Kanadyjski ksiądz Larry Holland trafił do szpitala po złamaniu biodra. Według jego relacji, podczas leczenia dwukrotnie zaproponowano mu skorzystanie z MAID, czyli „medycznej pomocy w umieraniu”, choć nie cierpiał na żadne inne choroby. Kanada osiąga realne „oszczędności” dzięki promowania pacjentom eutanazji. Czy w Polsce również trwają przygotowania do takiego rozwiązania?
Eutanazja jako polityka oszczędności? Czy kryzys finansowania służby w Polsce to wstęp do eutanazji?
Gdy złamane biodro staje się pytaniem o sens życia
Sprawa ks. Larry’ego Hollanda z Vancouver jest wstrząsająca dlatego, że nie dotyczy choroby terminalnej w potocznym rozumieniu, lecz złamania biodra u 79-letniego człowieka. Według relacji podanej przez Catholic World Report i opisanej także przez Do Rzeczy, duchownemu podczas rekonwalescencji w Vancouver General Hospital dwukrotnie zaproponowano MAID, choć personel miał wiedzieć, że jest księdzem i przeciwnikiem eutanazji. Zadanie pytania wynikało z przyjętych w Kanadzie procedur nakłaniania osób starszych do skorzystania ze wspomaganego samobójstwa.
Problem jest systemowy: kanadyjskie instytucje publiczne traktują śmierć jako jedną z rutynowych „ścieżek opieki”, starszy pacjent może usłyszeć nie tyle neutralną informację, ile komunikat egzystencjalny: „twoje leczenie jest opcjonalne, możesz już umrzeć”. W katolickiej ekonomii człowiek nie jest pozycją kosztową, a szpital nie jest fabryką optymalizacji kosztów ubezpieczenia. Tymczasem w nowoczesnym państwie dobrobytu pojawiła się idea, by miłosierdzie zastąpić procedurą, a solidarność — arkuszem kalkulacyjnym. Excel jest świetny do faktur, ale bardzo kiepski jako sumienie.
Eutanazja jako polityka oszczędności? Czy kryzys finansowania służby w Polsce to wstęp do eutanazji?
MAID nie jest marginesem. To już jedna na dwadzieścia śmierci w Kanadzie
Kanadyjski program MAID przestał być zjawiskiem marginalnym. Według oficjalnego raportu Health Canada za 2024 rok MAID otrzymało 16 499 osób, co stanowiło 5,1 proc. wszystkich zgonów w Kanadzie. W tej grupie 15 767 przypadków, czyli 95,6 proc., dotyczyło osób, których naturalną śmierć uznano za „rozsądnie przewidywalną”, natomiast 732 przypadki, czyli 4,4 proc., obejmowały osoby spoza tej kategorii.
To dane statystyczne, ale za nimi kryje się rzeczywistość ekonomiczna: państwo, które legalizuje śmierć jako usługę medyczną, włącza ją do systemu finansowania, raportowania i zarządzania. A systemy zarządzania mają własną logikę. Jeżeli coś staje się procedurą, zaczyna być mierzone. Jeżeli jest mierzone, zaczyna być porównywane. Jeżeli jest porównywane, wcześniej czy później trafia do języka efektywności. W tym miejscu zaczyna się niebezpieczna zmiana kultury: eutanazja z aktu przedstawianego jako „wyjątkowy wybór” staje się elementem normalnej infrastruktury zdrowotnej, mimo istotnej sprzeczności jaką jest procedura ratowania życia od uśmiercania.
– Wydaje się to nieprawdopobne, ale w medycynie zostały przyjęte standardy z weterynarii – komentuje katolicka publicystka Judyta Światłowska. – Przywykliśmy do myśli, że starsze, cierpiące zwierzęta można humanitarnie „uśpić”. Z drugiej strony kultura współczesna zaciera granicę między człowiekiem a zwierzęciem. Mówi się o prawach zwierząt, weganizmie, rodzinie międzygatunkowej – czyli traktowaniu psów czy kotów jako własnych dzieci. A stąd już krok, żeby wyrównać standardy medyczne – uważa Światłowska.
Eutanazja jako polityka oszczędności? Czy kryzys finansowania służby w Polsce to wstęp do eutanazji?
Budżet zdrowia pęka, więc pokusa „tańszego rozwiązania” rośnie
Kanada wydaje na zdrowie ogromne pieniądze. Canadian Institute for Health Information prognozuje, że całkowite wydatki zdrowotne w 2025 roku osiągną 399 mld dolarów kanadyjskich, czyli około 1,065 bln złotych. Finansowanie publiczne ma odpowiadać za 71 proc. tej kwoty, a więc za około 283,3 mld CAD, czyli w przybliżeniu 756,2 mld złotych. Głównymi czynnikami wzrostu są inflacja, wzrost populacji, starzenie się społeczeństwa i większe wykorzystanie usług medycznych.
Już w 2024 roku wydatki zdrowotne Kanady szacowano na 372 mld CAD, czyli około 992,9 mld złotych, co dawało 9 054 CAD na mieszkańca, a więc około 24 166 złotych na osobę. W relacji do gospodarki było to 12,4 proc. PKB — poza okresem pandemicznym jeden z najwyższych poziomów w historii kanadyjskich statystyk zdrowotnych.
W takim otoczeniu każde łóżko szpitalne, każda operacja, każda rehabilitacja i każdy tydzień opieki długoterminowej stają się realnym kosztem fiskalnym. Złamanie biodra u seniora nie jest „małym przypadkiem”: często oznacza operację, ryzyko powikłań, długą hospitalizację, rehabilitację i możliwą utratę samodzielności. Ekonomia nie musi nakazywać eutanazji. Wystarczy, że stworzy klimat, w którym życie osoby po 60-tce zależne od pomocy wygląda jak luksus. A kiedy życie zaczyna wyglądać jak luksus, to rachunek ekonomiczny podpowiada, że nie każdego na taki luksus stać.
Eutanazja jako polityka oszczędności? Czy kryzys finansowania służby w Polsce to wstęp do eutanazji?
Zachęta do eutanazji jest sama w sobie groźna dla pacjenta
W debacie o MAID często słyszymy: „to nie chodzi o pieniądze, tylko o wolność wyboru”. Tyle że państwo samo potwierdziło istnienie wymiaru budżetowego. Kanadyjski Parliamentary Budget Officer w analizie dotyczącej rozszerzenia prawa Bill C-7 szacował finansowe skutki poszerzenia dostępu do MAID; dokument odpowiadał wprost na pytanie o koszty dla finansów publicznych. Raport wskazywał, że koszt administrowania MAID oszacowano na 4,4 mln dolarów kanadyjskich, czyli około 11,7 mln złotych, natomiast brutto redukcja kosztów opieki zdrowotnej miała wynieść 66,5 mln CAD, czyli około 177,5 mln złotych. Po odjęciu kosztów administracyjnych dawało to netto 62 mln CAD oszczędności, czyli około 165,5 mln złotych dla budżetów prowincji.
Warto dodać, że w tej samej logice wyliczano również szerszy efekt finansowy: pod rządami wcześniejszego reżimu prawnego MAID miało oznaczać 86,9 mln CAD netto redukcji kosztów opieki zdrowotnej, czyli około 231,9 mln złotych, a po rozszerzeniu przez Bill C-7 łączna redukcja miała sięgać około 149 mln CAD, czyli blisko 397,7 mln złotych. Zwolennicy eutanazji powiedzą: to niewielki ułamek całego budżetu ochrony zdrowia. I matematycznie będą mieli rację. Moralnie — problem pozostaje. Bo gdy państwo zaczyna wyceniać wcześniejszą śmierć jako „redukcję kosztów”, nawet relatywnie małą, przesuwa granicę wyobraźni publicznej. Od tej chwili pacjent nie jest tylko chorym człowiekiem. Staje się także potencjalnym źródłem oszczędności.
System nie musi nikogo jawnie przymuszać, by subtelnie premiować rozwiązanie tańsze, szybsze i administracyjnie prostsze. W gospodarce wiemy, że bodźce działają. Nie udawajmy, że przestają działać akurat przy łóżku chorego. A przecież właśnie tam powinny być kontrolowane najostrzej — bo gdy rachunek ekonomiczny zaczyna szeptać pacjentowi do ucha, sumienie powinno mówić głośniej.
– Chory po pierwsze musi ufać lekarzom, bo przecież to oni stawiają diagnozę – mówi Judyta Światłowska. – Jeśli więc dowiaduje się, że rozwiązaniem jego problemy jest śmierć, to musi tę myśl traktować poważnie – skoro mówią to medycy. Uwierzy, że jego stan zdrowia jest bardzo zły. Nawet jeśli odrzuci wspomagane samobójstwo, to jego terapia z przyczyn psychologicznych staje się trudniejsza. Medycyna wie doskonale, że nadzieja i wiara odgrywają istotną rolę w terapii chorych. Samo wprowadzenie procedury „wspomaganego samobójstwa” i rekomendowanie go pacjentom jest uderzeniem w ich dobrostan i oddala chorych od szansy wyzdrowienia.
Eutanazja jako polityka oszczędności? Czy kryzys finansowania służby w Polsce to wstęp do eutanazji?
Czy kryzys finansowania służby zdrowia w Polsce to wstęp do eutanazji?
Alternatywą dla eutanazji nie jest heroiczny slogan, lecz dobrze finansowana opieka: paliatywna, geriatryczna, domowa, rehabilitacyjna i wspólnotowa. Kanada sama przyznaje, że mimo postępu nadal ma luki. Health Canada, powołując się na CIHI, wskazuje, że 58 proc. Kanadyjczyków zmarłych w latach 2021–2022 otrzymało opiekę paliatywną, wobec 52 proc. w latach 2016–2017, ale część osób otrzymuje ją dopiero tuż przed śmiercią, a bariery zależą od wieku, miejsca zamieszkania i diagnozy.
Szczególnie dramatyczne są dane o nierównym dostępie: osoby z demencją mają mniejsze szanse na opiekę paliatywną niż pacjenci onkologiczni, starsi powyżej 85. roku życia są w gorszej sytuacji niż młodsi, a osoby bezdomne, migranci i mniejszości napotykają dodatkowe bariery. I tu jest sedno ekonomii katolickiej: pytanie nie brzmi, ile kosztuje człowiek słaby, lecz ile warte jest społeczeństwo, które nie potrafi mu towarzyszyć. Przypadek ks. Hollanda powinien być przestrogą także dla Europy i Polski. Jeśli system ochrony zdrowia będzie chronicznie niedofinansowany, przeciążony i zarządzany jak centrum kosztów, prędzej czy później ktoś uzna, że „pomoc w umieraniu” jest racjonalną usługą publiczną. Obecny kryzys finansowanie służby zdrowie w Polsce może być punktem wyjścia takiej prozycji. A wtedy największym deficytem nie będzie deficyt budżetowy. Będzie nim deficyt człowieczeństwa.
wAkcji24.pl | Ekonomia | POL | Źródło: Canada.ca, DoRzeczy.pl | Grafika: Gemini | 5.05.2026




