młodzi dorośli. Jest jednak nadzieja. Mówię to z doświadczenia.

 

Nasz świat doświadcza kryzysu zdrowia psychicznego. Lęk i depresja ciążą na życiu wielu ludzi – często są to młodzież i młodzi dorośli. Jest jednak nadzieja. Mówię to z doświadczenia. Przeszedłem własną drogę problemów psychicznych, która zabrała mnie na dno ciemności i potem z powrotem do życia, w którym ponownie doświadczam radości i jeszcze głębszej miłości do naszego Pana. W tym liście duszpasterskim „Przyszłość pełna nadziei” dzielę się moją historią, praktycznymi poradami i katolickim kontekstem zdrowia psychicznego, aby zachęcić Cię do własnej, unikalnej podróży do pełni i świętości. Niezależnie od tego, czy jesteś jednym z prawie 60 milionów Amerykanów, którzy doświadczyli jakiejś formy choroby psychicznej, czy też bliską osobą kogoś, kto zmaga się z trudnościami, nie musisz cierpieć samotnie. Jezus pragnie iść z Tobą, oferując pokój i nadzieję, jakich świat nie może dać. Modlę się, aby dzielenie się moją podróżą pomogło Ci w Twojej.

Bp James Conley mówi o tym, czym jest depresja i walce z nią

 

Część I: Moja historia poszukiwania zdrowia psychicznego

Od mojej konwersji na katolicyzm w czasach studenckich, zawsze wiedziałem intelektualnie o mojej całkowitej zależności od Boga, uznając to za cechę definiującą ludzką kondycję. Z pewnością wierzyłem w słowa Jezusa: „Beze Mnie nic uczynić nie możecie” (J 15,5), ale ta prawda stała się zniekształcona przez kłamstwo. Wychowałem się według powszechnego amerykańskiego stereotypu samodzielnego człowieka, który podnosi się z własnych sił i sam rozwiązuje każdy problem. Kiedy coś nie idzie dobrze, nie pokazuje słabości, tylko pracuje ciężej. Jako chrześcijanin dostosowałem to do: modli się i pracuje ciężej. Bóg oferuje łaskę, ale mylnie myślałem, że resztę muszę zrobić sam. Taka nieboska samodzielność nieuchronnie prowadziła do mojego załamania.

Około siedem lat po zostaniu biskupem Lincoln, zacząłem się załamywać pod ciężarem obowiązków biskupich. Ludzie tej diecezji mają piękną wiarę, a ja chciałem być silnym, niezłomnym przywódcą, na jakiego, jak myślałem, zasługują. Dzień po dniu starałem się rozwiązywać problemy, które mi przynoszono, zamiast oddawać je Panu. Zawsze było więcej pracy niż czasu, a stopniowo zaniedbywałem dbanie o własne zdrowie fizyczne i psychiczne.

Pierwszą rzeczą, którą zaniedbałem, był sen, bo mój umysł nie przestawał pracować. Całe noce leżałem w łóżku, przeżywając wydarzenia dnia, błędnie wierząc, że wszystko zależy ode mnie, że jestem odpowiedzialny za wszystkie wyniki w diecezji. Chociaż wyczerpanie tym stylem życia było coraz większe, nadal próbowałem przetrwać. Kiedy moje ciało zaczęło się rozpadać z braku snu i stresu, jadłem nieregularnie lub wcale. Jestem biegaczem i zazwyczaj biegam dwa półmaratony rocznie, ale do 2020 roku musiałem przestać z powodu braku energii. Moje fizyczne pogorszenie prowadziło do emocjonalnego i psychicznego upadku i zanim się obejrzałem, ledwo trzymałem się ostatniego nici duchowego zdrowia.

Z perspektywy czasu widzę, że wstyd podważał impulsy Ducha Świętego, aby zadbać o moje zdrowie fizyczne i psychiczne. Nie miałem rodzinnej historii zaburzeń psychicznych, wychowywałem się w kochającej rodzinie i byłem błogosławiony bliskimi przyjaciółmi i znaczącą pracą – na pewno nie mogłem cierpieć na problemy ze zdrowiem psychicznym! Po ostatecznej diagnozie medycznej z PTSD, ciężką depresją, lękiem i szumem w uszach, musiałem zmierzyć się z moim zaprzeczeniem. Ale nawet wtedy nie myślałem, że biskup może wziąć wolne, aby zająć się osobistymi sprawami. Może urlop był do przyjęcia w przypadku fizycznej choroby, ale nie dla problemów ze zdrowiem psychicznym. Chociaż ledwo funkcjonowałem i byłem na końcu mojej liny, nadal minimalizowałem moje problemy.

Na szczęście moja siostra, przyjaciele i profesjonaliści medyczni pomogli mi zrozumieć, że nie jest egoizmem dbać o siebie. Kiedy Jezus nakazuje: „Będziesz miłował bliźniego swego jak siebie samego” (Mt 22,39), większość z nas słyszy wezwanie do kochania innych. To z pewnością prawda, ale jest to także nakaz do właściwie uporządkowanej miłości własnej. Św. Tomasz z Akwinu wyjaśnia, że musimy kochać siebie i mamy wybór, czy robić to dobrze, czy źle. Ponadto, nasza miłość własna informuje naszą zdolność do kochania innych, ponieważ „miłość człowieka do siebie samego jest modelem jego miłości do bliźniego”. Oddaliłem się od nauki Kościoła, że skoro jesteśmy ciałem i duszą, dbanie o nasze zdrowie fizyczne i psychiczne jest częścią Bożego planu dla naszego życia. A brak miłości własnej teraz utrudniał mi zdolność do miłowania i służenia dobrze.

W grudniu 2019 roku, dzięki życzliwości i zrozumieniu nuncjusza apostolskiego w Stanach Zjednoczonych, otrzymałem zgodę Ojca Świętego na wzięcie urlopu, aby zająć się moim zdrowiem psychicznym. Było to niezwykle trudne, aby odejść od obowiązków biskupa, zwłaszcza bez ustalonego terminu powrotu. Było to pokornie przyznać, że nie wiedziałem, jak długo potrwa moje uzdrowienie – czy nawet wrócę – i chciałem być szczery z moją owczarnią, dlaczego odchodzę. Kulturowe piętno związane z problemami zdrowia psychicznego może wywierać presję na ukrywanie naszych trudności. Zdecydowałem się walczyć z uprzedzeniami i wstydem, dzieląc się moim cierpieniem otwarcie. Wsparcie i modlitwy, które otrzymałem od dobrych ludzi z Diecezji Lincoln, przerosły moje wyobrażenia. Potrzebowałem całej tej łaski, ponieważ najtrudniejsza część mojej podróży była jeszcze przed mną.

 

Bp James Conley: depresja nie oszczędza kapłanów

 

W trakcie rekonwalescencji

Covid-19 wybuchł na całym świecie kilka miesięcy po tym, jak przeniosłem się do ośrodka rekolekcyjnego diecezji w Phoenix na zaproszenie biskupa Thomasa Olmsteda. Jak lubię mówić, wziąłem urlop zdrowotny w grudniu z powodu zdrowia, a potem w marcu cały świat wziął urlop z powodu Covid-19. Dodatkowa izolacja w pandemii, wyzwania związane z uzdrowieniem psychicznym i fizycznym oraz duchowa posucha połączyły się, tworząc jeden z najciemniejszych okresów mojego życia. Patrząc wstecz na te miesiące, może najgorszą częścią tego okresu w moim życiu była utrata radości. Każdy, kto mnie znał, wiedział, że zawsze byłem pozytywną, optymistyczną osobą. Moja natura nigdy nie była skłonna do melancholii, a ja zawsze byłem optymistycznie nastawiony do życia. Wszystko to całkowicie zniknęło, gdy moja radość wyparowała.

Czując, że straciłem prawie wszystko, trzymałem się moich trzech kotwic: Mszy Świętej, Różańca i Liturgii Godzin (oficjalne modlitwy Kościoła, które księża i zakonnicy obiecują odmawiać codziennie). Te trzy kotwice nadawały strukturę mojemu dniu, ale nie oferowały wiele pocieszenia. Ponieważ przez kilka miesięcy nie można było odprawiać publicznie Mszy, trudno było zmusić się do kaplicy, która była zaledwie pięć minut spacerem od mojego miejsca zamieszkania, aby odprawić Mszę prywatnie.

Były nawet dni, kiedy nie mogłem tego zrobić. W większości dni, kiedy spełniałem swoje zobowiązania, kotwice często wydawały się być obowiązkiem, bez poczucia obecności Pana. Ale wiedziałem, że rezygnacja z Mszy Świętej, Różańca i Liturgii Godzin całkowicie mnie odsunie. W tym czasie mój Brewiarz (zawierający modlitwy Liturgii Godzin) czasami pocieszał mnie, ponieważ serca wołania psalmów rezonowały. Psalmy powoli stawały się dla mnie ważniejsze niż kiedykolwiek wcześniej. Dziwne, jak to może się wydawać, jeden werset z Modlitwy Nocnej w piątek, „Moim jedynym towarzyszem jest ciemność” (Psalm 88:18), stał się pocieszającym przypomnieniem, że inni doświadczyli ciemności przez pewien czas i znaleźli drogę z powrotem do światła. Ale to pocieszenie zawsze zanikało, a ja nie mogłem powstrzymać się od pytania: Gdzie jest Bóg?

Kiedy zmagałem się z tym pytaniem wśród ciemności i utraty radości, księżyc na pustynnym niebie stał się dla mnie potężnym symbolem. Ponieważ księżyc w pełni i w nowiu pojawia się i znika, przez kilka dni w cyklu księżycowym znika z pola widzenia. Oczywiście nadal tam jest, ale nagie oko go nie widzi. Tak jest z Bogiem. Nawet gdy nie mogę Go zobaczyć, usłyszeć ani poczuć, On jest nadal tam.

W tym okresie ciemności słowa Jezusa: „Beze Mnie nic uczynić nie możecie” zaczęły nabierać głębszego znaczenia. Kiedy bardziej otworzyłem się na Pana jako uzdrowiciela i nauczyciela, nauczyłem się więcej o mojej radykalnej zależności od Niego. Zacząłem doświadczać wolności z poddania się, gdy stopniowo pozwalałem Jezusowi dźwigać ciężary, które nosiłem sam. To było około tego czasu, kiedy codziennie zacząłem modlić się „Modlitwą poddania” autorstwa o. Dolindo Ruotolo. Powoli, ale pewnie, zaczęło to przynosić owoce.

Zrozumiałem, że moje mentalne wyobrażenie o tym, że Jezus wysyła mnie jak Apostołów (por. Mk 6,7), sugerowało, że Pan zostaje w tyle. Kiedy modliłem się przez ten obraz, zacząłem zauważać inne wersety, które poprawiały to błędne spojrzenie, takie jak: „A oni poszli i głosili Ewangelię wszędzie, a Pan działał z nimi” (Mk 16,20) i „Jesteśmy bowiem współpracownikami Boga” (1 Kor 3,9). Rozumienie mojej roli jako współpracy z Jezusem w Jego dziele stało się wyzwalające i punktem zwrotnym w mojej niezdrowej samodzielności. Jak często przypominał mi mój terapeuta, musisz tylko „pojawić się”, a Pan zrobi resztę.

To również pomogło mi otworzyć się na większe wsparcie od przyjaciół. W Phoenix było kilka młodych rodzin, byłych studentów z moich lat jako kapelan Uniwersytetu Dallas w Rzymie, które otworzyły przede mną swoje domy. Jedna rodzina w szczególności stała się dla mnie jak druga rodzina. Terapeutyczne było spędzanie czasu z ich dziećmi, grillowanie i rozmowy na podwórku. Dało mi to również poczucie celu, aby prywatnie odprawiać dla nich Mszę, ponieważ, jak wielu innych wiernych katolików w tym trudnym okresie, byli głodni Eucharystii.

Grałem w golfa z innymi przyjaciółmi w Phoenix, a przez te miesiące moja siostra, kilku bliskich przyjaciół świeckich i kilku braci biskupów nawet przyleciało do Phoenix, aby spędzić ze mną kilka dni. Cała ta miłość i wsparcie pomogły mi wyjść z własnej głowy, z domu i z izolacji. Inicjowanie przez wielu przyjaciół odnowienia kontaktu wiosną i latem 2020 roku, a następnie zapewnienie, że pozostaniemy w kontakcie, było kluczowe dla mojego wyzdrowienia.

Ostatnim darem tego trudnego okresu uzdrowienia był mój pies, Stella. Mój dobry przyjaciel, biskup James Wall z Gallup, był w trakcie zdobywania szczeniaka i przekonał mnie, aby zrobić to samo. Zrobiliśmy siedmiogodzinną podróż do El Paso, aby odebrać cztery ośmiotygodniowe golden retrievery, dwa dla nas i dwa dla innych przyjaciół. Patrząc wstecz, zabawne jest myśleć, że dziesięciokilogramowy szczeniak był kluczowy w przywróceniu radości do mojego życia. Stella jest teraz prawie wszędzie ze mną i jest kochana przez wszystkich. Ponieważ mieszkam sam, zapewnia mi niezbędne towarzystwo i upewnia się, że codziennie wychodzę na spacer.

Po cieniach arcybiskupa Paula Coakley z Oklahoma City, mojego najbliższego przyjaciela od ponad 50 lat, i arcybiskupa Josepha Naumanna z Kansas City, byłem gotów wznowić swoje obowiązki biskupie w listopadzie 2020 roku. Ponieważ większość rzeczy została wstrzymana z powodu Covid, wróciłem do wielu tych samych problemów, które były w toku, gdy odchodziłem. Te wyzwania były zwiększone przez śmierć mojej mamy 19 grudnia, co było szczególnie trudne, ponieważ byliśmy bardzo blisko.

Chociaż mój powrót do „normalnego” życia był trudny, byłem świadomy priorytetowego traktowania zdrowia fizycznego, emocjonalnego i duchowego. Na przykład w 2021 roku miałem błogosławieństwo uczestniczyć w rekolekcjach „Healing the Whole Person” sponsorowanych przez Centrum Uzdrowienia Jana Pawła II. Prowadzone przez niesamowity zespół, było to czas intensywnego uzdrowienia i wspólnoty. W rzeczywistości nadal co miesiąc sprawdzamy się z naszym zespołem, aby wspierać się nawzajem. Niedawno ukończyłem również trzyletni program duchowości dla biskupów sponsorowany przez Instytut Formacji Kapłańskiej, który pomógł ugruntować moje wyzdrowienie i wzrost.

Moja podróż w kierunku większej pełni i świętości będzie trwała, ale jestem niezmiernie wdzięczny za dodatkową wolność i pokój, które teraz mam. Nie biorę już żadnych leków, co kiedyś wydawało się niemożliwością. Dzielę się swoją historią, aby przyspieszyć upadek stygmatyzacji zdrowia psychicznego w naszej kulturze. Modlę się również, aby zainspirowała innych do przyjęcia Jezusa jako Boskiego Lekarza i pełniejszego doświadczenia „wolności chwały dzieci Bożych” (Rz 8,21).

 

Bp James Conley - Depresja

Część II: Dążenie do zdrowia psychicznego

Oczywiście nie jestem specjalistą ds. zdrowia psychicznego. Oferuję te refleksje duszpasterskie na podstawie mojej wiedzy o nauce Kościoła i doświadczeń uzdrowienia. Dalsze zasoby są sugerowane poniżej.

Poszukiwanie pełni i świętości

To „tylko Bóg daje wzrost” (1 Kor 3,7) i współpracując z Jego łaską, możemy wszyscy zbliżyć się do pełni i świętości. Chciałbym podkreślić kilka sposobów, jak możemy podjąć to zadanie.

Szukać uzdrowienia bezpośrednio od Jezusa. Ewangelie podkreślają uzdrawiającą posługę Jezusa, a Jego uzdrawiające dzieło trwa! Powinniśmy zawsze najpierw zwrócić się do Pana, prosząc o uzdrowienie fizyczne, emocjonalne lub duchowe. Chociaż niektórzy otrzymują natychmiastowe i cudowne uzdrowienia (i dobrze jest o to prosić), Pan może wybrać, aby uzdrowić nas stopniowo lub nawet pozwolić na kontynuację cierpienia. Bez względu na wszystko, możemy być spokojni, wierząc, że daje nam to, czego potrzebujemy i działa wszystko dla naszego dobra.

Oprócz regularnej modlitwy, sakramenty są kluczową częścią każdej katolickiej drogi uzdrowienia, ponieważ przez nie bezpośrednio otrzymujemy udział w życiu Bożym. Jak mówi Katechizm Kościoła Katolickiego, „Sakramenty są ‘mocami, które wychodzą’ z Ciała Chrystusa, który jest zawsze żywy i ożywiający” (KKK 1116). Po prostu: kiedy spotykamy Boga w sakramentach, wolni od grzechu śmiertelnego i z otwartym sercem, jesteśmy przemieniani. I jakże mogłoby być inaczej, skoro Bóg daje nam siebie?

W sakramencie Eucharystii Bóg, który uzdrawiał trędowatych, niewidomych, chorych i chromych, dosłownie jednoczy się z nami! Tak głęboko, że św. Cyryl Aleksandryjski powiedział: „Kto przyjmuje Komunię [Eucharystię], łączy się z Jezusem Chrystusem tak blisko, jak dwa kawałki wosku, które po roztopieniu stają się jednym”. Powinniśmy podejść do tej unii z oczekującą wiarą, jak zachęcają nas słowa Mszy: „Panie, nie jestem godzien, abyś przyszedł pod mój dach, ale powiedz tylko słowo, a moja dusza będzie uzdrowiona”. Jest to adaptacja fragmentu z Ewangelii Mateusza, gdzie rzymski żołnierz prosi Jezusa o uzdrowienie fizycznej choroby swojego sługi: „Setnik odpowiedział: ‘Panie, nie jestem godzien, abyś przyszedł pod mój dach; ale powiedz tylko słowo, a mój sługa będzie uzdrowiony’” (Mt 8,8). Jakie by nie było nasze pragnienie uzdrowienia, możemy przynieść je Jezusowi w Eucharystii i ufać, że On działa.

Drugim sakramentem, który powinniśmy regularnie otrzymywać na naszej drodze, jest sakrament Pokuty – jeden z dwóch „sakramentów uzdrowienia” (KKK 1421). Nawet jeśli nasz osobisty grzech nie jest związany z naszą chorobą, spowiedź wzmacnia nas na naszej ziemskiej pielgrzymce i może przynieść wiele pocieszeń, w tym pokój i poczucie miłości Boga. W przypadkach, gdy nasz grzech jest czynnikiem napędzającym nasze cierpienie, możemy zwrócić się do sakramentu Pokuty, aby uwolnić się od ciężaru grzechu. Sakrament pomaga również w naszej dążeniu do zdrowia psychicznego, obdarzając nas szczególnymi łaskami do walki z grzechami, które wyznajemy. Jest to niezastąpiony dar w naszej drodze do cnoty i pełni.

Kiedy szukamy świętości przez jakiś czas, nieuchronnie doświadczamy braku postępu w przypadku niektórych grzechów, mimo znacznego wysiłku. Zamiast pozwolić, aby cykl powtarzających się grzechów i spowiedzi odbierał nam zdrowie psychiczne, możemy naśladować św. Tomasza z Akwinu, który rozpoznaje grzech jako „okazję do pokory i większej ostrożności”. Aby uniknąć zniechęcenia, możemy dziękować Bogu za kolejne przypomnienie naszej całkowitej zależności od Niego, skorzystać z okazji do pokory i zacząć od nowa.

Szukać uzdrowienia pośrednio od Jezusa. Kościół oferuje inne możliwości uzdrowienia poza sakramentami, takie jak nabożeństwa uzdrowienia i zespoły modlitewne. Znam niektóre cudowne uzdrowienia, które miały miejsce przez takie kanały i zachęcam zarówno księży, jak i świeckich, aby oferowali je w swoich lokalnych społecznościach. Ponadto Kościół zachęca nas do szukania wstawiennictwa świętych, którzy teraz w niebie są naszymi najpotężniejszymi orędownikami. Otaczają nas „tak wielka chmura świadków” (Hbr 12,1), a historie cudownych uzdrowień przez wstawiennictwo świętych są liczne.

Jestem szczególnie blisko św. Józefa, ponieważ urodziłem się w jego święto (19 marca). W ośrodku rekolekcyjnym w Phoenix znajdowała się marmurowa statua średniowiecznego św. Józefa, obejmującego młodego Jezusa. Każdego ranka pierwszą rzeczą, jaką widziałem za oknem, był ten patron Kościoła powszechnego, wyglądający tak silnie i pewnie. Statua przypominała mi codziennie, że św. Józef był dobrym przybranym ojcem, zachęcając mnie do podejmowania mojej rekonwalescencji dzień po dniu – lub, kiedy to było zbyt przytłaczające, krok po kroku. Św. Józef jest kimś, kto cicho „pojawiał się” każdego dnia.

Czując moją głęboką potrzebę jego pomocy w tym trudnym okresie, poświęciłem się św. Józefowi, korzystając z doskonałej książki o. Donalda Callowaya, „Poświęcenie św. Józefowi”. Pomoc tego wielkiego świętego była tak namacalna, że w 2021 roku poświęciłem całą Diecezję Lincoln św. Józefowi. Nie mogę wystarczająco zachęcić cię do osobistego poświęcenia się św. Józefowi i doświadczenia korzyści płynących z jego potężnego wstawiennictwa. Jak napisała św. Teresa z Ávili o „chwalebnym św. Józefie” w swojej autobiografii: „Chciałabym, aby wszyscy ludzie byli oddani temu chwalebnemu Świętemu; bo wiem z długiego doświadczenia, jakie błogosławieństwa może nam on uzyskać od Boga. Nigdy nie znałam nikogo, kto był naprawdę oddany jemu i który czcił go szczególnymi usługami, kto nie wzrastał widocznie coraz bardziej w cnotach; bo on w szczególny sposób pomaga duszom, które powierzają się jego opiece”. Św. Józef odegrał ważną rolę w mojej rekonwalescencji i chce również wspierać Twoją.

W trakcie mojego urlopu spotykałem się regularnie z psychologiem, lekarzem, kierownikiem duchowym oraz zaufanym psychiatrą. Ci ludzie nie tylko byli ekspertami w swoich dziedzinach, ale także prawdziwymi uczniami Jezusa. Wszyscy odegrali kluczowe, choć różne, role w moim uzdrowieniu. Chociaż rozumiem, że twój dostęp do takiego wsparcia może być ograniczony, zachęcam cię do szukania pomocy wszelkimi dostępnymi środkami. Ponadto, istnieje coś niesamowicie uzdrawiającego w miłującej wspólnocie. Jesteśmy istotami społecznymi i, skoro wiele ran jest relacyjnych, wiele uzdrowienia można znaleźć przez bezpieczne i miłujące relacje. Zaufaj i pozwól ludziom, którzy cię kochają, pomóc ci. Jeśli nie masz takiego wsparcia, módl się o te relacje. Jest to głęboki ból, być bez nich, ale Pan zawsze zapewnia na swoim własnym czasie i w swoich kreatywnych sposobach.

Szukać uzdrowienia przez równowagę. Problemy zdrowia psychicznego mogą być wywołane lub zaostrzone (jak to było w moim przypadku), jeśli nie dbamy o wszystkie wymiary naszego życia – ciało, umysł i duszę. Znajdowanie czasu na sen, zdrowe odżywianie, ćwiczenia i rekreację jest ważne

nie tylko dla stabilizacji nastroju, ale dla ogólnego poczucia dobrobytu i radości. Kiedy mamy trudności, są to podstawowe elementy, które możemy wprowadzić lub poprawić.

Katolicki kontekst zdrowia psychicznego

Można by słusznie zapytać, jeśli nie mówimy o katolickiej fizyce czy katolickiej biologii, dlaczego potrzebujemy katolickiego rozumienia zdrowia psychicznego? Odpowiedź brzmi, ponieważ każde pojęcie zdrowia psychicznego jest obciążone przekonaniami na temat osoby ludzkiej, na temat prawdziwej antropologii ludzkiej. W końcu, jeśli zdrowie psychiczne odnosi się do „poznawczej, behawioralnej i emocjonalnej dobrobytu osoby”, musimy wiedzieć, co oznacza dobrobyt i jak wygląda dobrobyt. Ale pojęcia ludzkiego rozkwitu zależą od przekonań na temat pochodzenia człowieka, jego celu i przeznaczenia. A zatem katolickie spojrzenie na zdrowie psychiczne jest konieczne, ponieważ definiuje dobrobyt zgodnie z rozumem i objawieniem.

Dobro, do którego zostaliśmy stworzeni, jest niczym innym jak dobro znalezione w Jezusie Chrystusie. Sobór Watykański II pięknie naucza, że „Chrystus, ostatni Adam, przez objawienie tajemnicy Ojca i Jego miłości, w pełni objawia człowiekowi samego siebie i czyni jego najwyższe powołanie jasnym”. Katechizm wyjaśnia, że „W całym swoim życiu Jezus przedstawia się nam jako nasz wzór. Jest ‘doskonałym człowiekiem’, który zaprasza nas, abyśmy stali się Jego uczniami i naśladowali Go” (KKK 520). Syn Boży stał się człowiekiem, jak my w każdym względzie, a jego świętość i pełnia stanowią ideał, do którego dążymy jako chrześcijanie. Kiedy katolicy szukają poznawczej, behawioralnej i emocjonalnej dobrobytu, dążymy do myśli, które są uwięzione w Chrystusie (głowa), działań zgodnych z Ewangelią (wybór) i pokoju, który przewyższa wszelkie zrozumienie (serce).

Jeśli ostatecznie dążymy do bycia jak Chrystus, to jak się tam dostać? Skoro Jezus jest doskonałym człowiekiem, ma sens rozpocząć od zrozumienia osoby ludzkiej. Wszyscy jesteśmy stworzeni na obraz i podobieństwo Boga, jedność ciała i duszy (por. KKK 362–365). W rzeczywistości obie są tak ściśle zjednoczone, że nasze ciało wpływa na nasze dusze (na przykład, kiedy pyszny posiłek podnosi nasze duchy) i vice versa (na przykład, kiedy radość z przyjacielskiego ślubu powoduje fizyczne uniesienie).

Zazwyczaj mamy tendencję do dbania o jedno i zaniedbywania drugiego, ale jak zauważył św. Jan Paweł II, cała osoba, „nie tylko jego duchowa dusza z inteligencją i wolną wolą, ale także jego ciało uczestniczy w godności ‘obrazu Boga’”. Oba ciało i dusza muszą być uwzględniane, ponieważ odzwierciedlamy i chwalimy Boga przez oba. W tym zrozumieniu osoby ludzkiej możemy zobaczyć, jak problemy w ciele lub duszy mogą potencjalnie zaszkodzić zdrowiu psychicznemu. Na przykład, obecne badania wskazują, jak historia depresji w rodzinie lub pewne diety są skorelowane z zwiększonym prawdopodobieństwem depresji i lęku. Tak samo z duszą, duże zmiany życiowe, takie jak utrata bliskiej osoby lub bezrobocie, mogą wpływać na zdrowie psychiczne. Inne badania pokazują, jak zwiększone korzystanie z mediów społecznościowych jest skorelowane z mniejszym i gorszym snem oraz wyższymi wskaźnikami depresji.

Inna, ale komplementarna perspektywa widzi osobę ludzką jako posiadającą intelekt, aby znać dobro, wolę, aby go wybierać, i emocje, które zachęcają do ruchu w kierunku dobra i unikania zła (por. KKK 356, 1705, 1763). Ta koncepcja ładnie odzwierciedla poznawcze, behawioralne i emocjonalne aspekty dobrobytu i podkreśla ich wzajemne powiązania. Na przykład, możemy mieć pomysł, aby iść na Adorację (poznawcze), zdecydować się na to, idąc spędzić czas z Panem (behawioralne), i opuszczając kaplicę, czując się bardziej podniesionym (emocjonalne). Lub z drugiej strony, jeśli angażujemy się w negatywne myśli (poznawcze), może to wywołać uczucia smutku lub bezwartościowości (emocjonalne), które możemy próbować stłumić alkoholem, telewizją lub telefonem (behawioralne).

Jest wiele czynników, które wpływają na nasze zdrowie psychiczne, a niektóre z nich są poza naszą kontrolą (na przykład genetyka, chemia mózgu, traumatyczne wydarzenia, ubóstwo, rasizm itp.). Bez umniejszania tych wpływów – które mogą być znaczne – pozostaje prawdą, że zawsze mamy wybór, jak na nie reagować. Jakakolwiek jest twoja sytuacja, zachęcam cię do przyłączenia się do ruchu w Kościele, aby priorytetowo traktować zdrowie psychiczne i szukać uzdrowienia.

Nie jesteś sam

Co możemy być zawsze pewni – bez względu na to, co się dzieje w naszym życiu – to, że nie jesteśmy sami. Nie jesteś sam! Bóg zna twoje cierpienie intymnie i chce iść z tobą przez nie. Jak napisał św. Jan Paweł II, „Chrystus wziął na siebie całe ludzkie cierpienie, nawet umysłowe cierpienie. Tak, nawet to cierpienie, które wydaje się być może najbardziej absurdalne i niezrozumiałe, konfiguruje chorego z Chrystusem i czyni go uczestnikiem jego odkupieńczej męki”. W tej chwili, jak w każdej chwili, Bóg szepcze ci: „Znam plany, które mam dla ciebie… plany dla twojego dobrobytu, a nie dla krzywdy, aby dać ci przyszłość pełną nadziei” (Jer 29,11).

Nadzieja, którą daje nam Bóg, i radość, która towarzyszy tej nadziei, jest cennym skarbem, który musimy chronić. Kiedy nadzieja zanika, pamiętajmy o niezliczonych sposobach, w jakie Bóg nas błogosławił, o szczególnych przypadkach w naszym życiu, w których „przyszedł z pomocą”, i o ciemnych czasach, kiedy wydawało się, że jest nieobecny, ale w retrospektywie możemy dostrzec Jego obecność. Czytanie żywotów świętych jest również potężnym sposobem, aby pamiętać, że Bóg działa w każdym życiu w każdej chwili historii. Jakże pocieszające jest wiedzieć, że wielu świętych zmagało się jak my – św. Ignacy Loyola rozważał samobójstwo, św. Jan Franciszek de Chantal cierpiał na depresję przez ponad czterdzieści lat, św. Jan Boży miał załamanie psychiczne, które skutkowało hospitalizacją, a św. Elżbieta Anna Seton zmagała się z lękiem i depresją. Wszyscy oni zbliżyli się do Boga przez swoje trudności i my również możemy.

Chciałbym zakończyć prostą praktyką, zaadaptowaną od św. Franciszka Salezego, biskupa i doktora Kościoła, a także zagorzałego orędownika powszechnego powołania do świętości. Przez cały dzień, przed rozpoczęciem różnych zadań, zróbmy trzy rzeczy: uznajmy, ofiarujmy i zaakceptujmy. 1) Uznajmy, że Pan jest z nami i, jeśli potrzebujemy, poprośmy o Jego pomoc; 2) Ofiarujmy cokolwiek, co zamierzamy zrobić, Jemu i powierzmy to Jego rękom; 3) Postanówmy zaakceptować cokolwiek się wydarzy.

 W ten sposób przypominamy sobie, że Pan jest zawsze z nami i gotowy do pomocy, jednoczymy nasze działania z Nim i poddajemy wynik Bożej opatrzności. Ta prosta praktyka może być wykonywana przed dużymi działaniami i małymi, przyjemnymi wydarzeniami, a także doświadczeniami, które wiemy, że będą trudne. Może być wykonywana w sekundach, ale robi ogromną różnicę, jak doświadczysz, jeśli włączysz ją do swojego dnia okresowo. Jak wspomniano na początku tego listu duszpasterskiego, Jezus mówi nam, że „Beze Mnie nic uczynić nie możecie” (J 15,5). Z tą praktyką, możemy celowo robić wszystko z Nim, zaczynać kwitnąć jako ludzkie istoty i doświadczać spełnienia obietnicy Jezusa: „Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy jesteście utrudzeni i obciążeni, a Ja was pokrzepię” (Mt 11,28).

Przez wstawiennictwo św. Dymfny, patronki zdrowia psychicznego, modlę się o twoją pełnię i świętość.

Z poważaniem w Chrystusie,

+James D. Conley, Biskup Lincoln

 

wAkcji24.pl | Opinie | Opinie Wiara | Zródło: Diecezja Lincoln | NNS | 28.05.2024

 

Ks. Mike Schmitz: Dlaczego lepiej być katolikiem a nie po prostu chrześcijaninem?

Ks. Mike Schmitz tłumaczy dlaczego lepiej być katolikiem: Często otrzymuję pytania: "Więc jesteś katolikiem, prawda?". Odpowiadam: "Tak, jestem". Ludzie pytają: "Jaka jest główna różnica między Kościołem Katolickim a innymi wyznaniami protestanckimi lub...

Adw. Artur Wdowczyk: W Polsce często media wydają wyroki a nie sądy [PODCAST]

W dzisiejszym odcinku podcastu "Rozmowy w Akcji" ksiądz Jakub Klimontowski i adwokat Artur Wdowczyk, pełnomocnim księdza biskupa Marka Mendyka w głośnej sprawie pomówień medialnych rozmawiają o kwestiach wyroków sądowych, odpowiedzialności dziennikarzy oraz wyzwań, z...

Cisza wyborcza – narzędzie przeciwko Kościołowi Katolickiemu?

wAkcji24.pl: Cisza wyborcza obowiązuje w krajach tradycyjnie uważanych za katolickie, takich jak Włochy, Hiszpania, Francja czy Polska. Czy to przypadek, że tam gdzie nie istnieje silny i zjednoczony kościół ciszy wyborczej nie potrzeba wprowadzać?Cisza wyborcza to...

Bp Ignacy Dec: Uczynki miłosierne względem ciała – Chorych odwiedzać

Choroba jest doświadczeniem nas wszystkich.  W Katechizmie Kościoła Katolickiego,  w punkcie 1500, czytamy: „Choroba i cierpienie zawsze należały do najpoważniejszych problemów, poddających próbie życie ludzkie. Człowiek doświadcza w chorobie swojej niemocy,...

ks. Jakub Klimontowski: Maryja Królowa Polski. Jak miłość do Maryi kształtuje nasze postawy

Maryja Królowa Polski! Od wieków Maryja, matka naszego Zbawiciela, Jezusa Chrystusa była gorąco czczona wśród Polaków. Historia pokazuje, że Matka Boża odegrała i wciąż odgrywa ważną rolę w historii naszego narodu. Uroczystość Maryi Królowej Polski, obchodzona każdego...

Biskup Marek Mendyk wzywa do jedności. Potraktujmy to z największą powagą

Synod Diecezji Świdnickiej, który Biskup Marek Mendyk zaingurował 18 maja 2024 roku, ma stać się nie tylko momentem refleksji, ale i inauguracją wspólnego działania. W jego centrum stawiane są pytania o tożsamość chrześcijańską, o fundamenty naszej wiary i kierunki, w...

ks. Jakub Klimontowski: Cuda Eucharystyczne a I Synod Diecezji Świdnickiej

Człowiek lubi doświadczać, czuć, widzieć, dlatego do naszej wyobraźni przemawiają cuda eucharystyczne. Mogą one wzmocnić naszą wiarę w obecność Chrystusa w Eucharystii. Zwracają uwagę na świętość Mszy Świętej oraz przypominają o głębi miłości Boga, który pozostaje...

Bp Ignacy Dec: Uczynki miłosierne względem duszy – Grzeszących upominać (1)

Pośród uczynków miłosiernych co do duszy na pierwszym miejscu Kościół wymienia: "Grzeszących upominać". Wskazuje to na jego ważność. Podejmując refleksję nad tym uczynkiem miłosiernym, spróbujemy odpowiedzieć na następujące pytania: jakie są podstawy biblijne...

Bp Thomas John Paprocki: Prezydent Biden kpi z naszej wiary katolickiej

wAkcji24.pl | Opinie | Biskup Thomas John Paprocki, biskup Springfield (Illinois, USA): W ubiegłym miesiącu, 23 kwietnia 2024 r., prezydent USA Joe Biden wzmocnił swoje poparcie dla grzechu aborcji, wykonując znak krzyża podczas wiecu aborcyjnego w Tampie na...

Bp Marek Mendyk: Nie żyjemy w epoce zmian, ale przeżywamy zmianę epoki! [słowo na otwarcie 1. Synodu Diecezji Świdnickiej]

Dołącz do Synodu aby wspólnie rozpocząć nową erę w naszej wspólnocie wiary. Nie żyjemy w epoce zmian, ale przeżywamy zmianę epoki. Widzimy, jak gwałtownie zmienia się nasz sposób życia, wzajemnego odnoszenia się do siebie, przekazywania informacji pomiędzy...