To już nie jest ciekawostka z rubryki „luksus i podatki”. Migracja najbogatszych staje się trwałą cechą globalnej gospodarki. Coraz więcej zamożnych osób przenosi rezydencję z krajów zachodnich do państw, które oferują stabilniejsze reguły gry, niższe tarcie podatkowe i większą przewidywalność polityczną. Paradoks naszych czasów polega na tym, że część tego kapitału trafia do konserwatywnych krajów Zatoki Perskiej z dominującą kulturą islamską – bo tam łatwiej prowadzić biznes, chronić majątek, a nierzadko także spokojnie żyć swoją religią. To nie jest pochwała islamu ani atak na kraje arabskie. To diagnoza słabości dzisiejszego Zachodu.
Z Londynu do Dubaju. Dlaczego Zachód traci bogatych – i co mówi o nas paradoks Zatoki
Rekordowa migracja bogactwa
W debacie publicznej łatwo popaść w przesadę. Dlatego trzeba zacząć od precyzji: mówimy o rekordowej migracji milionerów w historii monitoringu Henley & Partners / New World Wealth, a nie o „największej migracji kapitału w całej historii świata”. Według Henley w 2025 r. około 142 tys. milionerów miało zmienić kraj rezydencji – to najwyższy wynik w ich zestawieniach i wyraźny wzrost względem poprzednich lat.
To nie jest statystyka oderwana od realnego życia. Za każdą relokacją stoją konkretne decyzje: gdzie trzymać aktywa, gdzie inwestować, gdzie kupić nieruchomość, gdzie zakładać spółki, gdzie posyłać dzieci do szkoły i gdzie budować zaplecze rodzinne. A więc – gdzie tworzyć miejsca pracy i przyszłe wpływy podatkowe. Innymi słowy: to nie tylko przeprowadzka ludzi, ale także przesuwanie centrów ciężkości gospodarczej.
W tym samym czasie UBS w raporcie Billionaire Ambitions Report 2025 (opublikowanym 4 grudnia 2025 r.) pokazał skalę mobilności najbogatszych w jeszcze innym wymiarze: 36% badanych miliarderów deklaruje, że relokowało się co najmniej raz, a w grupie do 54. roku życia ten odsetek sięga 44%. To bardzo ważne, bo obala stereotyp „zakorzenionego miliardera”, który raz osiądzie w Londynie, Genewie czy Nowym Jorku i już tam zostanie.
To, co obserwujemy, to nie kaprys elit ani kolejna moda na „życie w Dubaju”. To rosnąca skłonność do zarządzania ryzykiem geopolitycznym, regulacyjnym i podatkowym przez zmianę jurysdykcji.
Ks. Piotr Wawrzyniak – wielki kapłan, który zmienił polski Kościół
Z Londynu do Dubaju. Dlaczego Zachód traci bogatych – i co mówi o nas paradoks Zatoki
Dlaczego Zachód przegrywa z własnym ciężarem
Najważniejsze pytanie brzmi: dlaczego zamożni ludzie – często dobrze zakorzenieni w kulturze Zachodu – decydują się na taki ruch? Odpowiedź nie sprowadza się wyłącznie do podatków, choć podatki są ważne. Kluczowy jest cały pakiet: nieprzewidywalność polityczna + niestabilność fiskalna + rosnąca presja regulacyjna.
UBS pokazuje, że wśród powodów relokacji pojawiają się m.in. jakość życia, obawy geopolityczne i efektywniejsze ułożenie spraw podatkowych. W języku mniej dyplomatycznym brzmi to tak: najbogatsi szukają miejsca, gdzie państwo nie zmienia zasad gry szybciej niż oni aktualizują strategię inwestycyjną.
Dobrym przykładem jest Wielka Brytania. Reforma statusu non-dom – szeroko dyskutowana od 2024 r. – weszła w kluczowym zakresie od 6 kwietnia 2025 r. (odejście od remittance basis i przejście na nowy reżim oparty na rezydencji, z 4-letnim systemem FIG dla nowych przyjezdnych). Oficjalne dokumenty rządowe potwierdzają ten termin i zakres zmian.
Sama reforma może mieć zwolenników i przeciwników – to normalne. Problem polega jednak na tym, że z perspektywy mobilnego kapitału Zachód coraz częściej wysyła sygnał: „reguły mogą się znacząco zmienić w jednym cyklu politycznym”. A kapitał – wbrew popularnym sloganom – nie boi się tylko wysokich stawek. Bardziej boi się nieprzewidywalności.
W tym sensie hasło „Zachód staje się złym miejscem dla kapitału” nie jest jeszcze „prawem ekonomii”, ale jest coraz bardziej wiarygodną diagnozą kultury instytucjonalnej: za dużo uznaniowości, za mało długiego horyzontu.
Finanse Kościoła. Ks. Waldemar Hanas – ekonom Archidiecezji Poznańskiej: „DCA13 to odpowiedź na realne problemy Kościoła”
Z Londynu do Dubaju. Dlaczego Zachód traci bogatych – i co mówi o nas paradoks Zatoki
ZEA jako magnes: nie raj, ale sprawnie zarządzona oferta
Największym beneficjentem tego trendu pozostają Zjednoczone Emiraty Arabskie. Według Henley prognozowany netto napływ milionerów do ZEA w 2025 r. wynosi ok. 9 800 osób, co daje Emiratom pozycję światowego lidera w przyciąganiu mobilnego bogactwa. Jednocześnie Wielka Brytania miała zanotować netto odpływ ok. 16 500 milionerów– najgorszy wynik w zestawieniu.
Dlaczego właśnie ZEA? Odpowiedź jest prostsza, niż chcieliby ideolodzy po obu stronach sporu. Emiraty oferują pakiet, który dla inwestora i przedsiębiorcy wygląda atrakcyjnie:
-
relatywnie szybkie procedury administracyjne,
-
przewidywalne otoczenie dla biznesu i nieruchomości,
-
międzynarodową infrastrukturę finansową i logistyczną,
-
rozbudowane programy pobytowe (w tym różne ścieżki długoterminowej rezydencji),
-
konkurencyjne warunki podatkowe.
W warstwie podatkowej szczególnie istotne jest to, że dla osób fizycznych w ZEA nie ma powszechnego podatku dochodowego od osób fizycznych, a także nie ma podatku majątkowego; w praktyce nie ma też odrębnego podatku od zysków kapitałowych dla rezydentów-osób fizycznych (co potwierdzają zestawienia PwC Tax Summaries).
To nie znaczy, że ZEA są „bez podatków” w ogóle. Funkcjonuje m.in. VAT i federalny CIT dla firm, ale nawet tu system pozostawia przestrzeń konkurencyjną – np. dla kwalifikowanych podmiotów w free zones możliwe jest 0% na dochód przy spełnieniu warunków.
Krótko mówiąc: Zjednoczone Emiraty Arabskie nie sprzedają światu ideologii. Sprzedają przewidywalność i sprawność. A to dziś towar deficytowy.
Finanse Kościoła. Ekonom archidiecezji lubelskiej ks. Jarosław Orkiszewski: „Pieniądze są narzędziem misji, nie celem”
Z Londynu do Dubaju. Dlaczego Zachód traci bogatych – i co mówi o nas paradoks Zatoki
Powstają kolejne miejsca pracy i sukces artystyczny
ZEA są liderem, ale nie jedynym graczem. Również Arabia Saudyjska wyraźnie sygnalizuje, że chce przyciągać kapitał, talenty i zamożnych rezydentów w ramach strategii Vision 2030. Reuters opisywał na początku 2026 r. rozważania nad dalszym rozszerzaniem programu Premium Residency, tak by objąć nim szersze grupy pożądanych cudzoziemców.
W obiegu medialnym pojawia się też liczba 8 074 wydanych pozwoleń Premium Residency w 2024 r. – jest szeroko cytowana przez media i branżowe opracowania, ale nie zawsze łatwo dostępna w formie jednego, prostego pierwotnego komunikatu urzędowego w języku angielskim. Dlatego redakcyjnie najbezpieczniej pisać o „tysiącach wydanych pozwoleń” i szybkim rozwoju programu, zamiast budować kluczowy akapit na jednej liczbie bez twardego linku do źródła pierwotnego.
Jednocześnie sam kierunek jest bezsporny: kraje Zatoki – każde na swój sposób – próbują połączyć konserwatywną tożsamość społeczną z pragmatyczną polityką gospodarczą. To połączenie jeszcze dekadę temu wielu komentatorom wydawało się niemożliwe. Dziś staje się faktem.
ABC Katolickich Finansów: Czy Kościół powinien inwestować?
Z Londynu do Dubaju. Dlaczego Zachód traci bogatych – i co mówi o nas paradoks Zatoki
Codzienne wydatki podnoszą lokalną gospodarkę
Dla portalu katolickiego najciekawszy jest jednak nie sam ruch kapitału, ale jego cywilizacyjny kontekst. Bo oto obserwujemy paradoks: część ludzi – także chrześcijan – wybiera do życia państwa z dominującą kulturą islamską, ponieważ tam łatwiej o stabilność, porządek, ochronę własności i mniej agresywną wojnę kulturową niż w części Zachodu.
Trzeba tu zachować uczciwość. ZEA nie są liberalną demokracją w zachodnim sensie. Raport amerykańskiego Departamentu Stanu dotyczący wolności religijnej wskazuje, że prawo przewiduje wolność kultu, ale w granicach porządku publicznego i moralności, a w praktyce istnieją ograniczenia dotyczące m.in. prozelityzmu czy kwestii związanych z konwersją.
A jednocześnie to właśnie w Abu Zabi powstał Abrahamic Family House – kompleks obejmujący meczet, kościół i synagogę, symbolicznie promowany jako przestrzeń współistnienia. AP opisywała to jako element szerszego wizerunku ZEA jako państwa stawiającego na „tolerancję” i przyciąganie międzynarodowych środowisk.
Co to oznacza w praktyce? Nie to, że ZEA są „bardziej chrześcijańskie” niż Europa. Oznacza raczej, że wielu ekspatów może tam doświadczać bardziej pragmatycznej tolerancji: państwo nie musi podzielać ich wiary, ale daje przestrzeń, by żyli, pracowali i praktykowali religię bez nieustannego ideologicznego tarcia.
Na Zachodzie tymczasem część sporów o wolność sumienia i religii przybiera coraz ostrzejszą formę. Przykładem są kontrowersje wokół brytyjskich buffer zones przy klinikach aborcyjnych i publiczna debata o granicach modlitwy, ekspresji religijnej oraz ochrony porządku publicznego. To nie są sprawy proste ani jednowymiarowe – ale są symptomatyczne dla klimatu, w którym religia bywa postrzegana nie jako element ładu społecznego, lecz jako potencjalny problem do zarządzania.
I właśnie tutaj rodzi się paradoks, którego Zachód nie chce nazwać: można formalnie mieć szeroki katalog praw, a zarazem stworzyć kulturę instytucjonalną, w której człowiek wierzący może być prześladowany.
ABC Katolickich Finansów: VAT pod lupą — czym jest VAT i dlaczego Kościół płaci 23 proc. państwu?
Z Londynu do Dubaju. Dlaczego Zachód traci bogatych – i co mówi o nas paradoks Zatoki
Przekazywanie pieniędzy tworzy dobro
Największym błędem byłoby potraktowanie tej fali migracji bogactwa jako chwilowej mody albo „fanaberii miliarderów”. Jeśli nawet część narracji bywa przesadzona, sam trend jest realny: mobilny kapitał i mobilne talenty coraz częściej wybierają jurysdykcje, które oferują kombinację stabilności, bezpieczeństwa i przewidywalności.
To jest lekcja nie tylko dla ekonomistów, ale także dla chrześcijan i konserwatystów w Europie. Państwo, które chce przyciągać ludzi przedsiębiorczych, nie może jednocześnie karać ich za sukces atmosferą permanentnej podejrzliwości. Państwo, które chce być rzeczywiście pluralistyczne, nie może redukować wolności religijnej do dekoracyjnego hasła, uruchamianego tylko wtedy, gdy nikogo nie drażni.
Jeśli Zachód chce odzyskać konkurencyjność, potrzebuje co najmniej trzech rzeczy:
-
przewidywalności podatkowej – niekoniecznie najniższych stawek, ale reguł, które nie zmieniają się radykalnie wraz z każdą zmianą politycznego nastroju;
-
realnego szacunku dla wolności sumienia i religii w przestrzeni publicznej;
-
państwa jako arbitra ładu, a nie ideologicznego wychowawcy.
W przeciwnym razie będziemy obserwować coraz bardziej upokarzający obraz: zachodnie elity polityczne będą wygłaszać wykłady o wolności i nowoczesności, podczas gdy kapitał – a często także ludzie przywiązani do tradycji i wiary – będą wybierać miejsca mniej „postępowe”, ale bardziej uporządkowane.
Paradoks Zatoki nie polega więc na tym, że stała się ona nagle „bardziej zachodnia”. Polega na tym, że w pewnych obszarach to Zachód przestał być zachodni: przestał cenić stabilność prawa, ochronę własności i zdrowy rozsądek instytucji. A kapitał, jak wiadomo, nie czyta manifestów. Kapitał patrzy na reguły – i idzie tam, gdzie one jeszcze działają.
Krzysztof Kotowicz: Od kryzysu do karnawału
wAkcji24.pl | Ekonomia | Judyta Światłowska | Zródła: Henley & Partners | Fot: Dubaj Marina | 21.02.2026