„Kokuho” Lee Sang-ila to film olśniewający: wizualnie wystawny, emocjonalnie nieoczywisty, duchowo niepokojący. Opowieść o aktorze kabuki, który poświęca życie sztuce onnagaty, to wielkie kino o cenie doskonałości, o ucieczce przed cierpieniem, o pięknie, które może człowieka ocalić — albo zastąpić mu życie.
"Kokuho" - człowiek, który zamieszkał w roli
Wielkie kino, które nie wstydzi się wielkości
„Kokuho” jest jednym z tych filmów, które od pierwszych minut dają widzowi poczucie obcowania z czymś rzadkim: kinem rozległym, pięknym, konsekwentnym i pewnym własnego oddechu. Reżyser Lee Sang-il tworzy dramat o skali niemal epickiej, ale zarazem bardzo intymny: historię chłopca związanego ze światem przemocy, który trafia do świata formy, rytuału i scenicznej dyscypliny.
Lee Sang-il pokazuje teatr jako przestrzeń absolutną: miejsce, w którym ciało, głos, gest, status, dziedziczenie, ambicja i duchowość splatają się w jeden porządek. Kamera Sofiana El Faniego — nie traktuje scen kabuki jak dokumentalnego zapisu występu. Zamiast pokazywać pełne figury na scenie, pozwala nam widzieć drżenie twarzy, napięcie dłoni, kontrolę oddechu, błysk oka.
To film znakomicie zagrany. Ryō Yoshizawa w roli Kikuo wykonuje pracę imponującą – jego przygotowanie do roli trwało ponad 1,5 roku! Obok niego Ryūsei Yokohama tworzy postać Shunsuke — rywala, lustra, współuczestnika tej samej bezlitosnej drogi. Mitsuki Takahata, Shinobu Terajima, Min Tanaka i Ken Watanabe nadają historii ciężar świata, który istniał przed bohaterem i będzie trwał po nim.
Piwnica Świdnicka brzmi jazzowo. Symboliczne wydarzenie w historycznych podziemiach Kolegium Jezuickiego
"Kokuho" - człowiek, który zamieszkał w roli
Onnagata, czyli męskość nieprzetłumaczalna
Kabuki to jedna z najważniejszych tradycyjnych form teatru japońskiego: widowisko łączące dramat, taniec, muzykę, śpiew, kostium, makijaż i niezwykle skodyfikowany gest. Powstało na początku XVII wieku, początkowo z udziałem kobiet, ale gdy władze zakazały im występów, role kobiece zaczęli przejmować mężczyźni. Z czasem nie był to już tylko praktyczny zastępnik aktorek, lecz osobna, wysoko ceniona specjalizacja: onnagata.
W kabuki nie chodzi po prostu o „mężczyznę przebranego za kobietę”. Onnagata nie imituje kobiecości w realistycznym sensie; on tworzy jej formę idealną, skondensowaną, poddaną stylowi. Kobiecość nie jest tu psychologiczną „naturalnością”, lecz językiem gestu, spojrzenia, rytmu, zawieszenia ciała. Dlatego “onnagata” w Japonii jest podziwiany również przez kobiety.
Ks. Grzegorz Wołoch: Skarb Kościoła, który rozbrzmiewa
"Kokuho" - człowiek, który zamieszkał w roli
Kokuho. Zachwyt, który kosztuje
„Kokuho” pozwala nam szczerze zachwycić się artyzmem bohatera, a jednocześnie ani przez chwilę nie pozwala zapomnieć o jej cenie. W świecie, który często myli talent z natychmiastową ekspresją ego, „Kokuho” przypomina, że wielka sztuka wymaga lat dyscypliny, posłuszeństwa formie i zgody na samotność. Pod tym względem film ma wymiar niemal ascetyczny. Tyle że chrześcijańska asceza nie polega na unicestwieniu osoby dla formy. Ma prowadzić do większej miłości.
Wiersz Roku 2025. Ks. Sarbiewski przypomina, że ojczyzna to nie tylko mapa
"Kokuho" - człowiek, który zamieszkał w roli
Katolickie pytanie: osoba czy forma?
Czy można oddać się czemuś dobremu w sposób, który przestaje być dobry? Sztuka jest dobrem. Piękno jest dobrem. Tradycja jest dobrem. Dyscyplina jest dobrem. Ale każde z tych dóbr może zostać ubóstwione. A kiedy dobro cząstkowe zajmuje miejsce dobra najwyższego, zaczyna domagać się ofiar. Film niedwuznacznie sugeruje zawarcie przez bohatera paktu z diabłem. Kikuo jednak nie jest potworem, nie jest nawet zwykłym egoistą. Jest raczej kimś, kto znalazł w sztuce azyl tak skuteczny, że nie musi już wracać do życia.
Katolicka wrażliwość nie musi odrzucać takiej postaci. Człowiek po traumie często szuka formy, która ochroni go przed chaosem. Jedni uciekają w pracę, inni w sukces, jeszcze inni w kontrolę ciała, władzę, ideologię. Kikuo ucieka w teatr. I im bardziej teatr go ocala, tym bardziej go pochłania. W tym sensie „Kokuho” jest filmem nie tylko o Japonii, kabuki i onnagatach. Jest filmem o każdym z nas, gdy zaczynamy mylić powołanie z mechanizmem obronnym.
Jak „Pieśń nad pieśniami” (prawie) wygrała Eurowizję. Tysiące ludzi po raz pierwszy usłyszało słowa Pisma Świętego
wAkcji24.pl | Kultura | JUŚ | Źródło: Miesięcznik Katolicki w-Akcji nr 5/26 | Fot. film Kokuho – fotosy | 25.05.2026